czwartek, 24 grudnia 2009

Przegrana Microsoftu w sprawie naruszenia patentu.

Microsoft przegrał ostatecznie apelację odnośnie naruszenia patentu kanadyjskiej firmy i4i.
Cała sprawa dotyczyła nielegalnego użycia przez Microsoft języka XML w pakiecie Office, a dokładniej w programie Word. Język ten używany był w plikach DOCX, DOCM oraz w samym formacie XML.

Pierwszy wyrok zapadł w Teksasie na kwotę 200 milionów dolarów na korzyść firmy i4i. Microsoft od tego wyroku się odwołał, ale ostatecznie przegrał i sąd apelacyjny w Waszyngtonie zasądził jeszcze większą kwotę w postaci 290 milionów dolarów.

Gigant z Redmond musi wycofać ze sprzedaży wersje pakietu Office 2007 zawierające XML do 11 stycznia 2010 roku. Z tego, co mi wiadomo, wypuszczona została dodatkowa łatka dla użytkowników usuwająca dany język programu.

Szkoda tylko, że mała firma, która chciała chronić swoją technologię i odpowiednio na niej zarobić, została w ten sposób potraktowana przez Microsoft, który zdominował rynek związany z użyciem języka XML.

Więcej na ten temat - Bloomberg

oraz ZDNET

Treść wyroku tutaj

oraz wcześniejsza instancja.

piątek, 18 grudnia 2009

Na marginesie ugody Google - przegrana we Francji

Google przegrał proces wytoczony we Francji przed jednego z wydawców. Roszczenie dotyczyło, a jakże, zamieszczenia licznych fragmentów książek chronionych prawem autorskim w serwisie Google Books. Już słyszałem w mediach, że wyrok jest "precedensowy". Może i jest - o tyle, że ktoś się korporacji dobrał do skóry, bo zwłaszcza na gruncie systemu droit d'auteur rozpowszechnianie w ten sposób utworów bez licencji po prostu nie ma szans się obronić. Zasądzono odszkodowanie w wysokości $300.000. Wyrok jest nieprawomocny, ale ma klauzulę natychmiastowej wykonalności.

Ciekaw jestem, na ile projekt Google Books jest obliczony biznesowo w taki sposób, że podobne procesy i odszkodowania są "wliczone w koszty". A może inaczej - na ile koszty te są niższe od wpływów, bo co do takiego założenia leżącego u podstaw całej inicjatywy, mimo wielu dumnych deklaracji o "dostępie do dziedzictwa kulturowego", chyba nie powinno się mieć wątpliwości.

Więcej:
- artykuł w NYT.

Aktualizacja - znalazłem treść wyroku, jest do pobrania tutaj (po francusku).

środa, 9 grudnia 2009

Kolejna (czyli druga) sprawa RIAA przeciwko użytkownikowi p2p

Jak dotąd prawie wszyscy użytkownicy oprogramowania peer-to-peer akceptowali proponowane przez RIAA (czyli amerykańską organizację zrzeszającą producentów nagrań) ugody, opiewające na kilka tysięcy dolarów. Prawie, bo dwoje zdecydowało się na proces. Pierwszy wyrok był głośny i skończył się zasądzeniem prawie dwóch milionów dolarów ustawowego odszkodowania (statutory damages) za udostępnienie 24 piosenek. W lipcu ława przysięgłych wydała werdykt w innej sprawie, tym razem opiewający na $675 .000 za 30 piosenek. Do tego doszedł sądowy zakaz (injunction) dalszego rozpowszechniania. Sąd odrzucił argumenty odwołujące się do doktryny fair use. Co ciekawe, oddalił jednak wniosek o sądowy zakaz promowania oprogramowania do dzielenia się plikami, uzasadniając to ochroną wolności słowa.

Cały czas otwarte są pytania o konstytucyjność tak wysokich odszkodowań ustawowych. Warto tu dodać, że minimalna wysokość odszkodowania wynosi w myśl Copyright Act $750, co przy 30 piosenkach daje nieco ponad $22.500. W tej konkretnej sprawie wysokość ugody zaproponowanej przez RIAA to $3.000.

Więcej:
- podsumowanie sprawy na blogu Copyrights & Campaigns,
- artykuł w Wired,
- rozważania sądu o fair use,
- decyzja w sprawie sądowego zakazu.

sobota, 5 grudnia 2009

IP Student - warsztaty - II edycja

Zapraszamy do udziału w drugiej edycji projektu "IP Student" – cyklu bezpłatnych warsztatów z prawa własności intelektualnej organizowanych przez TBSP UJ we współpracy z Instytutem Prawa Własności Intelektualnej UJ i kancelariami prawniczymi.

Warsztaty poprowadzą wybitni specjaliści: pracownicy naukowi oraz praktycy, na co dzień związani z zagadnieniami IP. Wśród nich znajdą się m.in.: Ryszard Markiewicz, Janusz Barta, Elżbieta Traple, Tomasz Targosz, Marek Bukowski, Jarosław Sroczyński, Xawery Konarski.

Zajęcia adresowane są osób szczególnie zainteresowanych prawem własności intelektualnej. W warsztatach brać będzie udział stała grupa 30 studentów co pozwoli na ich aktywny udział poprzez dyskusje podczas zajęć, analizę kazusów czy przygotowywanie artykułów wprowadzających.

Warsztaty pozwolą także na rozwinięcie praktycznych umiejętności prawniczych, takich jak pisanie umów i sporządzanie pism procesowych. Uczestnicy warsztatów będą otrzymywali materiały za pomocą listy dyskusyjnej, a zaliczenie zajęć będą potwierdzały certyfikaty uczestnictwa w warsztatach.

Szczegóły oraz rejestracja na stronie www.ipstudent.tbsp.pl.


niedziela, 29 listopada 2009

Zebrania naukowe

Po prawej stronie pojawiła się ramka, w której będziemy umieszczać informacje o nadchodzących zebraniach naukowych Sekcji. Zapraszamy serdecznie wszystkich - zarówno dopiero zaczynających przygodę z prawem własności intelektualnej, jak i "głębiej" zakorzenionych w tej problematyce!

czwartek, 19 listopada 2009

Sprawa siostry Faustyny

Zbierałem się do napisania tej notki od jakiegoś czasu, ale dyskusja na łamach Rzeczpospolitej wciąż się toczy i zaczynam mieć wrażenie, że wreszcie zaczyna krążyć wokół sedna. Sprawa dzienniczka św. Faustyny Kowalskiej jest kontrowersyjna od początku tego roku - Kościół usilnie stara się zachować monopol prawnoautorski na dzienniczek, o czym pisałem już w styczniu. Problem niedawno odżył za sprawą nie byle kogo, bo prof. Jana Błeszyńskiego. Jego artykuł w "Rz" z 6 października zawiera śmiałą tezę, którą pozwolę sobie zacytować: "„Dzienniczek” św. Faustyny w rękopisie nie został nigdy opublikowany. Ukazały się dwie edycje książkowe. W świetle prawa autorskiego stanowią one opracowania, wydane zresztą za zgodą uprawnionych z tytułu prawa autorskiego do oryginału. Były to więc odrębne od oryginału-rękopisu utwory. „Dzienniczek” w wersji oryginalnej, ze względu na swoją pierwotną formę (m.in. wobec tego, że był pisany w wizji św. Faustyny bez znaków przestankowych i jakichkolwiek korekt), wymagał opracowania".

Z tezą tą podjęli polemikę Krzysztof Siewicz ("Rz" z 20 października): "Prof. Jan Błeszyński twierdzi z kolei, że wydana drukiem wersja „Dzienniczka” jest opracowaniem rękopisu św. Faustyny (miało dojść m.in. do korekty interpunkcji). Istotnie, jeżeli doszło w ten sposób do twórczej ingerencji, to powstał odrębny od oryginału przedmiot ochrony (opracowanie)" i Damian Flisak ("Rz" z 19 listopada). Temu ostatniemu należy się hołd za wskazanie istoty problemu: "Działania osób opracowujących rękopis św. Faustyny miały charakter porządkująco-redakcyjny. Bezładne stylistycznie notatki świętej, poczynione w atmosferze religijnego uniesienia, zostały uporządkowane, wyeliminowano zbędne powtórzenia, błędy ortograficzne, wstawiono znaki przestankowe, rozwinięto pewne skróty. Krótko mówiąc, przekaz świętej uczyniono bardziej zrozumiałym. Moim zdaniem co do zasady czynności tego rodzaju nie powinny być uznawane za twórcze."

Bo czy opracowanie polegające na przepisaniu z rękopisu i poprawieniu interpunkcji jest twórcze? Orzecznictwo sądowe nie mówi "nie", mimo dość jednoznacznych wypowiedzi doktryny sprzeciwiających się takiemu poglądowi. Polecam tu wyroki SN: z dnia 23 czerwca 1936 r., 1 K 336/36 i z 25 marca 2004 r., II CK 90/03 oraz wyrok SA w Warszawie z dnia 16 listopada, 1993 r., I ACr 698/93. Wszystkie są w moim przekonaniu przynajmniej kontrowersyjne, przyznając autorskoprawną ochronę krytycznym edycjom dzieł literackich (por. art. 99[2] p.a.), ale jednoznacznie podkreśla się w nich, że edycja taka musi mieć charakter twórczy. O opracowaniach to samo pisał zresztą prof. Jan Błeszyński, zarówno w swojej książce Tłumaczenie i jego twórca w polskim prawie autorskim, jak i w artykule opublikowanym w księdze pamiątkowej ku czci prof. Czachórskiego.

A co mamy w przypadku dzienniczka, dostępnego tutaj? Moim zdaniem mamy niewątpliwą ochronę prawnoautorską przypisów i wstępu. Cała reszta...cóż, gdyby wyrok z 25 marca 2004 dotyczył nie "Zemsty" i "Ślubów panieńskich" w opracowaniu prof. Inglota, ale dzienniczka św. Faustyny, pewnie byłby taki sam. I tak samo nietrafny. W Polsce ochronę prawnoautorską przyznajemy za twórczość, nie za sweat of the eyebrow, więc z całym szacunkiem za nakład pracy polegający na rozwinięciu niedokończonych wyrazów i poprawieniu błędów gramatycznych czy interpunkcyjnych - to jeszcze nie czyni opracowania.

Ugoda Google po nowemu

13 listopada opublikowano nową wersję Ugody Google. Obejmuje ona tylko książki wydane w USA, Kanadzie, Australii i Wielkiej Brytanii. Poza tym dopuszczono do digitalizacji firmy inne, niż Google i przewidziano powołanie "nadzorcy" dzieł osieroconych. Nowy tekst można pobrać u źródła, czyli stąd.

środa, 11 listopada 2009

Doda jest blacharą

Odsyłam Was do ciekawego linka. Sprawa o tyle ciekawa, że bliska mi pod względem, że tak powiem, terytorialnym (proces w Zielonej Górze) a pozwany i jednocześnie tryumfujący w tej sprawie jest absolwentem mojego liceum :)

W skrócie Doda poczuła się urażona stwierdzeniem na jej temat, które umieścił w swoim utworze pt. "Podobne przypadki" znany zielonogórski raper Mieszko "Fox" Sybilski (członek formacji Grupa Operacyjna). Z tego co pamiętam facet generalnie w swoich utworach nie oszczędza ludzi, choć przyznać trzeba, że czyni to w sposób inteligentny. Doda została nazwana m. in. blacharą, co ją uraziło. Sąd uznał, że działanie pozwanego pozbawione jest przesłanki bezprawności. Ciekawe.

