wtorek, 30 grudnia 2008

Logo promocyjne Białegostoku – plagiat czy nie?

Kolejna ciekawa sprawa z zakresu prawa autorskiego.
Miasto Białystok zamówiło kampanię promocyjną, którego częścią miało być nowe logo promujące miasto. Firma logo stworzyła, ale – jak się okazało – jest ono łudząco podobne do logotypu... nowojorskiej organizacji zrzeszającej homo- i biseksualistów oraz transseksualistów. Informacja o tym tu oraz tu, natomiast tutaj – oba te utwory obok siebie w dużych rozmiarach. Miasto chce zamówić ekspertyzę, ale na to nie chcą czekać radni PiS, którzy postulują, by od razu pójść z tą sprawą do sądu. Pisze też o tym na swym blogu Olgierd Rudak - wyrażając sie o tym wprost jako o „zajumanym logo”. Natomiast promocja przy użyciu kontrowersyjnego logo została wstrzymana.
A co Wy o tym sądzicie?



Edit [gm]:
Grupa Eskadra, która dostarczyła projekt logo, zwraca w swym oświadczeniu uwagę na kilka spraw (na dole strony z oświadczeniem znajdują się przykłady podobieństw występujących pprzy oznaczeniach słowno-graficznych; ogólnie polecam zapoznać się z całym oświadczeniem):
1. niezamierzone i przypadkowe podobieństwo,
2. obecność motywów graficznych, w szczególności związanych z symboliką wschodzącego słońca (a taką wybrał zamawiający) w wielu znakach graficznych innych firm i instytucji (podając na dole strony z oświadczeniem przykłady),
3. poszukiwanie "niezdrowej sensacji" poprzez porównanie do logotypu organizacji mniejszości seksualnych, a tym bardziej do nieaktualnego logotypu, czego dokonano na portalu Gazeta.pl,
4. wskazanie kolorystyki, konkretnych założeń, motywów, symboliki, strategii promocji, przez co ograniczono pole wyboru i siłą rzeczy zwiększono ryzyko twórczości paralelnej (niewystępującej jednak - zdaniem autorów oświadczenia - w tym przypadku),
5. autorski charakter projektu chociażby ze względu na proces ewolucji logotypu, uwidoczniony na stronie internetowej,
6. wreszcie, istotne różnice pomiędzy oznaczeniami:
"• w logo miasta występuje żołto‐czerwona, tradycyjna dla Białegostoku kolorystyka ‐ a nie tęczowe barwy w znaku organizacji z Nowego Jorku
• całkowicie odmienny jest kształt pośrodku znaku, w polskim odwzorowujący granice miasta Białegostoku,
• kluczowym elementem znaku Białegostoku jest motyw „wykrzykników” – zupełnie nie występujący w porównywanym projekcie.
• zasadnicza jest też ilość promieni w obu znakach – w jednym projekcie jest ich 40, w drugim… tylko 19 oraz wyraźne odstępy pomiędzy nimi".
7. dość powszechnie występujące zjawisko zbieżności oznaczeń graficznych: "tego rodzaju sytuacji związanych z przypadkowym podobieństwem znaków, koncepcji czy motywów występuje w świecie grafiki niezwykle dużo" oraz "O tego typu podobieństwa w szczególności łatwo w przypadku logotypów, wobec których istnieje wymóg prostoty i ograniczonych środków wyrazu lub form graficznych"

sobota, 27 grudnia 2008

konferencja "Standardy współczesnych mediów"

Konferencja w Warszawie, 3-dniowa, 15-17 stycznia, sporo ciekawych prelegentów, wstęp - 1500 zł, studenci - bezpłatnie. Tu link: http://www.mediastandard.pl/index.html

czwartek, 25 grudnia 2008

O "c" w kółeczku

Polecam artykuł Damiana Flisaka Bajka o oznaczeniu zwanym notą copyrightową, opublikowany w przedświątecznej Rzeczypospolitej - zwięzłe i rzetelne zebranie informacji o mitach i półprawdach związanych z notami copyrightowymi, ich pochodzeniem i rolą w systemie prawa autorskiego. Polecam zwłaszcza pointę, która jest memu sercu bardzo bliska, zwłaszcza, że ciekawa nota copyrightowa znajduje się tuż pod tekstem artykułu.

wtorek, 23 grudnia 2008

Były student skazany za kradzież programów

Pisze o tym „Rzeczpospolita”, pisze też serwis Vagla.pl. Sąd Okręgowy w Koszalinie orzekając w I instancji (bo wyrok jest nieprawomocny) skazał Łukasza D. Ten były student miejscowej Politechniki oskarżony był o kradzież 49 programów komputerowych o łącznej wartości 180709,66 zł. Szczegóły sprawy – w podlinkowanych artykułach (zwłaszcza w drugim z nich).
Od siebie dodam tylko (do tego, co na ten temat w Vagla.pl), że definicja mienia znacznej wartości (znamię z art. 294 § 1 k.k.) znajduje się w art. 115 § 5 k.k. Jest to 200-krotność minimalnego (miesięcznego) wynagrodzenia za pracę - w chwili popełnienia czynu zabronionego. Obecnie, na podstawie stosownego rozporządzenia, wynosi ono 1126 zł. W kończącym się już roku 2008 „znaczna wartość” zaczyna się więc od 225200 zł, w chwili popełnienia czynu zabronionego musiało być to mniej niż 180 tys. zł.
Z kolei korzyścią majątkową (art. 278 § 2 k.k.) jest tu fakt, że Łukasz D. nie musiał wydać tych nieco ponad 180 tys. (!) zł na zakup tych programów (!).

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Czy Prezes Stoczni jest osobą publiczną?