Tutaj link do artykułu na ten temat.

sobota, 17 października 2009

Spotkanie organizacyjne - 21 października o 18:00

Zapraszamy wszystkich zainteresowanych na spotkanie organizacyjne sekcji 21 października (środa) o 18:00 w sali 302 na Brackiej 12. Omówimy plany Sekcji na najbliższy rok akademicki, przede wszystkim te dotyczące konkursu z prawa autorskiego, organizacji konferencji i spotkań naukowych. Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych problematyką. Nie wymagamy zdania prawa autorskiego ani innego z grupy przedmiotów z zakresu własności intelektualnej.

W razie pytań proszę o kontakt mailowy: b.widla[malpa]uj.edu.pl.

czwartek, 8 października 2009

Ugoda Google - nowy kalendarz

Sąd zatwierdził zaproponowany nowy harmonogram rozmów nad ugodą Google. W związku z zastrzeżeniami zgłoszonymi przez administrację Obamy, strony mają czas do 9 listopada na przedłożenie nowej wersji ugody. Nikt z bezpośrednio zaangażowanych nie chciał wypowiedzieć się co do tego, na ile poważne mają być zmiany, których celem w założeniu jest ograniczenie negatywnego wpływu na konkurencję. Krytycy ugody wątpią, czy miesiąc to dość czasu. Osobiście jestem przekonany, że scenariusze reakcji na sprzeciw Departamentu Sprawiedliwości USA opracowano już dawno, a rozmowy toczą się przynajmniej od chwili ujawnienia stanowiska rządu, czyli od ponad trzech tygodni.

Więcej:
- artykuł w NYT

niedziela, 4 października 2009

Pomysł MK: rejestracja blogów ma być dobrowolna

Jak donosi „Rzeczpospolita”, Ministerstwo Kultury wpadło na pomysł, by to sami twórcy blogów decydowali o tym czy zarejestrować swój blog (= stać się dziennikarzem) czy też nie rejestrować czyli pisać w sieci tylko amatorsko. Oczywiście za rejestrację musi być pewna „marchewka”, o czym w ostatnim akapicie tego artykułu, który znajduje się tutaj.

Minitrue.com - Amazon płaci za skasowane dane z Kindle

Ciąg dalszy sprawy skasowania utworów George'a Orwella z czytników Kindle. Otóż Justin Gawronski, czyli chłopak, który razem z 1984 stracił swoje notatki i pracę domową, postanowił pozwać amazon.com. Zawarto ugodę, na mocy której otrzyma on 150.000 USD (nie chce ktoś skasować mojej magisterki?). Do sieci trafił tekst ugody - poniżej tłumaczenie fragmentu:

Amazon nie skasuje zdalnie ani nie zmodyfikuje Utworów [licencjonowanych - przyp. BW] z Urządzeń [Kindle- przyp. BW] zakupionych i używanych w Stanach Zjednoczonych, chyba że: (a) użytkownik wyrazi zgodę na skasowanie lub modyfikację; (b) użytkownik zażąda zwrotu pieniędzy za Utwór lub w inny sposób nie zapłaci za Utwór (np. jeśli karta kredytowa lub debetowa nie przyjmie płatności); (c) decyzja sądowa lub administracyjna [uproszczenie, chodzi o regulatory order - przyp. BW] nakaże skasowanie lub modyfikację; lub (d) skasowanie lub modyfikacja jest rozsądnie konieczna dla ochrony konsumenta lub działania Urządzenia, albo sieci przez którą komunikuje się Urządzenie (np. w celu usunięcia szkodliwego kodu umieszczonego wewnątrz kopii Utworu pobranej na Urządzenie). Postanowienia niniejszego paragrafu nie mają zastosowanie do (a) aplikacji (zarówno tworznej lub oferowanej przez Amazon, jak i podmioty trzecie), programów komputerowych lub innego kodu; (b) treści przemijających, takich jak blogi; lub (c) treści, co do których wydawca ma zamiar dokonywać aktualizacji lub zastępować je nowszymi, w miarę jak stają się dostępne. W odniesieniu do prenumeraty gazet i czasopism, żadne postanowienie niniejszego paragrafu nie zakazuje obecnie stosowanej praktyki, zgodnie z którą starsze wydania są automatycznie kasowane z Urządzenia w celu uzyskania miejsca na nowsze wydania, o ile użytkownik Urządzenia sam nie zapisze starszych wydań.

Wygląda to całkiem rozsądnie, choć zaciekawił mnie fragment dotyczący prawa zdalnego usuwania szkodliwego kodu - czy to kaprys Amazon, czy naprawdę jest to konieczne dla urządzeń działających w modelu cloud computing.

Więcej:
- treść ugody (*.pdf),
- artykuł na techflash.com.

Wysyłanie reklam przez Bluetooth – co to jest?

http://prawo.vagla.pl/node/8411 – tam artykuł dotyczący rozsyłania reklam za pośrednictwem technologii Bluetooth. Pomysł jest taki: w zatłoczonym miejscu, np. galerii handlowej, specjalny nadajnik wysyłający reklamy wszystkim tym posiadaczom telefonów komórkowych z włączonym Bluetooth-em, którzy znajdą się w jego zasięgu.
I wszystko cacy, poza tym, czego dowiemy się z komentarzy do tego artykułu (zwłaszcza użytkowników opi oraz Tomasz Topa). A mianowicie taki nadajnik w ogóle nie wyśle reklamy użytkownikowi bez jego uprzedniej zgody na przyjęcie takiej reklamy. Czyli rozważanie problemu spamu (niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy za pomocą środków komunikacji elektronicznej – art. 10 ust. 1 u.ś.u.d.e.) raczej odpada. Innymi słowy: jeśli dostajemy spam na maila, to znajduje się w naszej skrzynce czy tego chcemy czy nie, można ewentualnie stosować jakieś filtry antyspamowe. Natomiast z Bluetooth-em jest tak, że jeśli nadajnik zechce wysłać reklamę, to na ekranie telefonu jej (zamierzonego) adresata pojawi się zapytanie, czy odebrać dane z tego nadajnika, jeśli klikniemy „nie”, to reklama w ogóle nie zostanie wysłana... Sam to ostatnio testowałem, w układzie telefon + komputer. Chociaż Piotr Waglowski w swoim komentarzu z 24.03, godz. 22:23, pisze, że już sam taki komunikat systemowy jest spamem... Ale czy nie należy prywatności (naruszanej takim komunikatem) oddzielić tu od samej informacji handlowej, przesyłanej dopiero po akceptacji komunikatu? Albo inaczej: czy reklamą jest już samo pytanie jej potencjalnego adresata czy chce ją zobaczyć (np. gdy nadajnik wysyłający, jeśli to technicznie możliwe, ma identyfikację zmienną w zależności od wysyłanej reklamy i już w komunikacie systemowym użytkownik telefonu dowiaduje się jakiego producenta / towaru ma to być reklama)? Ciekawa bardzo jest opinia w tych kwestiach Pawła Litwińskiego, a także Zbigniewa 'zibi' Jarosika dotycząca podobieństwa rozsyłania informacji handlowej przez e-maila i bluetooth-a.

piątek, 2 października 2009

przekręty aukcyjne - dalszy ciąg

Serwisy aukcyjne dają ogromne pole do popisu dla przeróżnych kombinatorów. Można wszak dostać nie taki towar, można w ogóle towaru nie dostać, można sztucznie budować reputację itd. itd., można też podszyć się pod kupującego, założyć podobny e-mail, wysłać po paru godzinach wiadomość z innym adresem i odebrać nieswoją paczkę. Taki przypadek nienormalnej pomysłowości ujęto w Piotrkowie Trybunalskim, o czym doniosło tvn24.

niedziela, 27 września 2009

GNU GPL a prawo francuskie

W Polsce na temat wolnych licencji mamy kilka ciekawych wypowiedzi doktryny (by wymienić tylko osoby związane z Instytutem Prawa Własności Intelektualnej UJ - artykuły profesorów Barty i Markiewicza i monografię Piotra Wasilewskiego), ale orzeczeń - o ile wiem - jeszcze nie wydawano. Pojawiło się za to orzeczenie z Francji. Stan faktyczny - firma Edu4 rozpowszechniała binaria programu służącego do zdalnego dostępu do komputera łamiąc przy tym postanowienia licencji GNU GPL przez nieudostępnianie kodu źródłowego mimo żądania i usunięcie not copyrightowych. Co ciekawe, jeżeli dobrze zrozumiałem, powództwo zostało wniesione przez...użytkownika, to znaczy organizację zajmującą się kształceniem dorosłych, w której klasach został zainstalowany program, a która chciała mieć dostęp do kodu źródłowego. Przydałoby się wsparcie w zakresie francuskiego, bo przetłumaczenie samego wyroku wydanego przez paryski Sąd Apelacyjny jest ponad moje siły.

Więcej:
- wyrok z uzasadnieniem (fr.)

piątek, 25 września 2009

"CHIP" i bezprawne rozpowszechnianie...

...czyli o wpadce magazynu komputerowego "CHIP", o której głośno ostatnio, a u nas jakoś bez reakcji. Sprawa jest prosta i dla wydawcy może być bolesna - na płycie DVD dołączanej do gazety znalazł się folder z muzyką sciągniętą z internetu. Pomyłka, czy nie, sabotaż, podły spisek konkurencji - doszło do bezprawnego rozpowszechnienia.
Tutaj doniesienie tvn24, tutaj tegoż serwisu relacja z wycofania magazynu ze sprzedaży oraz przytoczenie opinii wyrażonej w serwisie presserwis.pl przez mec. Jerzego Naumanna.

poniedziałek, 21 września 2009

Ugoda Google - nie tak szybko

W związku z wątpliwościami zgłoszonymi przez Departament Sprawiedliwości USA, związanymi ze statusem dzieł osieroconych, na które Google uzyskałby faktyczny monopol, można założyć, że słynna ugoda nie zostanie zaakceptowana przez sąd już na początku października. Z drugiej strony, sprzeciw administracji Obamy nie jest kategoryczny, więc ugoda raczej nie trafi do kosza.

Więcej:
- artykuł w NYT.

sobota, 12 września 2009

O Google Books w jednym zdaniu

W istocie, proponowana ugoda dałaby Google licencję na to, żeby najpierw naruszać prawa, a potem pytać, za zgodą sądu.

- Marybeth Peters, dyrektorka Copyright Office, w trakcie przesłuchania w Kongresie.

Razem z nią na pytania członków Kongresu odpowiadał też prawnik Google, David Drummond. Najważniejsze wypowiedzi można znaleźć na stronie NYT.

sobota, 29 sierpnia 2009

Kasowanie dowodów

O sprawie pisał już jakiś czas temu Olgierd Rudak, ale chyba i tak warta jest odnotowania. Otóż po tym, jak były Prokurator Krajowy Janusz Kaczmarek i jego żona Honorata pozwali wydawnictwo Axel Springer za opublikowanie na stronie internetowej Dziennika stenogramów z ich przesłuchań. A niedługo później stenogramy z owej strony usunięto.

Oczywiście zachowały się w cache'u Google, a zapewne także w serwisie web.archive.org. I tu dochodzimy do tego, dlaczego warto tę sprawę odnotować jeszcze raz. Otóż, jak podaje internetowe wydanie Gazety Wyborczej:

Stenogramów w portalu Dziennik.pl nie ma. W kopiach przetrwały jednak w internecie. Kaczmarkowie dostarczyli je sądowi. - Ja nie mogę odpowiadać za to, co się dzieje na stronach Google'a. Nie widziałem jeszcze wyroku sądu, który opiera się na kopiach - odparł mec. Wdowczyk [Artur Wdowczyk, pełnomocnik wydawnictwa - przyp. BW]

Trudno oprzeć się wrażeniu, że by się przydał - wyjaśniłby wątpliwości co do skutków tego, że w internecie nic nie ginie.

środa, 26 sierpnia 2009

Bez komentarza?

Bo co tu dużo mówić. Kupuje człowiek maliny i widzi to:


Co momentalnie kojarzy się z tym. I orientuje się człowiek, że źle z nim, bo zaczyna się zastanawiać, czy i jaki przepis może tu mieć zastosowanie. Potem chce o tym napisać na blogu, ale myśli, że robienie szerokiej analizy może spotkać się z niechęcią Malinowego Farmera z gminy Kłecko, więc rezygnuje, zostawiając rozmyślania Czytelnikom. Zachęca jedynie do zajrzenia do bazy Urzędu Patentowego i przejrzenia zapisów o prawie do słownych znaków towarowych. Najpierw nr 327848, chroniony w klasach 35, 41 i 45 klasyfikacji nicejskiej. Potem 344060 - tu na pierwszy rzut oka robi się znacznie ciekawiej, ale...

czwartek, 20 sierpnia 2009

Internauci - strzeżcie się! Projekt MSWiA.

W MSWiA powstał kontrowersyjny pomysł inwigilacji internautów przez służby typu CBA, ABW, Policję; projekt zakłada nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Ciekawe jak się to rozwinie. Tu link do artykułu w Rzeczpospolitej.

środa, 5 sierpnia 2009

"Pedał" tak, ale od roweru(!) ;-)



Pisałem już o tej sprawie (choć skrótowo; swoją drogą czuję się jak pewien słynny Profesor robiąc linki "sam do siebie" ;-) ) parę miesięcy temu. Teraz zapadł wyrok, jak rozumiem w pierwszej instancji.

Z relacji prasowych możemy się dowiedzieć, że słowo "pedał" użyte w stosunku do homoseksualisty narusza wg sądu dobre imię i godność powoda. Pozwana ma zapłacić 15 tys. zł zadośćuczynienia. Wyrok jest dość głośny, wspominają o nim wszystkie większe polskie media traktując go jako bardzo istotny precedens.

Oczywiście bardzo dobrze, że taki wyrok zapadł; na pewno da to kolejny argument środowiskom gejowskim jeśli chodzi o obronę praw tej mniejszości. Nie przeceniałbym jednak, w odróżnieniu od Roberta Biedronia z Kampanii Przeciw Homofobii, roli jaką te orzeczenie odegra w przyszłości:

"Obrażanie gejów i lesbijek jest w Polsce powszechne, ale wierzę, że teraz, kiedy sąd przestał nas traktować jak obywateli drugiej kategorii, społeczeństwo też przestanie"

Co więcej nie znam przykładów by polskie sądy traktowały kiedykolwiek homoseksualistów jako "obywateli drugiej kategorii", ale to może zostawmy. Co innego społeczeństwo. I tutaj nic się nie zmieni, przynajmniej na razie. To znaczy nie wierzę w magiczne działanie tego orzeczenia. Tak czy owak taki wyrok to kolejny krok naprzód w swoistej pracy u podstaw mającej na celu pokazanie homoseksualizmu jako zjawiska, które w państwie demokratycznym powinno być przynajmniej tolerowane. Na pewno jednak politycy będą musieli bardziej uważać i nie będą mogli sobie pozwolić na wypowiedzi takie jak ta. Chociaż były wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski zdążył już na swoim blogu zaapelować:

"Proszę moich Czytelników, żeby nie rezygnowali łatwo z polskich przyzwyczajeń językowych i kulturowych. Pojęcia tworzą życie i ludzkie zbiorowości, sędzia ze Szczecina chciałby stać się takim językoznawcą. Szkoda, że nie podpowiedział, jak można 'bezpłatnie' a bardziej przystępnie nazywać sodomitów i pederastów. Był kiedyś 'Wielki językoznawca', ale na szczęście umarł i niewiele zostało po jego misji. Jestem przekonany, że niewiele zostanie też po dzisiejszym wyroku sędziego ze Szczecina."

Ech.

Sprawa jednak na pewno stała się już polityczna. Oto wypowiedzi polityków cytowane przez prasę:
- Paweł Poncyliusz (PiS): "Nie wypada komentować wyroku sądu, ale tym razem poszedł trochę za daleko" oraz "Nie pochwalam używania takich słów, ale czy powinniśmy w związku z tym sądzić się o każdego 'sukinsyna'. Nie sądzę";
- Stefan Niesiołowski (PO): "Uznaje wszystkie wyroki sądu, ale ten jest rzeczywiście nieprawdopodobnie wysoki", "To niewątpliwie jest obelga i jak widać lepiej tak nie mówić", "Ja za dużo gorsze określenia dostałem jedynie 10 tys. złotych" ;-) ;
- Joanna Senyszyn (SLD): "Nigdy wcześniej nie było takiego wyroku. Sąd zrobił pierwszy krok moim zdaniem w dobrym kierunku", "W Polsce jak chce się kogoś obrazić to się go nazywa Żydem albo pedałem. Najwyraźniej sąd zdecydował, że należy z tym wreszcie skończyć";

Czyli jest temat w politycznym sezonie ogórkowym, więc politycy od razu włączyli komórki podczas urlopów :)

Garść linków:
gazeta.pl
dziennik.pl
tvn24.pl
bibuła.com

P.s. Będę polował na uzasadnienie.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Zbiorowy zarząd chroni twórców - przypadek brytyjski

Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, czyli po raz kolejny procedura takedown notice posłużyła do zdjęcia z internetu klipu rozpowszechnianego przez samego twórcę. Remix przygotowany przez Calvina Harrisa został usunięty z YouTube...z jego własnego konta, na wniosek British Phonographic Industry, czyli organizacji zrzeszającej brytyjskich wydawców muzyki, w tym wszystkie najpotężniejsze wytwórnie (Warner, EMI, Sony, Universal). Podobno bez ostrzeżenia. Co o tym myśli sam artysta?

sobota, 25 lipca 2009

Buszujący w prawie autorskim - druga instancja

Ciąg dalszy sprawy, o której pisałem kilka razy - autor Coming Through The Rye odwołał się do federalnego sądu apelacyjnego.

Więcej:
- notka AP.

piątek, 24 lipca 2009

Luka w systemie ERK UJ – wykryta i zatkana

Dziwię się, że Vagla nie podlinkował tego jeszcze w swoim serwisie. Jak tytule tego wpisu - KLIK!

środa, 22 lipca 2009

Hejnał z Wieży Mariackiej będzie znakiem towarowym?

O TUTAJ. Urząd Miasta Krakowa dokonał zgłoszenia hejnału do Urzędu Patentowego RP – w celu przyznania temuż hejnałowi prawa ochronnego jako znakowi towarowemu.

Od siebie, do ostatniego akapitu linkowanego artykułu, dodam jeszcze, że w południe hejnał jest transmitowany w radiu: w całości przez Program I Polskiego Radia, a także w jednej czwartej przez Polskie Radio Kraków.

wtorek, 21 lipca 2009

Google nie odpowie za wyniki wyszukiwania

Kilka dni temu w Anglii zapadł wyrok dotyczący zniesławienia przez internet. Pozwanymi były dwie amerykańskie spółki: mniej znana Designtechnica Corporation, która operuje stroną digitaltrends.com, zawierającą między innymi fora internetowa, oraz bardziej znana, czyli Google Inc. Trzecim pozwanym była brytyjska spółka zależna Google Inc., czyli Google UK Ltd. Powodem była spółka Metropolitan International Schools Ltd, zajmująca się kształceniem na odległość.

O co chodziło? Otóż na wspomnianych forach internetowych pojawiły się wątki, w których zarzucono MIS m.in. to, że kursy to oszustwo, że MIS bez zgody uczniów pobiera pieniądze z ich kont, łamie brytyjskie przepisy konsumenckie, łamie prawa autorskie i że, jeżeli dobrze rozumiem, MIS przyjmuje "byle kogo" do udziału w kursach.

Wątki zawierały w tytule nazwę "Train2Game", którą posługuje się powód. I wyskakują w wynikach wyszukiwania w Google jako...drugi wynik.
Sąd już na wstępie zaznacza bardzo istotną kwestię: Jest oczywiste, że Google nie kontroluje tego, jakie zapytania są stosowane przez użytkowników, ani tego, jakie materiały są umieszczane w sieci przez użytkowników. Dalej, po obszernych rozważaniach na temat jurysdykcji, zaczyna się kluczowy fragment uzasadnienia dotyczący odpowiedzialności operatora wyszukiwarki. Sąd zauważa brak "czynnika ludzkiego" w przygotowywaniu konkretnych wyników wyszukiwania i porównuje wyszukiwanie w internecie do przeszukiwania katalogu bibliotecznego. Przypisywanie odpowiedzialności z ta treść książek osobie, która skompilowała katalog jest nierealistyczne. Z drugiej strony, jeżeli kompilatorzy (...) zacytowali niewielkie fragmenty książki, sytuacja może być inna. Przy czym w przypadku Google wszystko załatwia robot, więc nie ma mowy o odpowiedzialności za "powtarzanie" zniesławiających treści, z uwagi na brak jakiejkolwiek świadomości.

Zastanawiając się, czy Google może usunąć zniesławiające treści z rezultatów wyszukiwania, sąd bada kilka różnych zapytań i w końcu stwierdza, że zmuszanie Google do takich działań byłoby niepraktyczne - zwłaszcza że funkcjonuje procedura takedown notice. Dalej stwierdza, że nie da się bez zmiany ustawy rozszerzyć wyłączenia odpowiedzialności za hosting na operatora wyszukiwarki, ale i tak dochodzi do wniosku, że Google nie odpowiada za treść wyników wyszukiwania.

Uzasadnienie jest bardzo długie - powyżej streściłem jedynie najważniejsze, moim zdaniem, punkty. Zachęcam do przeczytania całości; jest świetnie napisane, zawiera nie tylko argumentację odwołującą się do common law, ale też analizę prawnoporównawczą.

Więcej:
- treść wyroku Metropolitan International Schools Ltd. (t/a Skillstrain and/or Train2game) v Designtechnica Corp (t/a Digital Trends) & Ors [2009] EWHC 1765 (QB)

Ukarana za antysemickie wyzwiska

Rzec by można: dobra osobiste od strony prawnokarnej. I przy okazji niecodzienna ciekawostka. Sąd ukarał współwłaścicielkę kamienicy za antysemickie wyzwiska pod adresem dwójki lokatorów żydowskiego pochodzenia. Artykuł: TUTAJ.

sobota, 18 lipca 2009

Minitrue.com

W Departamencie Archiwów Ministerstwa Prawdy, Winston Smith przepisywał historię na nowo. Nie dowiedzą się o tym ci, którzy "kupili" Rok 1984 Orwella od Amazon.com w wersji dla przenośnego czytnika e-booków Kindle. Otóż okazało się, że są wątpliwości co do tego, czy Amazon.com ma prawo do dystrybucji dzieł Orwella w ten sposób. Firma zareagowała w ciekawy sposób - nie tylko wycofała Rok 1984 i Folwark zwierzęcy z oferty, ale także skasowała kopie z czytników klientów.

Tak właśnie "kupujemy" e-booki. Nabywamy "niewyłączne prawo do przechowywania permanentnej kopii odpowiednich Treści Cyfrowych i do przeglądania, używania i wyświetlania tych Treści Cyfrowych nieograniczoną liczbę razy, tylko na Urządzeniu [Kindle - przyp. BW] albo zgodnie z upoważnieniem Amazon w ramach Serwisu i tylko do [swojego własnego] osobistego, niekomercyjnego użytku", jako rzecze licencja.

Amazon zapowiedział, że następnym razem nie skasuje książek od razu.

Więcej:
- artykuł w NYT,
- licencja Amazon Kindle.