Otóż Sąd Okręgowy w Warszawie orzekł, że nie. Sprawa dotyczy Andrzeja Jaworskiego z PiS, b. prezesa Stoczni Gdańsk, który pozwał Platformę Obywatelską za opublikowanie bez jego zgody (jego) wizerunku w spocie z 2007 r., w którym zestawiono zarobki szefów spółek Skarbu Państwa z nominacji PiS, w tym Jaworskiego, z pensją lekarza i nauczycielki oraz komentarzem "oszukali". PO ma przeprosić Jaworskiego w najlepszym czasie antenowym (przed "Faktami" w TVN) oraz zapłacić 10 tys. zł zadośćuczynienia. Pełnomocnicy pozwanego twierdzą, że Andrzej Jaworski jest osobą publiczną i zapowiadają apelację. Sąd Okręgowy zajął stanowisko w bardzo ciekawej sprawie; pytanie, czy spór dojdzie do Sądu Najwyższego. Poniżej kontrowersyjny spot.

wtorek, 16 grudnia 2008

Tzw. prasa internetowa - historii ciąg dalszy

Słynna sprawa "Gazety Bytowskiej" trwa - wprawdzie wyrok uznający odpowiedzialność jej wydawcy za wydawanie "w internecie" dziennika/czasopisma jest już prawomocny, ale pozostała kwestia odpowiedzialności za wpisy dokonane przez czytelników. W pierwszej instancji sąd uznał odpowiedzialność wydawcy, jednak warunkowo umorzył postępowanie (co, przypomnijmy, możliwe jest jedynie, kiedy wina nie jest znaczna, ale okoliczności popełnienia czynu nie budzą wątpliwości).

Po apelacji sprawa została skierowana do ponownego rozpoznania - mamy już wyrok. Sąd wziął pod uwagę wyłączenie z art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną (jak rozumiem, chodzi tu o wyjątek dotyczący hostingu). Jak donosi internetowe wydanie Rzeczpospolitej, stwierdzono też, że wpisy użytkowników nie są materiałem prasowym.

A kwestia rejestracji dzienników i czasopism trafi do TK przez procedurę skargi konstytucyjnej., choć warto pamiętać, że w dwóch dotychczas rozpatrywanych sprawach dotyczących kar za brak rejestracji (P 1/06 i P 38/07) Trybunał kolejno: nie dopatrzył się sprzeczności z konstytucją i umorzył postępowanie.

Więcej o wyroku:
- artykuł w Rzeczpospolitej,
- artykuł na VaGla.pl.

Co do wyroku SN o rejestracji tzw. prasy internetowej (V KK 174/07), glosy:
- Wojciecha Górowskiego w Państwie i Prawie z czerwca 2008 (krytyczna, zorientowana karnistycznie),
- Bohdana Widły [moja ;)] w Internetowym Przeglądzie Prawniczym TBSP UJ z grudnia 2008 (krytyczna, zorientowana na prawo prasowe).

środa, 10 grudnia 2008

znikająca Era

Zajrzyjcie tu.
Informacja o tym, że Era przejdzie najpewniej taki sam proces rebrandingu, jakiemu poddano - całkiem przecież niedawno - Ideę (teraz Orange). I to mimo wysokiej pozycji marki "Era" w rankingu dziennika "Rzeczpospolita". Cytując za artykułem w tvn.24 Stevena Hartley'a z firmy badawczej Ovum (GB) – "Ujednolicanie marek pozwala wzmocnić ich globalną siłę. Kupowanie usług pod międzynarodową marką daje klientom poczucie przynależności do czegoś wielkiego". Podobno Plusa czekają takie same harce :)

wtorek, 9 grudnia 2008

Ziobro vs. Mirosław G. - 0:2

Wydawało mi się, że były minister już gościł na łamach tego bloga w kontekście Mirosława G. Nie doszukałem się :)
Między panami poszło, oczywiście, o słynne: "już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie". Ministrowi Trybunałem Stanu grożono, tymczasem lekarz pozwał Z. Ziobrę na drodze cywilnej i sprawę przed krakowskim Sądem Okręgowym wygrał. Znamy kontekst wypowiedzi ministra, przed sądem bronił się twierdząc, że mówił jedynie o podejrzeniach, nie przesądzając faktów. I w ogóle wypowiedzi jego wyrwano z kontekstu i niewłaściwie zinterpretowano. Sąd uznał jednak, że Zbioro naruszył cześć Mirosława G., nakazał przeprosić i zapłacić 7 tys. zł tytułem zadośćuczynienia. Od wyroku odwołały się obie strony, jeden - że nie było naruszenia, drugi - że za małe zadośćuczynienie, Sąd Apelacyjny oddalił odwołanie Zbigniewa Ziobro i zasądził 30 tys. zł tytułem zadośćuczynienia. Tyle stąd.
Tu zaś podobne - lider zespołu Behemot (cokolwiek to jest) pozywa szefa Ogólnopolskiego Komitetu Obrony przed Sektami, bo ten stwierdził, że mamy do czynienia z przęstępcą (podczas koncertu lider formacji deathmetalowej (cokolwiek TO jest) podarł Biblię, a szef komitetu dopatrzył się w tym obrazy uczuć religijnych.

poniedziałek, 8 grudnia 2008

O opłacie reprograficznej i sporach z nią związanych.

W „Rzeczpospolitej” ciekawy moim zdaniem artykuł o opłatach od kserokopiarek. Czyli, jak bardziej profesjonalnie się to nazywa, opłacie reprograficznej z art. 20 u.p.a.p.p. W artykule możemy przeczytać też jakie podmioty i po ile dostają pieniędzy uzbieranych z rzeczonych opłat oraz jak je dzielą.