AKTUALIZACJA:

Jak się okazuje, razem z książką można było stracić notatki na jej temat. Z kolei tutaj można przeczytać o tym, czym działanie Kindle oparte o cloud computing różni się od "staromodnych" systemów opartych o DRM.

Wikipedia v. National Portrait Gallery i fotografie dzieł sztuki

W zasadzie niesporny w Polsce jest pogląd, że fotografie dzieł sztuki, które mają jak najdokładniej je odwzorować, nie mogą być przedmiotem prawa autorskiego, z uwagi na brak twórczego charakteru. To samo zapatrywanie podzielają sądy w USA. Tymczasem londyńska National Portrait Gallery domaga się usunięcia z Wikipedii ponad trzech tysięcy zdjęć wysokiej rozdzielczości, które użytkownik encyklopedii miał ściągnąć z serwera NPG, "obchodząc techniczne zabezpieczenia". Galeria twierdzi, czego jak dotąd nie udało mi się zweryfikować, że mimo braku orzecznictwa w tej materii, na gruncie prawa angielskiego fotografie dzieł sztuki "mogą" podlegać prawu autorskiemu. Galeria dodaje, że zrobienie zdjęć wymagało wysiłku fotografa, który wykorzystał swój "czas, umiejętności, wysiłek i artyzm", a zatem "nie ma wątpliwości", że zdjęcia są objęte prawem autorskim. Galeria powołuje się też na ochronę baz danych.

Więcej:
- list wysłany przez galerię,
- artykuł na BBC.

środa, 15 lipca 2009

Doktryna "hot news" nie będzie zweryfikowana

Sprawa między Associated Press a All Headline News, o której pisałem w maju, zakończyła się ugodą. AHN "przyznała się do winy" i zapłaci AP odszkodowanie.

Więcej:
- artykuł na out-law.com.

poniedziałek, 6 lipca 2009

Buszujący w prawie autorskim - pierwsze orzeczenie

Jest pierwsze orzeczenie w sprawie, którą J. Salinger wytoczył autorowi Coming Through the Rye. Sąd uznał, że utwór nie może być uznany ani za parodię, ani za krytyczną analizę Buszującego w zbożu i tymczasowo zakazał publikacji książki w Stanach Zjednoczonych (wydał preliminary injunction - w dalekiej analogii zabezpieczenie roszczenia), z uwagi na wysokie prawdopodobieństwo, że co do meritum sprawę wygra Salinger. Jeżeli sprawa faktycznie tak się skończy, owa injunction z preliminary powinna w zasadzie zmienić się w permanent, czyli odpowiednik wyroku zakazującego określonych naruszeń prawa autorskiego.

Więcej:
- orzeczenie (37 stron, *.pdf),
- notka z komentarzem na blogu Center for Internet and Society,
- artykuł na yahoo.com.

niedziela, 5 lipca 2009

Policz się sam

ZPAV ze swojej strony odsyła do kalulatora kar. Serwis firmowany jest przez Koalicję Antypiracką, czyli ZPAV, FOTA i BSA. Sama domena została zarejestrowana przez ZPAV. W stopce strony czytamy:

Niniejszy kalkulator przedstawia teoretyczną symulację wymiaru roszczeń uprawnionego związanych z ewentualnym naruszeniem praw własności intelektualnej do programów, gier komputerowych, utworów audio i audiowizualnych, gdyby uznano, że wszystkie pliki wskazane powyżej są uzyskane niezgodnie z prawem. Celem kalkulatora nie jest przedstawienie precyzyjnej bądź zbliżonej wartości możliwego roszczenia ani przesądzenie o zasadności podnoszenia takiego roszczenia, a jedynie wizualizacja jednego z możliwych wariantów realizacji roszczeń uprawnionego mogących wynikać z przepisów ustawy z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 2006r., Nr 90, poz. 631 ze zm.), a obliczonych w oparciu o przyjętą przez administratora kalkulatora przybliżoną, hipotetyczną wartość wynagrodzenia należnego z tytułu legalnego zakupu wymienionych plików. Kalkulator nie wskazuje wszystkich możliwych roszczeń uprawnionego, jak też wszystkich możliwych kar, środków karnych lub innych obowiązków, które mogą być orzeczone przez uprawnione organy w związku z naruszeniem praw własności intelektualnej uprawnionych. Decyzja w zakresie nałożenia na naruszyciela kar lub obowiązków oraz ich wymiaru należy do właściwych organów, zgodnie z przepisami regulującymi postępowanie cywilne bądź karne, w oparciu o szereg czynników, które nie są uwzględniane przy działaniu kalkulatora. Użytkownik kalkulatora nie może tym samym traktować podanego wyniku jako wiążący lub oddający kompleksowo sytuację prawną związaną z potencjalnym naruszeniem.

Cytowany wyżej disclaimer jedynie pośrednio odpowiada na kluczowe pytanie, a mianowicie - czy chodzi o karę grzywny, czy o "karę" w postaci odszkodowania, czy o "karę" w postaci obowiązku zapłaty wielokrotności wynagrodzenia. Kilka razy następuje odwołanie do wysokości należnego wynagrodzenia, więc zakładam, że chodzi o to ostatnie - niemal na pewno o trzykrotność, bo "cennik" zawiera w zasadzie tylko liczby podzielne bez reszty przez 3 i przedstawia się następująco:

- 4,5 zł za plik muzyczny (3 * 1,5 zł),
- 240 zł za film (3 * 80 zł),
- 351 zł za grę komputerową (3 * 117 zł),
- 9714 zł za Adobe Photoshop (3 * 3238 zł),
-
17139 zł za AutoCAD (3 * 5713 zł),
-
4056 zł za Corel Draw (3 * 1352 zł),
- 4056 zł za MS Office (3 * 1352 zł),
- 2550 zł za MS Windows (3 * 850 zł),
- 462 zł za Norton AntiVirus (3 * 154 zł).

Wartość faktycznie wysoce przybliżona i hipotetyczna, skoro wersji programu nie próbowano wpisać nawet przy Windows.

Pod wynikiem kalkulacji znajdziemy film, mający - jak sądzę - udowodnić użytkownikowi, że w sieci nie jest anonimowy i widać, co i gdzie robi. Film tłumaczy to w sposób łopatologiczny do bólu, przypomniałem sobie, jak to było, kiedy mając 12 lat oglądałem film Hakerzy. Choć trzeba przyznać, że jest sugestywny.

Kadr z filmu.

Do wyboru mamy jeszcze dwa filmy. Jeden uczy rodziców jak wyszukać pliki *.mp3 na twardym dysku i później skorzystać z kalkulatora. Wirtualnemu rodzicowi wyszło 10 965 zł. Kolejny informuje jak sprawdzić "legalność systemu Windows i Office", a potem skorzystać - a jakże - z kalkulatora.

Zbiorowy zarząd chroni twórców

Ciekawa, choć w sumie niezbyt zaskakująca historia z Tajwanu. Otóż z pewnego tajwańskiego bloga usunięto na żądanie organizacji zbiorowego zarządzania (pierwsza ciekawostka: angielski skrót jej nazwy to MUST) pewne nagrania razem z całym blogiem. Sęk w tym, że nagrania zamieścił tam sam twórca i wykonawca w jednej osobie, Hsie He-hsian znany jako A Chord.

Przytłaczająca większość źródeł jest pisana po chińsku, więc ograniczę się do tego, co wyczytałem w angielskich tłumaczeniach. Wygląda na to, że OZZ, którego członkiem był A Chord, dopisała go do MUST (cokolwiek to znaczy z punktu widzenia tajwańskiego prawa), a ta dba o to, żeby ISP usuwali chronione treści z internetu.

Jeden z blogów cytuje wypowiedź przedstawiciela MUST. Otóż, ISP "w zasadzie" nie usunie treści, jeżeli zamieścił je uprawniony, jednak nawet uprawniony musi uważać, czy nie narusza praw współtwórców. Last but not least, członkowie MUST powinni "pozostawić wszystkie uprawnienia" MUST.

Koniec historii jest taki, że A Chord zrezygnował z współpracy z MUST, o której - jak twierdzi - dowiedział się dopiero gdy usunięto blog. A potem założył następny i udostępnił wszystkie swoje nagrania za darmo niezależnie od wydawania ich na CD.

Więcej:
- notka na techdirt.com (ang.),
- wpis na is-law.com (mandaryński?)

uciążliwy klarnet!

Zastój mamy na blogu, sezon ogórkowy się rozpoczął, sesje pokończyły, prace popisały, pora na wypoczynek. Stąd spóźnione doniesienie o sprawie uciążliwego ćwiczenia na klarnecie, opisanej przez tvn24. Sąsiadki pozwanej wniosły pozew, domagając się zaprzestania uciążliwego, ich zdaniem, wielogodzinnego ćwiczenia przez studentkę gdańskiej Akademii Muzycznej. W pierwszej instancji pozwana przegrała, teraz sprawa zawędrowała do Sądu Okręgowego, gdzie adwokat pozwanej zażądał ekspertyzy biegłego. Twierdzi bowiem, że poziom "hałasu" nie przekracza dopuszczalnych norm. Jako jeden ze szkodników, zakłócających gamami i etiudami "wypoczynek" i spokój sąsiadów, mam w sprawie, oczywiście, swój pogląd i stoję, oczywiście, po stronie klarnecistki. Odnoszę jednak wrażenie z uważniejszej lektury doniesienia prasowego, że chyba nie sam klarnet jest problemem, a relacje sąsiedzkie. Wszak wcześniej rodzina klarnecistki pozywała jedną z sąsiadek za zbyt głośne oglądanie telewizora, mające jakoby przeszkadzać w ćwiczeniu. I nie kto inny, jak nauczycielka muzyki, która uczyła niegdyś klarnecistkę, jest wśród osób domagających się zaprzestania klarnetowych ćwiczeń. Wrzucam, bo problem jest nierzadki w polskich blokowiskach, a ociera się o dobra osobiste.

sobota, 27 czerwca 2009

Podkradanie z domeny publicznej

Copyfraud, czyli zjawisko "przywłaszczania" sobie praw autorskich do utworów, które albo nie były chronione, albo już ochronę utraciły, opisane w przystępny sposób - tutaj - i w mniej przystępny, ale bardziej naukowy i bardzo obszerny - tutaj, w artykule Jasona Mazzone. Rozważania dotyczą w zasadzie tylko prawa amerykańskiego i postanowień Copyright Act, ale sam mechanizm znany jest też w Polsce. Wystarczy przypomnieć spór o dzienniczek siostry Faustyny Kowalskiej.

Zebranie sekcji

26 czerwca na zebraniu sprawozdawczo-wyborczym sekcji członkowie wybrali nowy zarząd sekcji na rok akademicki 2009/2010 - przewodniczącym został Bohdan Widła, wiceprzewodniczącą - Joanna Filipiuk.

piątek, 19 czerwca 2009

USA: Szokująca kara za ściąganie muzyki

O tutaj – kobieta z Minnesoty ma zapłacić… po 80 tys. dolarów za każdą z 24 piosenek, które „legalnie ściągane” kosztują po 99 centów.

czwartek, 18 czerwca 2009

Buszujący w prawie autorskim c.d.

Pozwany w sporze o Buszującego w zbożu broni się twierdząc, że sequel to nie sequel, a parodia i próba krytycznego spojrzenia na bohatera pierwotnej książki. A sąd tymczasowo wstrzymał publikację książki (na 10 dni).

Więcej:
- law blog Wall Street Journal.

środa, 17 czerwca 2009

Czy będziemy musieli się zarejesrować?