A tutaj: rozporządzenia określające szczegóły opłaty reprograficznej od importerów oraz od posiadaczy kserokopiarek (art. 201 u.p.a.p.p.).

czwartek, 4 grudnia 2008

Zakazy kserowania książek a u.z.n.k.

Piotr Waglowski w swym serwisie Vagla.pl zastanawia się nad legalnością książkowych zakazów kserowania. A konkretnie nad sprzecznością tych „zakazów” z przepisami ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Powodem tych refleksji jest m. in. zeszłoroczna decyzja UOKiK-u nakazująca Warner Bros. Poland zmianę podobnych, mylących napisów na swoich płytach DVD. No i jest to jeszcze jeden głos w dyskusji dotyczącej twierdzeń w rodzaju „Ściąganie pirackich filmów to kradzież”.
Co ciekawe, nawet wydawnictwa specjalizujące się w wydawaniu literatury prawniczej stosują tego typu "zakazy". Robią tak np. LexPolonica czy Diffin.

wtorek, 2 grudnia 2008

Nowelizacja widmo?

Dziennikarze TOK FM i portalu Gazeta.pl przetestowali kilku polityków z wiedzy o ostatnio znowelizowanych ustawach. Moją uwagę zwróciło jedno z pytań w teście, a mianowicie pytanie o czas, po jakim wygasają autorskie prawa majątkowe, "zgodnie z październikową nowelizacją ustawy o prawie autorskim".

Uwagę zwracają dwie kwestie.

Po pierwsze - co to za nowelizacja? Zakładałem, że gdyby miała miejsce jakaś nowelizacja, w dodatku dotykająca tak fundamentalnej kwestii, jak długość ochrony, chyba coś bym o tym wiedział. Mało tego, chyba toczyła by się ożywiona dyskusja w Internecie, o uniwersytecie już nie wspominając. Na wszelki wypadek spojrzałem na listę uchwalonych dotychczas ustaw - test dziennikarzy odsyła do nowelizacji z 24 października. Nie było takiej. Co więcej, Sejm obecnej kadencji nie nowelizował ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych! Zerknąłem na listę projektów ustaw. Ani słowa o prawie autorskim. Wyszukiwarka druków sejmowych? Brak dokumentów po zapytaniu o treści prawo AND autorskie. Zresztą, jak wiadomo, quod non est in Lex, non est in mundo, a informacji o tegorocznych nowelizacjach prawa autorskiego w Lexie nie ma. CBDO.

Druga kwestia - odpowiedzi posłów. Upubliczniono sześć testów - Jacka Kurskiego, Janusza Dzięcioła, Bolesława Piechy, Marka Suskiego, Zbigniewa Wassermanna i Stefana Niesiołowskiego. Na pytanie o prawo autorskie odpowiedzi udzielili tylko dwaj posłowie - zdaniem Jacka Kurskiego czas ochrony wynosi 80 lat post mortem auctoris, natomiast według Zbigniewa Wassermanna - 50 lat. Czy pozostali posłowie wiedzieli, że nie było takiej nowelizacji, czy woleli nie strzelać w jedynym otwartym pytaniu - pozostaje niewiadomą.

Bardzo prawdopodobne jest natomiast, że następna nowelizacja prawa autorskiego zostanie przegłosowana w taki sam sposób, jak poprzednia, która dodała art. 70 ust. 2[1] p.a. - ten sam, o którym pisałem notkę wcześniej i ten sam, który wzbudzał i wzbudza wątpliwości z uwagi na otwarty katalog uprawnionych i jego retroaktywność. W taki sam sposób, czyli bezrefleksyjnie, w ponadpodziałowym porozumieniu. 395 za, 5 przeciw, 2 wstrzymało się. Stwierdzam, że Sejm uchwalił...

poniedziałek, 1 grudnia 2008

Reemisja a wynagrodzenia dla twórców utworu audiowizualnego

Uwaga na świeżutkie orzeczenie Sądu Najwyższego, czyli uchwałę składu 7 sędziów SN z dnia 25 listopada 2008 r. (sygn. akt III CZP 57/08). Została ona podjęta na wniosek RPO, co nie zdarza się codziennie. Teza:

Pojęcie "nadawanie utworu w telewizji lub poprzez inne środki publicznego udostępniania utworu" użyte w art. 70 ust. 2 pkt 3 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (jedn. tekst: Dz.U. z 2006 r. Nr 90, poz. 631) nie obejmowało reemisji utworu przez operatorów sieci kablowych.

Nietrudno zauważyć, że SN odnosi się tu do starego stanu prawnego, jednak treść obowiązującego art. 70 ust. 21 pkt 3 p.a. jest identyczna. Na uzasadnienie jeszcze poczekamy, ale i tak ciekawe, co doktryna na takie dictum. Co do orzecznictwa - przynajmniej będziemy mieli w miarę klarowną sytuację po kilku sprzecznych wyrokach SN.

niedziela, 30 listopada 2008

O czym się mówi...

Serdecznie polecam lekturę zapisu dyskusji, która odbyła się w siedzibie Gazety Wyborczej oraz komentarzy na blogach Wojtka Orlińskiego i Marcina Jagodzińskiego. Zwłaszcza fragmentu tej pierwszej, w której nie mogło zabraknąć kultowej wypowiedzi: Trudno mi się zgodzić z tym, że ściąganie pirackich materiałów jest dozwolone. Piractwo to kradzież, za kradzież jest odpowiedzialność prawna. (Dominika Herburt-Heybowicz). Pani Dominice dedykuję filmik, który znajdziecie w notce u WO.

czwartek, 27 listopada 2008

Three strikes and you're out?

Dyskusja o koncepcji odcinania dostępu do Internetu przez dostawców toczy się de facto już ponad rok. Temat wraca regularnie, toczą się prace nad odpowiednią regulacją wspólnotową, bo krajowa regulacja we Francji zacznie obowiązywać już niebawem. Oczywiście mamy tu chóralną aprobatę uprawnionych z tytułu majątkowych praw autorskich, a także przynajmniej niektórych twórców. Polacy uważają, że coś takiego jak własność intelektualna nie obowiązuje i nie istnieje. Mamy w kraju duże przyzwolenie dla piractwa internetowego - stwierdził Jacek Bromski, reżyser m.in. rewelacyjnego "U Pana Boga za piecem". Gdzieś w tle, mniej medialny, ale widoczny jest opór niektórych środowisk akademickich (polecam ten raport) i NGOs (np. apel Internet Society Poland).

Nie chcę rozpisywać się tu na temat tych propozycji. Zwrócę tylko uwagę na jedną rzecz - niezależne od kwestii ideologicznych, czy aksjologicznych, trzeba odpowiedzieć sobie na pewne kluczowe pytania - jaka miałaby być w tym rola ISP? Czy to on miałby stwierdzić, że doszło do naruszenia praw autorskich? Jakie możliwości obrony miałby użytkownik, którego spotkała sankcja, o której mówimy? I przede wszystkim - o jakich naruszeniach tu mówimy? Dyskusja koncentruje się wokół p2p, a tak naprawdę przesłanki odpowiedzialności są tak niezależne od "strony podmiotowej", że pytanie Jarosława Lipszyca zadane na debacie w siedzibie "Gazety Wyborczej" (Czy jest na tej sali choć jedna osoba, która w życiu nie naruszyła trzykrotnie prawa autorskiego?) jest co najmniej na miejscu. Błogosławmy więc unijną procedurę współdecydowania - może uda się w Parlamencie Europejskim doprowadzić do takiego finału, jak przy dyrektywie o patentowaniu oprogramowania.

Nawiasem mówiąc, akurat w prawie autorskim świetnie sprawdzają się te koncepcje kryminologiczne, które odrzucają podział na "my" (obywatele) i "oni" (przestępcy). Wszyscy jesteśmy przestępcami.

wtorek, 25 listopada 2008

Seminarium w Warszawie

Osoby zainteresowane seminarium w Warszawie nt. "Zarządzanie prawami własności przemysłowej" w dniu 15 grudnia bardzo prosze o zgloszenie sie mailowo do mnie. Chodzi o osoby zainteresowane referowaniem.

IP Student - Warsztaty z prawa własności intelektualnej

Komunikat TBSP :)

Zapraszamy do udziału w projekcie "IP Student" – warsztatach z prawa własności intelektualnej organizowanych przez TBSP UJ we współpracy z Instytutem Prawa Własności Intelektualnej UJ i Kancelarią Traple Konarski Podrecki.

Kierując się dynamicznym rozwojem prawa własności intelektualnej zdecydowaliśmy się na uruchomienie nowego projektu „IP Student" – jest to cykl bezpłatnych warsztatów z prawa własności intelektualnej i konkurencji adresowanych do 30 studentów i doktorantów prawa.

Warsztaty poprowadzą wybitni specjaliści, pracownicy naukowi oraz praktycy, na co dzień związani z zagadnieniami IP. Wśród nich znajdą się m.in.: Ryszard Markiewicz, Janusz Barta, Elżbieta Traple, Michał du Vall, Ewa Nowińska, Paweł Podrecki, Tomasz Targosz, Marek Bukowski, Paweł Litwiński. Zajęcia dotyczące podatków w branży IP poprowadzą dla nas doradcy podatkowi z firmy Deloitte.

W ramach warsztatów zajmiemy się m.in. prawem reklamy, znakami towarowymi, domenami internetowymi, formatami telewizyjnymi i licencjami open source. Warsztaty pozwolą także na rozwinięcie praktycznych umiejętności, takich jak pisanie umów z zakresu prawa autorskiego, pisanie opinii z zakresu prawa konkurencji i sporządzanie pism procesowych.

Uczestnicy warsztatów będą otrzymywali materiały za pomocą listy dyskusyjnej, a na koniec otrzymają certyfikaty potwierdzające uczestnictwo w warsztatach.

Podsumowaniem warsztatów będzie konkurs, który pozwoli docenić i wyróżnić najlepszych uczestników warsztatów. Szczegóły oraz rejestracja uczestników na stronie www.ipstudent.tbsp.pl .