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego miesza w prawie prasowym dość mocno- z braku czasu wklejam link i ostrzegam- Grzegorz możemy mieć kłopoty :) chyba czekają nas duuże zmiany;)
http://www.rp.pl/artykul/4,320987_Ministerstwo_idzie_na_wojne_z_internautami_.html
to artykuł z rzepy.

piątek, 12 czerwca 2009

Three strikes niekonstytucyjne

Francuska Rada Konstytucyjna uznała za sprzeczne z konstytucją (a ściślej, głównie z art. XI Deklaracji Praw Człowieka i Obywatela, który w świetle dorobku francuskiego konstytucjonalizmu należy do tzw. bloku konstytucyjnego) przepisy pozwalające odcinać od internetu osoby naruszające prawa własności intelektualnej. Cytując Marka Mulligana z Forrester Research, jest to przejaw niebezpieczeństwa wiążącego się z używaniem legislacji i sądów do wspierania swoich celów biznesowych. Nic dodać, nic ująć.

Więcej:
- wyrok (fr. oraz kulawe tłumaczenie na ang. - ciekawe, czy dostępna będzie opinia rzecznika generalnego, która jest zwykle dużo obszerniejsza od samego wyroku),
- artykuł w NYT,
- artykuł na VaGla.pl,
- artykuł na arstechnica.com

środa, 10 czerwca 2009

Buszujący w prawie autorskim

J. D. Salinger znany jest przede wszystkim z dwóch rzeczy. Po pierwsze, napisał kultowego (co dla mnie jest nieco niezrozumiałe) Buszującego w zbożu (ang. Catcher in the rye). Po drugie, od lat nie publikuje, pisze najwyżej do szuflady, a jedynymi publicznymi dokumentami noszącymi jego nazwisko są pozwy o naruszenie praw autorskich.

Tym razem pozwał anonima, który napisał sequel Buszującego... zatytułowany Coming through the rye. W pozwie zarzuca naruszenie praw autorskich do pierwotnej książki i...do głównego bohatera i narratora w jednej osobie, czyli Holdena Caulfielda, a przy okazji popełnienie czynu nieuczciwej konkurencji.

Jeżeli chodzi o pierwszy element, pozew zawiera wyliczankę elementów, które Salinger uważa za przejęte. Mamy tu między innymi: to, że bohater sequela pamięta o swojej przeszłości opisanej w Buszującym..., ma siostrę o tym samym imieniu, co w Buszującym..., nauczyciela o tym samym nazwisku, a ponadto: często kłamie (sic!), w narracji używa dygresji i zwraca się do czytelnika w pierwszej osobie.

Pozew zawiera też listę elementów fabuły Buszującego... powtarzających się w nowej książce, od wizyty w Nowym Jorku rozpoczętej użyciem budki telefonicznej, przez prawie-skorzystanie z usług prostytutki, aż po umieszczenie finałowych wydarzeń obok karuzeli.

Wreszcie, zacytowano zdania w znacznej części przejęte z oryginalnej książki.

Dużo ciekawszy zarzut naruszenia praw autorskich do postaci w zasadzie nie jest poparty żadnymi innymi argumentami. Wydaje mi się, że powód opiera swoje roszczenie na prawach do powieści. Odwołuje się do rejestracji utworu w Copyright Office, a dokumenty załączone do pozwu wielokrotnie używają zwrotu entire story - sam Holden nie jest nigdzie wymieniony.

W kwestii nieuczciwej konkurencji powód odwołuje się na przykład do możliwości wprowadzenia w błąd publiczności, która może uznać, że książkę autoryzował albo wręcz napisał sam Salinger.

Więcej:
- artykuł na out-law.com,
- pozew (ang., *.pdf).

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Prawnoautorskie aspekty eurowyborów

Z sondażu szwedzkiej telewizji publicznej wynika, iż tamtejsza Partia Piratów weszła do Parlamentu Europejskiego. Pytanie więc, czy kwestie "piractwa", "kradzieży", swobody dostępu, dyskusja o prawie autorskim, ale i kwestie dostępu do informacji, ochrony prywatności powoli zyskują reprezentantów tam, gdzie podejmowane są decyzje. Nie chodzi mi tylko o PE, zastanawiam się, czy sukces szwedzkiej partii nie jest zwiastunem tendencji, by kłaść większy nacisk na zagadnienia "społeczeństwa informacyjnego" :)

piątek, 29 maja 2009

"Nowa" dyrektywa o programach komputerowych

Wydarzenie nieistotne, że tak powiem, materialnie, ale istotne formalnie. Otóż weszła w życie nowa z nazwy, a będąca w praktyce tylko tekstem jednolitym dyrektywa w sprawie ochrony prawnej programów komputerowych. Nosi numer 2009/24/WE, a jej polski tekst jest dostępny tutaj. Przydatna może być zwłaszcza zamieszczona na końcu tabela korelacji z poprzednim tekstem.

wtorek, 26 maja 2009

Seminarium polsko-ukraińskie „Aspekty ekonomiczne i prawne spółek IT w Polsce i na Ukrainie”

PROGRAM:
WTOREK: 26.05.2009 r. Sala Konferencyjna Biblioteki Jagiellońskiej (wejście od strony ul. Oleandry 3):
Otwarcie seminarium: Dr hab. Jerzy Pisuliński, prof. UJ. Godz. 10:00 - 10:15.
10:20, Piotr Osiewacz (Uniwersytet Jagielloński) - Wkład w postaci prawa na dobrach niematerialnych do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w prawe Federacji Rosyjskiej.
10:45, Jakub Chłąd (Szczeszek i Wspólnicy) – Finansowanie przedsiębiorstw IT.
11:10, Agnieszka Wachowska (Maruta i Wspólnicy) – Kiedy licencja nie wystarcza... Prawa pracodawcy do utworów pracowniczych - aspekty praktyczne.
11:35, Roman Jakubowskij (Uniwersytet Tarnopolski) – Charakterystyka prawna umów rozporządzających w zakresie majątkowych praw własności intelektualnej na Ukrainie.
12:00, Katarzyna Marek (Uniwersytet Jagielloński) – Charakter prawny umów wdrożeniowych. (referat w języku angielskim)
12:20 - 12:40 Przerwa kawowa.
12:40, Dr Marek Porzycki (Uniwersytet Jagielloński) - Upadłość międzynarodowej spółki IT. (referat w języku angielskim)
13:05, Oksana Kotsovska, Olha Yakymets (Uniwersytet Lwowski) - Spółka IT w formie spółki z rozszerzoną odpowiedzialnością: plusy i minusy.
13:30, Tetiana Shevchuk, Igor Seredzinskyi (Uniwersytet Tarnopolski) - Regulacja prawa własności intelektualnej na Ukrainie.
13:55, Benedykt Baliga (Uniwersytet Jagielloński) – Przechowywanie utworów na stronach internetowych.
14:20, Yuliya Zaplotynska, Olga Terefenko (Uniwersytet Lwowski) - Nowelizacja ukraińskiego prawa spółek w kontekście spółek IT.
14:45, Marta Tsvengrosh, Justyna Samahalska (Uniwersytet Lwowski) - Zastaw na majątkowych prawach własności intelektualnej.
15:10, Igor Aker, Witalij Bigun (Uniwersytet Lwowski) – Ukraińskie społeczeństwo informacyjne.
15:35, Zamknięcie pierwszego dnia seminarium.

ŚRODA: 27.05.2009 r.: Sala Refektarz w Collegium Wróblewskiego (ul. Olszewskiego 2 przy Plantach):
Otwarcie drugiego dnia seminarium. Godz. 9:30.
9:35, Olga Gumeniak (Uniwersytet Tarnopolski) – Historia rozwoju rynku IT na Ukrainie.
10:00, Maryana Pekelna (Uniwersytet Tarnopolski) – Perspektywa rozwoju rynku IT na Ukrainie do roku 2012.
10:20, Igor Onyshchuk (Uniwersytet Tarnopolski) - Rachunkowe kwestie związane z wartościami niematerialnymi i prawnymi (prezentacja i wycena w bilansach) a standardy międzynarodowe.
10:45, Mateusz Mach, Paula Plitt, Wioleta Stankiewicz (Szkoła Główna Handlowa)- Analiza rynku IT w Polsce.
11:10, Jakub Ananicz, Katarzyna Bachcizna, Aleksander Puzyński (Szkoła Główna Handlowa) - Usługi IT dla MSP w dobie kryzysu.
11:35, Marta Mygal, Ulyana Zakrewska (Uniwersytet Tarnopolski) - Venture capitals na Ukrainie.
12:00, Bogusława Garczyńska-Wąs (Maruta i Wspólnicy) - Zamówienia publiczne w sektorze IT.
12:25, Joanna Składowska (Bielański i Wspólnicy) - Naruszanie dóbr osobistych przez spółki IT.
12:45 - 13:05 Przerwa kawowa.
13:05, Marcin Balicki (Uniwersytet Jagielloński) – Zdolność patentowa programów komputerowych.
13:30, Dr Krzysztof Oplustil (Uniwersytet Jagielloński) - Reforma prawa spółek w Polsce. (referat w języku angielskim)
13:55, Ira Muchinska, Switlana Malyk (Uniwersytet Tarnopolski) - Odpowiedzialność karna za naruszenie praw własności intelektualnej.
14:20, Oksana Gercjuk, Iryna Janok (Uniwersytet Lwowski) - Odpowiedzialność karna spółki IT za naruszenie praw własności intelektualnej.
14:45, Mikołaj Iwański (Uniwersytet Jagielloński) - Typy czynów zabronionych odnoszących się do prawa własności intelektualnej.
15:10, Magdalena Jakubowska-Pypeć, Michał Pypeć (Uniwersytet Jagielloński) - Prawnokarna ochrona programów komputerowych.
15:35, Grzegorz Małyniuk (Uniwersytet Jagielloński) - Odpowiedzialność karna spółki IT jako przykład odpowiedzialności podmiotu zbiorowego. (referat w języku angielskim).
16:00, Zamknięcie drugiego dnia seminarium.

CZWARTEK: 28.05.2009 r.: Sala Refektarz w Collegium Wróblewskiego (ul. Olszewskiego 2 przy Plantach):
Otwarcie ostatniego dnia seminarium. Godz. 9:30
9:35, Olena Sharvan, Khrystyna Neofita (Uniwersytet Lwowski) – Podział praw własności intelektualnej pomiędzy spółką IT a twórcą programu lub technologii.
10:20, Ulyana Kogut, Oksana Ulanowska (Uniwersytet Lwowski) - Umowy w prawie własności intelektualnej.
11:10, Marcin Serafin (Maruta i Wspólnicy) - Wybrane zagadnienia z działalności spółek IT (Web 2.0, SaaS).
11:35, Krzysztof Tusiński (Uniwersytet Jagielloński) - Specyfika umów licencyjnych na oprogramowanie komputerowe.
12:00, Anna Artiomowa, Nazar Virt (Uniwersytet Lwowski) - Działalność na szkodę spółki IT poprzez naruszenie jej praw własności intelektualnej.
12:25, Roman Bieda (Maruta i Wspólnicy) - Aporty własności intelektualnej w spółkach kapitałowych.
12:45 - 13:05 Przerwa kawowa.
13:05, Oleksiy Kucharystyn (Uniwersytet Tarnopolski) - Wykorzystanie systemów IT w ukraińskiej bankowości na przykładzie systemu rozliczeń Client-bank w banku Privatbank. (referat w języku angielskim)
13:30, Tetyana Deren, Yuliya Zhuromska (Uniwersytet Lwowski) – Program komputerowy jako przedmiot prawa własności intelektualnej.
13:55, Grzegorz Mania (Uniwersytet Jagielloński) – Utwór pracowniczy w spółce IT.
14:20, Natalija Ciszczyk (Uniwersytet Tarnopolski) - Prawna regulacja know-how na Ukrainie.
14:45, Inna Studena (Uniwersytet Tarnopolski) – Handel elektroniczny.
15:10, Olga Yarysh, Mariana Dowganyk (Uniwersytet Lwowski) - Cywilnoprawna odpowiedzialność spółek IT za naruszenie prawa własności intelektualnej.
15:30, Zamknięcie konferencji: podsumowanie i wręczenie nagród dla autorów najlepszych referatów spośród studentów lwowskich i tarnopolskich.

niedziela, 24 maja 2009

HADOPI po angielsku

Kto nie włada językiem Moliera, może zapoznać się z angielskim tłumaczeniem francuskiej ustawy HADOPI. Jako osoba, dla której takie właśnie tłumaczenie jest niezbędne, nie potrafię niestety ocenić jego jakości...

czwartek, 21 maja 2009

Naruszenie Maryjana

Teoretycznie politycy partii lewicowej powinni sprzeciwiać się szerokiemu monopolowi prawnoautorskiemu. Nie wiem, jak posłowie SLD głosowaliby w tej sprawie w Sejmie (choć podejrzewam, że przepisy poszerzające ochronę tradycyjnie przeszłyby przez aklamację). Niemniej, po raz kolejny widać stosunek partii do praw wyłącznych in causa sua. Tym razem SLD wykorzystał słynną, uroczą piosenkę o pięknym Maryjanie, pochodzącą z kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi w 2000 r. Twórca (i chyba wykonawca?) Piotr Pręgowski dochodzi roszczeń od SLD, który ewidentnie naruszył i prawa osobiste, i majątkowe, i prawa do artystycznego wykonania.