sobota, 22 listopada 2008

Najnowsza nowelizacja k.k. - kilka spostrzeżeń

Jak doniosła Rzeczpospolita w artykule „Bicz na hakerów czy pułapka na internautów”, Sejm uchwalił nowelizację Kodeksu karnego, przewidującą zmiany m.in. w art. 267, 269a i 269b k.k. Z kolei serwis Vagla.Pl donosi, że ustawa została już podpisana. Tekst można znaleźć tutaj. Natomiast na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości można przeczytać projekt tej ustawy wraz z uzasadnieniem. Wszelkie dodane znamiona są znamionami strony przedmiotowej tych typów czynów zabronionych.
Przede wszystkim art. 267 § 1 mówi o „uzyskaniu dostępu do informacji, a nie – jak dotychczas – o uzyskaniu informacji. Informacji dla niego (sprawcy) nieprzeznaczonej – oczywiście.
W art. 267 § 1 dodano znamię uzyskania nieuprawnionego dostępu do informacji przez podłączenie się do sieci telekomunikacyjnej. Wedle definicji z art. 2 pkt 35 Ustawy prawo telekomunikacyjne, taka sieć to „systemy transmisyjne oraz urządzenia komutacyjne lub przekierowujące, a także inne zasoby, które umożliwiają nadawanie, odbiór lub transmisję sygnałów za pomocą przewodów, fal radiowych, optycznych lub innych środków wykorzystujących energię elektromagnetyczną, niezależnie od ich rodzaju”. Uzasadnienie projektu również kieruje do tej definicji podkreślając równocześnie, że jest ona szersza niż dotychczasowe znamię „przewodu służącego do przekazywania informacji”, bo obejmuje także włamania do sieci bezprzewodowych. Przykład: podłączenie się do niezabezpieczonej sieci bezprzewodowej sąsiada w domu czy bloku, który ma w mieszkaniu np. 2 komputery, z których tworzy domową sieć lokalną, w której udostępnia jakieś pliki. Ale jeśli są to np. pliki mp3 zawierające chronione utwory, to czym jest takie „udostępnianie” z punktu widzenia prawa autorskiego (i sąsiada)? Dalej dozwolonym użytkiem, czy rozpowszechnianiem (bo: co prawda każdy może się „podpiąć” np. siedząc z laptopem na ulicy czy parkingu w samochodzie, ale robi to nielegalnie i zwykle bez wiedzy i zgody sąsiada)? Kolejne pytanie: czy taką informacją dla sprawcy nieprzeznaczoną może być sama sieć internet, udostępniana przez sąsiada swoim domownikom przez router czy access pointa? (Zapraszam do polemiki w komentarzach do nin. wpisu.)
Ciekawe jest znamię ominięcia zabezpieczenia informacji, które dodano do treści tego samego paragrafu. O jakie konkretnie działania chodzi – nie bardzo wiadomo, bo nawet uzasadnienie projektu nie podaje przykładów, powołując się jedynie na „specjalistów zajmujących się prawem informatycznym”. NIE chodzi tu np. o SQL injection, bo – jak podaje polska Wikipedia – jest to sposób ataku, a nie ominięcia zabezpieczenia. Coś o polskim wyroku w takiej sprawie – tu.
Dodano także znamię przełamywania zabezpieczenia informatycznego.
Nowy § 2 art. 267 penalizuje uzyskanie nieuprawnionego dostępu do całości lub części systemu informatycznego. Pojęcie „system informatyczny” definiowane jest np. w Ustawie o ochronie danych osobowych. Nas interesuje jednak inna definicja, zawarta w Decyzji Ramowej Rady 2005/222/WSiSW z dnia 24 lutego 2005 r. w sprawie ataków na systemy informatyczne, której postanowienia implementowano właśnie niniejszą nowelą k.k. Art. 1 lit. a tej decyzji ramowej stanowi, że pojęcie „system informatyczny” „oznacza wszelkie urządzenia lub grupę połączonych lub powiązanych urządzeń, z których jedno lub więcej, zgodnie z oprogramowaniem, dokonuje automatycznego przetwarzania danych komputerowych, jak również danych przechowywanych, przetwarzanych, odzyskanych lub przekazanych przez nie w celach ich eksploatacji, użycia, ochrony lub utrzymania”. Za ekwiwalentne można, wydaje mi się, uznać sformułowania: „przetwarzanie danych” oraz „wykonywanie operacji z wykorzystaniem, na podstawie, danych”. Takim systemem są np 2 komputery połączone bezprzewodowo w sieć lokalną za pomocą routera służącego jako access point.
I do art. 267 § 3 dodano znamię prowadzeni podsłuchu za pomocą przeznaczonego do tego celu oprogramowania. Jak podaje uzasadnienie projektu, chodzi tu o tzw. sniffing, czyli użycie programów pozwalających nieuprawionej osobie (nie-administratorowi i nie-użytkownikowi) sieci śledzić ruch w danej sieci komputerowej.
Ponadto, do art. 269a dodano znamię czynnościowe polegające na utrudnienie dostępu do danych informatycznych.
Art. 269b § 1 k.k. nie uległ zmianie.
Odpowiadając na pytania zawarte w podlinkowanym na początku artykule z serwisu Vagla.Pl (dot. drugiej części nowego art. 267 § 1) myślę, że nie można przełamać zabezpieczeń, gdy np. administrator serwera popełnił błąd, w wyniku którego były one nieaktywne. To znaczy: nie można złamać czy ominąć czegoś, czego w chwili uzyskania dostępu do informacji po prostu nie ma. Informacja, do której dostęp mogą uzyskać tylko osoby uprawnione, jest chroniona zabezpieczeniami, które nie pozwalają na taki dostęp osobie nieuprawnionej. Przed „zrobieniem sobie samemu” takiego dostępu ma chronić uprawnionych ta właśnie norma prawnokarna z art. 267 § 1 k.k. Vide: sprawa wycieku CV i listów motywacyjnych z serwera banku Pekao SA. Uzyskanie dostępu do tych informacji nie wymagało od zwykłego internauty żadnych specjalnych umiejętności „hackerskich”, bo linki zostały zindeksowane, a potem też zarchiwizowane w Google, a więc dostęp do nich był powszechny. A wszystko przez to, że ktoś nie włączył zabezpieczeń chroniących przed nieuprawnionym dostępem do tych informacji. A skoro nie włączył, to zniósł podział na osoby uprawnione i nieuprawione do dostępu do tych informacji.

czwartek, 20 listopada 2008

Jak sprzedać gorącego newsa - cz. 1

Andrzej K. został zatrzymany przez CBŚ. Kim jest Andrzej K.? Rano jeszcze podawano jego nazwisko, teraz kryje się już jedynie pod pierwszą literą. Więc, jak to czynią wszelkie media, trzeba go przedstawić niejako opisowo, a więc na przykład podając, czym się zajmuje lub zajmował, jakie pełnił funkcje, w jakim rządzie, zarządzie, fundacji, przy kim, z kim, im bardziej szczegółowo, tym lepiej, bo czytelnik nie czuje się zagubiony (oto informuje się go o jakimś typie, o którym nic nie wie). Że przy okazji wszyscy wiemy, o kogo chodzi... nie nasza wina (ani dziennikarzy), że jesteśmy tacy inteligentni i mamy prawidłowe asocjacje. Ale przy Andrzeju K. pojawia się drugie nazwisko - Kwaśniewska. Cóż, to nazwisko z wyższej półki, tu news będzie 'hot'. Pojawia się więc w tekście, że zatrzymany jest prezesem fundacji "Porozumienie Bez Barier" (a więc wystarczy wejść na stronę fundacji, w zakładkę 'struktura', dalej 'rada fundacji' i jesteśmy w domu), której honoruje była Pierwsza Dama. Co więcej, tytuł newsa brzmi "Szef rady fundacji Kwaśniewskiej z zarzutami". Jest szał, jest news, jest afera, będzie zainteresowanie. Pomijam niezgrabność językową tytułu newsa. Czytam i zadaję sobie od razu oczywiste pytanie, czy zatrzymanie ma związek z działalnością samej J. Kwaśniewskiej lub fundacji? Ano nie, ale odpowiedź kryje się nie w tytule (no gdzie by się zmieściła), odpowiedzi nie ma także w nagłówku (no bo to przecież nieistotne), a dopiero gdzieś w tekście. Dla mnie osobiście tak skonstruowana wiadomość (http://www.tvn24.pl/-1,1573749,0,1,szef-rady-fundacji-kwasniewskiej-z-zarzutami,wiadomosc.html) to piękny przykład nierzetelności dziennikarskiej.

poniedziałek, 17 listopada 2008

Prawa autorskie a serwis POrażka roku

Nowelizacje prawa autorskiego, które ostatnimi czasy sprowadzają się do zaostrzenia odpowiedzialności za naruszenia, mają ciekawą właściwość - przechodzą w parlamencie niemal jednogłośnie. Tymczasem parlamentarzystów cechuje zastanawiająca nieświadomość co do problemów ochrony prawnoautorskiej...

Uruchomiony wczoraj serwis Prawa i Sprawiedliwości, dedykowany rządowi w rocznicę jego powołania, zawierał filmy zmontowane z fragmentów nagrań telewizyjnych, radiowych, a także artykułów z serwisów internetowych (gazeta.pl, onet.pl, dziennik.pl). Były też zabawne (?) fotomontaże.

Dziś okazało się, że TVN i Radio Zet sprzeciwiają się rozpowszechnianiu fragmentów nadań na stronie, a fotograf Robert Sadowski sprzeciwia się umieszczeniu zdjęcia, będącego przeróbką fotografii jego autorstwa (w miejsce dwóch sympatycznych brodaczy wstawiono twarze Waldemara Pawlaka i Donalda Tuska).

Co do pierwszej kwestii PiS zasłania się prawem cytatu. Faktycznie, art. 25 p.a. stosuje się również do pokrewnych praw do nadań, na mocy art. 100 p.a. Czy są spełnione przesłanki - to osobna sprawa i trzeba by ją rozpatrywać w odniesieniu do każdego z filmów. Natomiast w przypadku przeróbki zdjęcia nie widzę możliwości obrony. Nie dość, że dokonano ingerencji w integralność utworu, w dość radykalny sposób zmieniając jego wymowę, to jeszcze efektem jest tu chyba stworzenie utworu zależnego (fakt, wątpliwej jakości, ale przecież nie jakość tu oceniamy, a twórczość...), na którego rozpowszechnianie nie uzyskano zgody pierwotnego twórcy.

Gdzieś w tle jest problem relacji PiS - agencja reklamowa, która przygotowała stronę i tego, kto tak naprawdę dokonał naruszenia.

P.S. A Olgierd Rudak pisze o odpowiedzialności karnej z art. 115 ust. 2 p.a. i...no cóż, ma rację...

piątek, 14 listopada 2008

Szokują w Mediolanie


Z lewej plakat z Mediolanu, powstały w ramach kampanii, której celem jest zwrócenie uwagi opinii publicznej na problem gwałtów. Na plakacie napis: "Kto płaci za grzechy mężczyzny?". Plakat wywołał oburzenie radnych prawicowych. Informacje z tvn24.pl. Fotografia też z tvn24, które podaje jako źródło www.milano.blogosfere.it
Wrzucam, bo dotyczy dyskusji nt. wolności wypowiedzi, wykorzystaniu symboli religijnych (ewentualnie naruszenia uczuć religijnych itd.), a z bardziej nas interesujących:
granic sztuki i poszukiwań współczesnych artystów, którzy oddźwięk, resonans próbują wywołać poprzez szokowanie, a których działalność często sprowadza się do zaskakującego konceptu, idei, pomysłu, a nie formy, a więc wymyka się spod "macek" prawa autorskiego :)