Ponieważ koncepcja odpowiedzialności za głębokie linki, moim zdaniem oparta na wątłych podstawach, zdobywa poparcie doktryny, chętnych do obejrzenia spotu proszę o wpisanie w guglach słów kluczowych: sld, maryjan, youtube. Enjoy!

środa, 20 maja 2009

you wouldn't eat wołowina

Tekst you wouldn't eat wołowina autorstwa vontrompki, na licencji CC BY-NC 2.0. Tzw. materiał do przemyślenia w wolnej chwili. Tytuł nawiązuje oczywiście do legendarnego już filmu propagandowego o tym, że nie ukradlibyśmy samochodu czy torebki, ściąganie plików z sieci to też kradzież, a kradzież to przestępstwo. Muuu.

----

weź krowę. przyłóż do jej głowy pistolet pneumatyczny, pociągnij za spust. wypatrosz, uwędź, sprzedaj, zjedz. jeśli tylko dochowasz wymogów sanitarnych i dostaniesz odpowiednie zezwolenie – możesz to zrobić. u nas – tak. w Indiach już nie, tam jest to nieetyczne i nielegalne, jeśli cię złapią, to wylądujesz w kiciu i opiszą cię gazety. u nas – dołożysz niewielkie ziarnko do PKB. tu krowę się zabija, bo jest, bo jest słabsza, bo jest wołowiną. prawo ani obyczaj (gr. ethos) nie objęły jej ochroną, wegetarianom pozostaje jedynie żenować martwym cielakiem.

a teraz posłuchaj piosenki. posłuchaj, kropka. nic więcej (teoretycznie) nie możesz zrobić. nasze prawo (choć nie obyczaj) nie pozwala jej sobie przywłaszczyć czy rozmnożyć. ale w wielu miejscach na ziemi nie chroni jej zupełnie nic. można ją tam skopiować, wystawić na straganie albo w sieci. piosenkę się kopiuje, bo jest, bo nikt nie obroni autora, bo jest ładna. ani obyczaj ani prawo nie objęły jej ochroną, autorzy śpiewają tam zbyt cienko.

gdzieś broni się krów, gdzie indziej – piosenek. kraje, w których chroni się krowy, nazywamy trzecim światem i życzymy rozwoju; te, w których chronione są piosenki, to kraje już rozwinięte.

to, że autor ma jakieś prawa, a krowa – nie, to kwestia balansu sił. etyka i obyczaj zależą od lokalnego układu widzi-mi-si, ale też od gry pomiędzy jednym a drugim (choć w końcu to obyczaj zwykle wygrywa). w prawie jest tyle absolutu, ile wspólnie wypili go ustawodawcy i lobbyści. prawo i etyka to wypadkowa przepychanki – na przykład między obrońcami krowy a jej konsumentami i hodowcami. ile dywizji mają krowy? a ilu prawników? a księży? (bramini się nie liczą)

krowy rzadko zostają producentami i kiepsko lobbują, w każdym razie w krajach rozwiniętych. gdyby to krowy śpiewały piosenki, prawo autorskie istniałoby tylko w Indiach. who would care.

piątek, 15 maja 2009

i jeszcze Google. Znów Google

Tym razem z usługą "Street View". Na podstawie fotografii wykonanych przez kierowców tworzona jest wirtualna mapa miasta. Problem w tym, że na zdjęciach uwiecznione mogą być różne osoby, w różnych sytuacjach. W tvn24 obszerny materiał o problemach, jakie spowodowało zastosowanie usługi w innych krajach oraz o wątpliwościach prawnych GIODO, które pojawiły się w związku z rozpoczęciem tworzenia wirtualnej mapy Warszawy. W materiale cytowana jest również prof. E. Nowińska, przywołująca art. 81 prawa autorskiego, pozwalający rozpowszechniać wizerunek "osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza". Prof. Nowińską zastanawia właśnie ten "szczegół całości" wobec możliwości zbliżenia. Mnie zastanawiają dwie inne sprawy - po pierwsze postawa Google, po raz kolejny - po Google Books - wyrażająca się w postawie - do nas niech się zgłoszą, sami niech się martwią, niech przyjdą, mimo że to Google po raz kolejny wkracza albo przynajmniej balansuje na granicy prawa. Po drugie - czy art. 81 wyłącza naruszenie innych dóbr? Myślę tu o wolności albo np. czci, godności, w sytuacji uchwycenia i opublikowania np. zdjęcia pana oddającego mocz pod krzaczkiem czy wychodzącego z sexshopu. Wreszcie, nowa usługa Googla bardzo pomaga przestępcom - odsyłam do artykułu.
Rozumiem, że Google próbuje uczynić świat jeszcze mniejszym, bardziej wirtualnym, a nas zanurzyć jeszcze bardziej w rzeczywistości internetowej, w której i tak - zdaniem P. Waglowskiego, przywołanym w artykule w tvn24 - jesteśmy już bardzo zanurzeni (umoczeni). A przy tym - snuje dalej rozważania Waglowski - coraz trudniej postawić granicę prawną między dostępem do informacji a prywatnością. Moim zdaniem po raz kolejny Google tę granicę przekracza.

Rodzinne przypadki Czumów

Minister Czuma, a może bardziej jego syn, mają problem z blogerami. Niewybredne, ostre komentarze, które - po aferze z rzekomymi długami - wciąż wypływają, nie pozwalając zapomnieć o niejasnościach, nie podobają się ministrowi i jego synowi. Tu doniesienie z tvn24 o żądaniu usunięcia wpisu jednej z blogerek oraz podania jej danych osobowych, aby możliwe było pozwanie jej. Czytam to, czytam i odnoszę wrażenie, że minister chyba zapomina, że jest politykiem. Gruba skóra, odporność na ataki jest w tym fachu niezbędna. Tak jak i transparentność. A może to syn ministra tak się rozbija w obronie rodziny? Straszy naokoło powództwami, wizją przegranych spraw, piekli się i (może przesadzę) rzuca, by zwalczać jakikolwiek przejaw krytyki. Zwłaszcza, że poddawane w wątpliwość wpisy mieszczą się w zakresie krytyki w odniesieniu do polityków. Wszak ma ona szersze granice i może być ostrzejsza, niż zwykle.

sobota, 9 maja 2009

Giertych pozywa za flagę

Roman Giertych, wicepremier i minister edukacji w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, były przewodniczący Ligi Polskich Rodzin, a zawodowo wzięty adwokat, pozwał stację TVN za naruszenie jego dóbr osobistych.

Naruszeniem tym miało być wg powoda poinformowanie w programie "Teraz My!", emitowanym przez stację TVN, jakoby Pan Premier, znany przecież ze swego patriotyzmu, nie wywiesił na swym domu w dniach 1-2 maja flagi narodowej. Powód twierdzi natomiast, że dom przedstawiony na fotografii, która miała ilustrować ten fakt, sprzedał rok temu a w tym momencie mieszka w zupełnie innym miejscu.

Swoją drogą jakie tu dobro osobiste zostało naruszone? Prywatność - nie, nienaruszalność mieszkania - nie (w końcu to nie jego dom :P), dobre imię - może, choć mam wątpliwości (bo czy od strony obiektywnej narusza dobre imię stwierdzenie, że ktoś nie wywiesił flagi?)... a może prawo do bycia postrzeganym jako patriota, konserwatysta czy tradycjonalista? W końcu istnieje dobro osobiste do bycia związkowcem (czy jakoś tak) :P

Ciekawostka taka, pewnie skończy się ugodą; swoją drogą wyobraźcie sobie te oświadczenie: "Stacja TVN i autorzy programu <> przepraszają Pana Romana Giertycha za wygłoszone w dniu... nieprawdziwe twierdzenie jakoby On i jego rodzina nie wywiesili na swym domu flagi narodowej w dniach 1-2 maja 2009 roku. Autorzy wyrażają skruchę i głębokie ubolewanie z powodu naruszenia dóbr osobistych Pana Romana Giertycha." :P Czy jakoś tak :))

Oto link, ale nic więcej niż w tym wpisie tam nie ma.

czwartek, 7 maja 2009

Ochrona prasowych nagłówków

Natknąłem się na kilka ciekawych materiałów dotyczących ochrony nagłówków prasowych na gruncie prawa amerykańskiego. Nie były nigdy i nie są nadal chronione na gruncie prawa autorskiego, ale niedługo po I wojnie światowej narodziła się doktryna hot news, która z pewnymi mutacjami trwa do dnia dzisiejszego (wyrok amerykańskiego SN w sprawie International News Service przeciwko Associated Press, 248 U.S. 215) . W niedawnym orzeczeniu w sprawie z powództwa (niespodzianka!) Associated Press przeciwko All Headline News Corp., której działalność polega na zbieraniu informacji prasowych i wysyłaniu ich klientom, Federalny Sąd Dystryktowy dla Południowego Dystryktu Nowego Jorku nie wykluczył zastosowania tej doktryny na gruncie obowiązującego prawa stanu Nowy Jork. Muszą być przy tym spełnione następujące warunki:
  1. Powód tworzy lub zbiera informacje i ponosi przez to koszty,
  2. Informacja jest "wrażliwa na czas" (oryg. time-sensitive, jak rozumiem - chodzi tu o "wartość" informacji),
  3. Pozwany żeruje (free-riding) na działaniach powoda przez używanie informacji,
  4. Pozwany jest bezpośrednim konkurentem powoda w odniesieniu do oferowanych towarów lub usług,
  5. Możliwość żerowania przez inne osoby na działaniach powoda lub innych osób tak zmniejszyłoby bodźce do oferowania tego produktu lub usługi, że jego jakość lub istnienie byłoby istotnie zagrożone.
Sprawa jest na razie nierozstrzygnięta merytorycznie. Warto zanotować, że w tym samym orzeczeniu sąd przyjął, że oznaczanie pochodzenia informacji skrótem AP lub nazwą agencji za pomocą określenia according to an AP report nie narusza jej znaku towarowego.