wizerunek sportowców

Radio TOK FM, za nim tvn24.pl podały, że bracia Ligoccy zostali wykluczeni z polskiej kadry snowboardzistów, odmówili bowiem akceptacji regulaminu, na podstawie którego prawo do wizerunku, nazwiska i pseudonimu (a raczej zgoda na ich wykorzystywanie) przysługiwałoby związkowi. Związek zdobyłby te uprawnienia pewnie na wyłączność, skoro zawodnicy argumentowali, że zapis uniemożliwia im pozyskiwanie sponsorów i czyni "niewolnikami związku". Sprawa wpisuje się w niejako dwa (ważne) nurty dyskusji:
  1. wizerunek sportowców i jego wykorzystanie przez związki sportowe (tu: kazus Żurawskiego) - czy związki mogą wymagać od zawodników zgody na wykorzystywanie wizerunku, a w zasadzie handel tymże, w jakim zakresie, czy pozostawia się zawodnikowi swobodę, czy może zgodę cofnąć, czy dopuszczalne jest uzależnianie członkostwa w kadrze czy związku od wyrażenia zgody na wykorzystywanie wizerunku, wreszcie kwestia regulaminów i wzorców umownych oraz niedopuszczalnych klauzul - czy powinny zostać zakwestionowane;
  2. kwestię komercjalizacji dóbr osobistych, szczególnie prawa do wizerunku - gdy już nawet nie piszemy o zgodzie na naruszanie dóbr, a po prostu sprzedawaniu wizerunku, przekazywaniu wizerunku, handlu wizerunkiem itd. Zagadnienie sygnalizowane od jakiegoś już czasu także w kontekście niektórych autorskich dóbr osobistych. Sprawa dotyczy fundamentalnej kwestii prawa cywilnego, pojawić się mogą pytania, czy rozpowszechniona praktyka "obrotu" nie powinna zostać w jakiś sposób usankcjonowania czy objęta regulacją prawną, czy wizerunek, często efekt zaplanowanych działań marketingowych i PR-owej "twórczości", jest jeszcze dobrem osobistym?

czwartek, 13 listopada 2008

Kształt klocka Lego jako znak towarowy?

W 1999 roku Lego zgłosiło w Alicante wspólnotowy znak towarowy na swój klasyczny kształt klocka. Natychmiast sprzeciw zgłosiła firma Mega Brands. W 2004 OHIM unieważnił opinię. Komisja odwoławcza oddaliła odwołanie Lego twierdząc, że nie jest możliwe udzielenie prawa z rejestracji znaku towarowego na kształt tego typu, ponieważ byłoby to przyznanie wyłączności na funkcję techniczną. Lego oczywiście odwołało się do Sądu Pierwszej Instancji.

I przegrało (wyrok z 12 listopada 2008 r. w sprawie T‑270/06). Odwołanie do ETS zapewne już w drodze.

Więcej:
- wyrok z uzasadnieniem (ang.),
- artykuł na out-law.com.

czwartek, 6 listopada 2008

Prawo autorskie do nazwy miasta?

Turecka miejscowość Batman, położona w południowo- wschodniej części kraju, szykuje pozew w sprawie wykorzystywania nazwy miasta i jednocześnie prowincji Turcji przez reżysera filmu "Batman: Początek" oraz inne firmy wykorzystujące nazwę Batman do promocji swoich produktów, głównie w sektorze zabawkowym. Burmistrz miasta Batman zapewnia, że prawa autorskie do tej nazwy posiada miasto, w związku z czym wszyscy korzystający z tej nazwy naruszają te prawa;) Ciekawe...
Czekamy na kolejne pozwy: Katyń, Monachium, Las Vegas...Reżyserzy bójcie się!
Pełna treść artykułu http://www.tvn24.pl/-1,1571954,0,1,batman-pozywa-hollywood,wiadomosc.html

wtorek, 4 listopada 2008

Można wygrać z ZAiKS

Znamy już od jakiegoś czasu sytuacje, w których posiadacze radioodbiorników lub telewizorów w zakładach usługowych, sklepach czy też restauracjach dostawali od ZAiKS'u "rachunek" za publiczne odtwarzanie muzyki bez umowy licencyjnej. Sporów było wiele, ale jak pokazał przypadek z Częstochowy- da się go wygrać. Rzeczpospolita opisuje w dzisiejszym wydaniu przypadek restauratora, który otrzymał taki właśnie "rachunek" na kwotę 4200 zł. Oczywiście właściciel restauracji nie kwapił się z zapłatą tej sumy, a nawet stanowczo odmówił podpisania umowy licencyjnej. ZAiKS go pozwał, ale sądy dwóch instancji przyznały rację właśnie restauratorowi. Wykazał on między innymi, że z "wieży", której używał korzystała jedynie obsługa lokalu, gdyż stało przy wejściu do kuchni, a nie na sali, wobec czego jakość emisji była na tyle słaba, że w żaden sposób nie umilała posiłków gościom restauracji. Zabawnym argumentem było to, że restaurator jest zamiłowanym słuchaczem Radia Maryja, wobec czego z obawy przed niechęcią gości restauracji, nakazał wręcz personelowi nie puszczać audycji przy gościach. ZAiKS nie wykazał zarazem, że radio było ciągle włączone w czasie pracy restauracji.
No cóż argumentacja podziałała i teraz możemy spodziewać się podobnych rozstrzygnięć;)
Pełna treść artykułu:
http://www.rp.pl/artykul/64143,214224_Firmy_musza_dowodzic___ze_
radio_nie_daje_im_zysku_.html

poniedziałek, 3 listopada 2008

konferencja we Wrocławiu

Konferencja nt. 'Współczesne kierunki rozwoju prawa autorskiego', organizowana przez ELSA. Link tutaj. Kto chce jechać?

"Kaczory" - nie obraża Prezydenta.

O tu. Sąd podtrzymał decyzję prokuratury o odmowie wszczęcia śledztwa. Pozostaje więc droga cywilna, powodzenia. Jakby ktoś znalazł szczegóły dotyczące argumentacji sędzi (sędziny), byłoby miło. Przy okazji zgłoszę jedynie swoje wątpliwości co do istnienia tego przepisu w kk i, niekiedy, niezwykłej wrażliwości prokuratury przy jego stosowaniu...

czwartek, 30 października 2008

Ukraińkie spojrzenie na prawo autorskie!