Zastanawiałem się nad przełożeniem tej doktryny na grunt prawa polskiego. Przede wszystkim trzeba tu pamiętać, że proste informacje prasowe są wyraźnie wyłączone spod ochrony prawnoautorskiej na podstawie art. 4 pkt 4 p.a. Zakładając, że informacje o których mowa są objęte tym wyjątkiem, trafiamy na znany i kontrowersyjny spór o relację między prawami wyłącznymi a prawem zwalczania nieuczciwej konkurencji. Przyjmując dominujący chyba w doktrynie i orzecznictwie pogląd o niezależności obydwu podstaw ochrony trzeba dojść do wniosku, że takie zachowanie mogłoby stanowić czyn nieuczciwej konkurencji na podstawie art. 3 ust. 1 uznk, właśnie z uwagi na żerowanie na cudzym wysiłku inwestycyjnym. Czyny z art. 10 ust. 1 i 13 ust. 1 trzeba tu chyba wykluczyć. Gdyby zastosować hot news "po polsku" w sposób wskazany wyżej, przesłanki niezbędne dla przyznania ochrony byłyby inne i, jak sądzę, mniej rygorystyczne! Przede wszystkim wydaje się, że wymóg naruszenia lub zagrożenia interesu przedsiębiorcy jest znacznie łagodniejszy od przesłanki obowiązującej w Nowym Jorku wymienionej w pkt 5. Z drugiej strony - zdecydowana większość wypowiedzi na ten temat dotyczyła relacji przepisów o nieuczciwej konkurencji i przepisów o znakach towarowych lub patentach. Skłania to do przemyślenia całej kwestii odrębnie w odniesieniu do prawa autorskiego zwłaszcza, że akurat w przypadku prostych informacji prasowych ustawodawca wprost ustanowił wyjątek od bezwzględnej ochrony.

Więcej:
- orzeczenie sądu,
- artykuł na blogu Prior Art,
- artykuł w serwisie Associated Press,
- artykuł na stronie arstechnica.com,
- artykuł w serwisie VaGli o prostych informacjach prasowych i sporach z PAP.

środa, 6 maja 2009

Głosowanie w PE

Parlament Europejski odrzucił tzw. Pakiet Telekomunikacyjny, a raczej przesądził (przynajmniej na razie) o nieodcinaniu użytkowników od sieci czy filtrowanie treści. Dyskusja odbywa się w związku z legislacyjnymi pomysłami we Francji, która chciałaby rzekomych piratów karać odcięciem dostępu do sieci. Pomysł miałby zapobiegać procederowi piractwa i obrotu nielegalnymi kopiami. Delikatnie mówiąc - kontrowersyjny. Z mojej strony dodam tylko, że chyba nie tędy droga. To uwaga bardzo ogólna, tak dla - być może - rozpoczęcia dyskusji :)

Google Books

No, no, ciekawe, jak to się zakończy. Projekt Googla objąć ma nie tylko amerykańskie wydawnictwa, ale i polskie. Można się zapisać, można się wypisać, samemu trzeba się zgłosić. Tutaj informacja prasowa.

poniedziałek, 4 maja 2009

Seminarium polsko-ukraińskie

Zapraszam do udziału (czynnego i biernego) w Seminarium
polsko-ukraińskim nt. "Aspekty ekonomiczne i prawne spółek IT w Polsce
i na Ukrainie", organizowanym przez Sekcję Prawa Własności
Intelektualnej i Ośrodek Koordynacyjny Szkół Praw Obcych UJ.

Tutaj szczegółowe informacje (Google Docs).
Tutaj plik do ściągnięcia.

czwartek, 30 kwietnia 2009

UOKiK kontra operatorzy komórkowi

Nie mam jak szczegółowo opisać, do jakich dokładnie postanowień z wzorców umownych operatorów ma zastrzeżenia Urząd, więc tylko link.

Luksusowe majtki w złym towarzystwie

Bardzo krótko i węzłowato, orzeczenie ETS w sprawie C-59/08 Dior. Wklejam tezę i co ciekawsze fragmenty uzasadnienia, linki do omówień podaję niżej.

1. Artykuł 8 ust. 2 pierwszej dyrektywy Rady 89/104/EWG z dnia 21 grudnia 1988 r. mającej na celu zbliżenie ustawodawstw państw członkowskich odnoszących się do znaków towarowych, w brzmieniu zmienionym przez porozumienie o Europejskim Obszarze Gospodarczym z dnia 2 maja 1992 r., należy interpretować w ten sposób, że właściciel znaku towarowego może powoływać się na prawa do tego znaku wobec licencjobiorcy naruszającego postanowienie umowy licencyjnej zakazujące, z powodów dotyczących prestiżu znaku, sprzedaży dyskontom towarów takich jak rozpatrywane w postępowaniu przed sądem krajowym, pod warunkiem że zostanie wykazane, iż naruszenie to, z uwagi na okoliczności właściwe danej sprawie, negatywnie wpływa na prezencję i wizerunek prestiżu, nadające tym towarom aurę luksusu.

Z uzasadnienia:

Otóż, jak to zostało wskazane przez rzecznika generalnego (...), o jakości towarów prestiżowych, z jakimi mamy do czynienia w postępowaniu przed sądem krajowym, świadczą nie tylko ich cechy materialne, ale również prezencja i wizerunek prestiżu, nadające tym towarom również aurę luksusu (...). Wobec tego bowiem, że towary prestiżowe stanowią produkty wysokiej klasy, otaczająca je aura luksusu jest jednym z zasadniczych elementów pozwalających konsumentom na odróżnienie ich od innych podobnych towarów. A zatem szkoda wywołana przez działanie pomniejszające tę aurę luksusu może wpłynąć na samą jakość tych towarów.

2. Artykuł 7 ust. 1 dyrektywy 89/104, w brzmieniu zmienionym przez porozumienie o Europejskim Obszarze Gospodarczym, należy interpretować w ten sposób, że wprowadzenie przez licencjobiorcę towarów opatrzonych danym znakiem towarowym do obrotu z naruszeniem jednego z postanowień umowy licencyjnej nastąpiło bez zgody właściciela tego znaku, jeżeli zostanie wykazane, że to postanowienie umowne odpowiada jednemu z postanowień wymienionych w art. 8 ust. 2 tej dyrektywy.

3. W przypadku gdy wprowadzenie przez licencjobiorcę towarów prestiżowych do obrotu z naruszeniem jednego z postanowień umowy licencyjnej należy jednak uznać za dokonane za zgodą właściciela, ten ostatni może powoływać się na to postanowienie umowne w celu sprzeciwienia się dalszemu obrotowi tymi towarami na podstawie art. 7 ust. 2 dyrektywy 89/104, w brzmieniu zmienionym przez porozumienie o Europejskim Obszarze Gospodarczym, tylko wówczas, gdy na podstawie okoliczności właściwych danej sprawie zostanie wykazane, że dalszy obrót tymi towarami będzie stanowił działanie na szkodę renomy znaku towarowego.

Z uzasadnienia:

Jeżeli licencjobiorca sprzedaje dane towary na rzecz dyskontu z naruszeniem jednego z postanowień umowy licencyjnej, takiej jak umowa będąca przedmiotem sporu w postępowaniu przed sądem krajowym, należy rozważyć z jednej strony uzasadniony interes właściciela znaku towarowego stanowiącego przedmiot tej umowy w tym, aby być chronionym przed dyskontem, który nie należy do selektywnej sieci dystrybucji i który używa tego znaku w celach handlowych w sposób mogący działać na szkodę jego renomy, a z drugiej strony interes dyskontu w możliwości odsprzedania tych towarów przy użyciu metod powszechnie przyjętych w sektorze jego działalności (...). W rezultacie w przypadku gdy sąd krajowy uzna, że sprzedaż dokonana przez licencjobiorcę na rzecz osoby trzeciej nie będzie podważać jakości towarów prestiżowych opatrzonych danym znakiem towarowym, w związku z czym ich wprowadzenie do obrotu zostanie uznane za dokonane za zgodą właściciela tego znaku, sąd ten powinien następnie dokonać oceny, czy w okolicznościach właściwych danej sprawie dalszy obrót towarami prestiżowymi opatrzonymi tym znakiem dokonywany przez osobę trzecią przy użyciu metod powszechnie przyjętych w sektorze jej działalności będzie stanowił działanie na szkodę renomy tego znaku towarowego.

Więcej:
- artykuł na out-law.com,
- artykuł w Rzeczpospolitej.

Deep linking a naruszenie znaku towarowego

Ciekawa sprawa w USA. Dwóch prawników kupiło domy. Informacja na ten temat znalazła się w serwisie internetowym publikującym informacje o sprzedaży nieruchomości, wraz z linkami do biogramów umieszczonych na stronie ich firmy prawniczej. Firma pozwała serwis za naruszenie znaku towarowego (nazwy firmy). Serwis poddał się po miesiącu pod ciężarem kosztów obsługi prawnej i zdecydował się na ugodę. W tym artykule można znaleźć bardzo ciekawe uwagi o obchodzeniu problemów dowodowych w procesach o naruszenie prywatności przez odwołanie się do ochrony znaku towarowego. Osobny problem to mało sympatyczna sytuacja procesowa kilkunastoosobowego start-upu w starciu z ogromną firmą prawniczą...

Przedłużenie ochrony fonogramów w UE

To, o czym już pisałem tutaj i tutaj, stało się faktem, choć zamiast przedłużenia ochrony do 95 lat, przegłosowano propozycję "kompromisową", czyli objęcie fonogramów prawami wyłącznymi na 70 lat. Jak ktoś, zapewne złośliwy, zauważył: w sam raz, żeby uratować nagranie The Beatles przed wyjściem spod ochrony.

Wiele atramentu i bitów już na ten temat wylano, więc wklejam tylko co ciekawsze linki:

- artykuł na arstechnica.com,
- artykuł na out-law.com,
- artykuł na stronie Parlamentu Europejskiego (zwracam uwagę na wymienne posługiwanie się pojęciami praw autorskich i praw do fonogramów!)
- materiały z debaty w PE, w tym zestawienie propozycji i poprawek,
- streszczenie debaty w PE oraz analiza wyników głosowania, wykonane przez VaGlę (znakomite materiały, polecam!).

środa, 29 kwietnia 2009

PIractwo w Polsce wg GW

Gazeta Wyborcza opublikowała raport w przedmiocie piractwa w Polsce- polecam wykresy;)
Link
Ach ten Polak, co to tylko siedzi i ściąga;)

promocja komunijna

Jeden z salonów sieci Empik (nie wiadomo, który) postanowił sprzedawać w zestawie komunijnym konsolę PlayStation i Pismo Święte. Przeurocza promocja to nie był pomysł centrali, a handlowa inicjatywa któregoś z salonów. Sony, jak donoszą autorzy artykułu w tvn24, jest pomysłem zniesmaczone. Rzeczniczka Sony twierdzi jednak, że nic z tym nie mogą zrobić, bo "Prawo unijne nie pozwala nam na ingerowanie w to, jak detaliści sprzedają nasze produkty. Nie możemy więc nawet zwrócić Empikowi uwagi". Polecam w artykule również komentarze internautów.

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Publiczne odczytywanie doktoratu prezydenta

Tak się zastanawiam - czy Janusz Palikot zagłosuje za kolejną ustawą zaostrzającą sankcje za naruszenie praw autorskich lub innych praw własności intelektualnej? Zastanawiam się też, czy prezydent Lech Kaczyński wystąpi z roszczeniami przeciwko posłowi i innym osobom, które zamierzają odczytać publicznie jego pracę doktorską w muzeum socrealizmu w Kozłówce. A w grę wchodzi cały katalog roszczeń - od naruszenia prawa do decydowania o pierwszym udostępnieniu publiczności (o ile mi wiadomo, praca nigdy nie była opublikowana, ani nawet rozpowszechniana)* przez naruszenie prawa do rzetelnego wykorzystywania utworu po podręcznikowe roszczenia z tytułu naruszenia autorskich praw majątkowych przez rozpowszechnianie utworu bez zgody twórcy. Ewentualne naruszenie dóbr osobistych, znając posła Palikota, też wisi w powietrzu.

Więcej:
- notatka w serwisie gazeta.pl,
- informacje o prezydencie Kaczyńskim w serwisie nauka-polska.pl (ani słowa o temacie doktoratu).

* - zapomniałem, że prace udostępnia się publiczności przed obroną.

niedziela, 26 kwietnia 2009

Blokowanie dostępu do stron WWW w Niemczech

Niemiecki rząd przyjął niedawno projekt ustawy mającej zwalczać dostęp do pornografii dziecięcej w internecie (Gesetz zur Bekämpfung der Kinderpornographie in Kommunikationsnetzen). Ustawa ma zobowiązywać dostawców usług do blokowania usługobiorcom dostępu do stron internetowych zawierających tego typu materiały. Debata w Niemczech jest bardzo ostra. Pojawił się także akcent prawnoautorski. Otóż Christian Sprang, Przewodniczący Działu Prawnego stowarzyszenia (Börsenverein des Deutschen Buchhandels) zaproponował w trakcie obrad Forum Mediów w Kolonii zablokowanie w podobny sposób stron oferujących treści naruszające prawa autorskie. Miałoby to dotyczyć zwłaszcza Rapidshare i podobnych serwisów. Jego zdaniem, nie ma innej możliwości zablokowania takich serwisów, operujących z zagranicy, niż blokada. Koszty miałyby być przrzucone na usługobiorców. A jak się to ma do pornografii? Otóż, w uproszczeniu, jego to wszystko ta sama "internetowa mafia".

Więcej:
- projekt ustawy (niem.),
- relacja z kolońskiego forum (niem.)

Aktualizacja [27 IV]:


Najwięksi niemieccy ISP, mający 75% udziału w rynku, zgodzili się w umowie zawartej z Bundeskriminalamt na zainstalowanie odpowiedniego oprogramowania. Aktualnie czarna lista ma liczy 1000 pozycji i jest na bieżąco aktualizowana. Z technicznego punktu widzenia, chodzi o blokowanie DNS serwera. Próba połączenia będzie skutkowała przekierowaniem do strony zawierającej taki znak.

Więcej:
- artykuł w serwisie Deutsche Welle (ang.),
- artykuł w magazynie Webreaders.de (niem.).

piątek, 24 kwietnia 2009

Wieści z sali sądowej

Tutaj o pozwie PO przeciwko PiS za spot "Kolesie". W spocie pojawiały się milionowe kwoty, które miałyby różnymi drogami trafiać do polityków/rodziny (kogokolwiek) powiązanych z PO. PiS powoływał się (*) na doniesienia prasowe w tych sprawach. Sprawę, w trybie wyborczym, przegrał. W całej sprawie przerażający jest komentarz Marka Migalskiego - orzeczenie w pierwszej instancji, jego zdaniem, jest kuriozalne, orzeczenie w drugiej - nieważne (!!!). I dalej (cytuję za tvn24): "Jeśli PiS skłamało to proponuję, żeby razem z nami na ławie oskarżonych zasiedli dziennikarze >Gazety Wyborczej<, >Dziennika< i >Newsweeka< bo my powoływaliśmy się przecież na prasę. Informacje, które zawarliśmy były prawdziwe, ale być może nie tak rozbudowane jak w gazetach" (podkreślenie moje).

Tutaj zaś kolejna sprawa z politycznym tłem - powództwo A. Mularczyka przeciwko prof. A. Zollowi za wypowiedź: "działając jako przedstawiciel Sejmu umyślnie wprowadził w błąd Trybunał Konstytucyjny i dążył do zablokowania jego prac". Zdaniem posła, profesor Zoll kategorycznie i jednoznacznie oskarżył go o przestępstwo, co mogło odbić się na jego pozycji jako posła na Sejm RP i jako prawnika. Profesor Zoll, powołując się na dużo większą swobodę w zakresie oceny polityków i dużo szerszy zakres dozwolonej krytyki, twierdzi, iż jego wypowiedź była interpretacją powszechnie znanych faktów i dotyczyła działalności publicznej polityka.

Wreszcie, odchodząc od polityki, tu doniesienie o wyroku karnym dla W., zakochanego nieszczęśliwie w dentystce. Fatalne zauroczenie objawiało się m.in. pojawianiem się pod blokiem dentystki, bieganiem za jej samochodem (włącznie z kładzeniem się na masce), rzucaniem kamieniami w okno nad ranem itp. Ale pojawiły się także i poważniejsze sprawy, które pozwoliły postawić mężczyźnie szereg zarzutów - m.in. groźby pod adresem znajomego kobiety, śledzenie i molestowanie jej w autobusie, usiłowanie wdarcia się jej domu, naruszenie nietykalności policjantów (przy próbie legitymacji). Przy tym sąd dość cierpko zwrócił uwagę, iż proszona o interwencję policja nie może jako drogi wyjścia z sytuacji sugerować kontaktu z osobą, z którą kontaktować ofiara się nie chce (doradzono jej umówienie się na kawę i wyjaśnienie nieporozumienia).

czwartek, 16 kwietnia 2009

Znaki towarowe inaczej

Kolejna sprawa spod znaku Stop Esso, czyli Goldman Sachs zacząć ścigać osobę, która zarejestrowała poetycko brzmiącą domenę goldmansachs666.com, aby zaprotestować przeciw rządowemu wsparciu dla tej korporacji. Bank nie próbuje zakwestionować treści umieszczanych na stronie, ale samą domenę i w tym celu powołuje się na ochronę znaku towarowego i prawo zwalczania nieuczciwej konkurencji. Na gruncie polskiego prawa ewentualny pozew byłby pewnie oddalony, ponieważ zarejestrowanie takiej domeny raczej nie może być uznane za używanie znaku towarowego (nikt tu nie oznacza ani towarów, ani usług), a o nieuczciwej konkurencji nie może być przecież mowy w stosunkach innych, niż między przedsiębiorcami. Czy dojdzie do procesu z powództwa Goldman Sachs - nie wiadomo. Na razie właściciel domeny sam wytoczył proces przed Sądem Dystryktowym dla Południowej Florydy, zmierzający do ustalenia prawa do jej używania.

Więcej:
- pismo od prawników GS wzywające do zaniechania używania nazwy banku,
- pozew przeciwko GS,
- artykuł na out-law.com.

piątek, 10 kwietnia 2009

IP Moot Court - rekrutacja do drużyny UJ

Zapraszamy serdecznie studentów/tki Uniwersytetu Jagiellońskiego, w
imieniu Sekcji Prawa Własności Intelektualnej TBSP UJ oraz
Organizatorów IP Student, do udziału w projekcie "IP Moot Court".

Projekt będzie polegał na przeprowadzeniu dwuetapowej symulacji
postępowania w sprawie rejestracji znaku towarowego przed Urzędem
Patentowym RP oraz trzeciego etapu przed sądem administracyjnym w
związku z wniesieniem skargi na decyzję Urzędu Patentowego. Symulacja
ma zostać przeprowadzona w formie konkursu dla dwóch drużyn (z UJ i z
UW) w okresie od połowy kwietnia do czerwca 2009 roku.

Zgłoszenia kandydatury należy dokonać do dnia 14.04.2009 roku (wtorek)
włącznie na adres mailowy: pawel.fedczyszyn@gmail.com. W zgłoszeniu
należy podać następujące dane:
- oceny z następujących przedmiotów (o ile dany/a kandydat/tka do nich
przystępował/a):
- prawo własności przemysłowej
- prawo autorskie
- prawo antymonopolowe
- prawo patentowe
- informacje na temat dodatkowej działalności naukowej kandydata/tki;

Zapraszamy do udziału w projekcie!

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

ITI pozywa Jarosława Kaczyńskiego

Ciekawa sprawa. Od dłuższego czasu słychać oskarżenia ze strony polityków PiS skierowane w stronę ITI, właściciela m.in. stacji TVN czy TVN24, związane z przebudową stadionu miejskiego w Warszawie, na którym gra Legia Warszawa (właścicielem klubu jest spółka ITI). Klub dzierżawi od miasta przedmiotowe tereny.

Szkopuł w tym, że w Warszawie urzęduje Pani Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz, rzecz jasna z PO, pod której rządami przyznano bodaj 0,5 mld zł na planowaną inwestycję. W związku z powyższym faktem politycy PiS, na czele z Prezesem Kaczyńskim, łączyli fakt przyznania funduszy z rzekomą przychylnością mediów, których właścicielem jest ITI, skierowaną w stronę PO.

Zapowiada się interesująco, pytanie o zakres możliwej krytyki mediów, które przecież biorą udział w debacie publicznej, często krytykując polityków. Z drugiej strony należy zwrócić uwagę na rozdział pomiędzy działalnością gospodarczą samej spółki a działalnością zawodową dziennikarzy (jedynie zatrudnianych przez podmiot, którego właścicielem jest spółka). Zachęcam do dyskusji, tu link do artykułu z gazety.pl a tutaj do tekstu na portalu tvn24.pl. Strona internetowa PiS-u wciąż milczy :)

Przepraszam za jedną z etykiet, ale dla mnie Jarosław Kaczyński w pewnym sensie stał się już celebrytą :)

czwartek, 2 kwietnia 2009

W obronie Wałęsy, prosząc się o roszczenie z art. 79 p.a.

O rany.

Tylko tyle zdołałem z siebie wykrztusić, kiedy przeczytałem o krakowskim adwokacie, który pozwał wydawcę książki Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie, zarzucając mu naruszenie dóbr osobistych. Konkretniej, cytując pozew:

dobro osobiste strony powodowej jakim jest jej dobra pamięć o Lechu Wałęsie, przywódcy ruchu Solidarność, liderze niosącym wiarę i wartości skutkujące odzyskaniem przez Polskę wolności i demokracji, symbolu Polski demokratycznej i niepodległej.

Jakby tego było mało (wszak więź z papieżem uznano za dobro osobiste, więc kto wie, jakie zapadnie orzeczenie w tej sprawie), adwokat-powód uruchomił stronę internetową, na której zamieszcza swój pozew a także wzory dla innych chętnych, z w miarę kompletną instrukcją obsługi. I nie tylko.

Największy obrazek do stronie to okładka z wielkim, czerwonym "NIE!" przecinającym twarz Lecha Wałęsy. Jeśli to nie narusza integralności utworu, to nie wiem co go narusza. Ale mało tego...

Dwa "załączniki do pozwu" to nic innego, ale skany 10 stron książki oraz okładki! Nie wiem, na jaki dozwolony użytek chciałby się powołać mecenas Rydiger, ale ja, będąc na jego miejscu, w procesie, który wydawnictwo Arcana wytoczy mu za rozpowszechnianie utworu z naruszeniem autorskich praw majątkowych, broniłbym się odwołaniem do art. 5 k.c., a ściślej: do naruszenia zasady współżycia społecznego, jakim jest oddawanie czci dobrej pamięci o Lechu Wałęsie, przywódcy ruchu Solidarność, liderze niosącym wiarę i wartości skutkujące odzyskaniem przez Polskę wolności i demokracji, symbolu Polski demokratycznej i niepodległej. Bo nic innego go chyba nie uratuje...


Update: o rany koguta! Wiecie, że prawa autorskie majątkowe do O Fortuna jeszcze trwają? O prawach do wykonania nie wspomnę. Posłuchać można na stronie kancelarii mecenasa Rydigera.