W dzisiejszej prasie znajdziemy informację, że wyrokiem Ukraińskiego Sądu, który utrzymał się we wszystkich ichniejszych instancjach, za podmiot praw autorskich do głośnej swego czasu polskiej 'megaprodukcji' kinematograficznej "Ogniem i mieczem" uznano Ministerstwo Kultury Ukrainy a nie np. reżysera Jerzego Hoffmana. Jednemu z ukraińskich reżyserów znajdującym się w analogicznej sytuacji Ministerstwo Kultury Ukrainy wskazało, iż jest on nie autorem a artystą. Komedia. Ciekawe czy Ukraina nie jest stroną konwencji...

Oczywiście nasuwa się pytanie czy chodzi tu o prawa autorskie osobiste (sic!) czy majątkowe. Odwołanie do tantiem sugerowałoby, że te drugie. Jednakże "resort kultury tłumaczył, że nie jest autorem, lecz artystą" a te stwierdzenie średnio odnosi się do praw majątkowych (choć mogła je wypowiedzieć osoba niekompetentna). Możliwym jest, że ustawa ukraińska wprowadza tu jakieś specyficzne nabycie pierwotne autorskich praw majątkowych na rzecz Ministerstwa np. z uwagi na jakieś istotne cechy dzieła (to moja czysta spekulacja). Nadzieja w ostatnim zdaniu artykułu: "Ukraiński Departament ds. Własności Intelektualnej nie chciał wczoraj komentować sprawy" - czyli trochę im głupio albo myślą jak z tego wybrnąć ;-)

poniedziałek, 27 października 2008

OZZ jako przedsięborcy - dyskusja w Rzeczpospolitej

Kolejny artykuł o statusie przedsiębiorcy, jaki można (lub nie) przypisać organizacjom zbiorowego zarządu prawami autorskimi i pokrewnymi. Po tekstach Krzysztofa Siewicza, który całkiem przekonująco dowodził, że OZZ przedsiębiorcami są, oraz Michała Błeszyńskiego, który - moim zdaniem kompletnie obchodząc temat - starał się z tym poglądem polemizować, ukazał się dziś artykuł Grzegorza Materny. Autor przychyla się do poglądu, że OZZ to przedsiębiorcy, celnie punktując argumenty mec. Błeszyńskiego, odwołujące się do "demokratycznej struktury" i "szczególnej funkcji ochronnej".

Nawiasem mówiąc, czy gdybyśmy jako sekcja działali jako stowarzyszenie, czy nie musielibyśmy w razie chęci prowadzenia działalności gospodarczej, z której dochody przeznaczalibyśmy na cele statutowe, zarejestrować tej działalności w rejestrze przedsiębiorców w KRS? A bylibyśmy niewątpliwie demokratyczni i pełni struktury wewnętrznej...

Projekt ustawy plagiatem?



W dzisiejszych doniesieniach politycznych ciekawym wątkiem wydaję się być oskarżenie skierowane w stronę Rządu RP jakoby dokonał plagiatu podpisując się pod projektem ustawy łudząco podobnym do zaproponowanego przez poprzedni Gabinet.

O ile mnie pamięć nie myli wszelkie "nieoficjalne/nieurzędowe" projekty aktów prawnych przestają być chronione przez prawo autorskie od czasu gdy stają się projektami "oficjalnymi/urzędowymi". Oznaczałoby to, że w tym kazusie ochrona by nie przysługiwała.

"Art. 4.
Nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego:
1) akty normatywne lub ich urzędowe projekty,(...)"


Ciekawym elementem artykułu na portalu interia.pl jest wypowiedź Prof. Filara, nota bene karnisty, co chyba jednak widać:

"Teksty ustaw, a nawet ich uzasadnień, nie podlegają ochronie, bo w świetle prawa ich autorem jest, mówiąc obrazowo, wola ludu."

Oceńcie sami. Dla mnie to nadużycie, choć może się czepiam.

niedziela, 26 października 2008

Negatywny komentarz na eBayu a naruszenie dóbr osobistych



Niejaki Joel Jones (dalej JJ) zamierza pozwać przed brytyjski sąd swego kontrahenta za wystawienie po dokonaniu transakcji negatywnego komentarza na eBayu.

Stan faktyczny przedstawia się mniej więcej tak: Pan Chris Read (to ów kontrahent, dalej CR) zakupił od JJ telefon komórkowy, który okazał się być, niezgodnie z zawartą umową, innym modelem na dodatek zniszczonym (w opisie produktu JJ twierdził, że jest on "w dobrym stanie"). CR zwrócił telefon i odzyskał pieniądze. Postanowił jednak opisać całe zajście (zgodnie z prawdą) w ramach systemu komentarzy na w/w portalu (CR napisał m. in. "Item was scratched, chipped and not the model advertised on Mr Jones's eBay account". JJ twierdzi, że naruszył tym jego dobra osobiste a jego interesy legły w gruzach. Co więcej, CR otrzymał pieniądze z powrotem i w związku z tym nie powinien mieć pretensji czy też podważać dobrej opinii JJ w ramach społeczności eBay.

Rzecz jasna kazus ma miejsce na gruncie prawa brytyjskiego; nie orientuję się jakie tam może zapaść roztrzygnięcie. Niewątpliwie jednak jest to ciekawa sprawa do przeanalizowania w realiach polskich. Jak ostatnio stwierdził na seminarium Prof. Gawlik można naruszyć dobra osobiste osoby fizycznej ukrytej pod pseudonimem (czy też nickiem, który uznałbym za mieszczący się w ramach pseudonimu), o ile ten psudonim/nick "dostatecznie indywidualizuje tę osobę w danej społeczności". Z uwagi na to, że możliwym jest dopasowanie danych osoby działającej pod nickiem (chociażby w momencie realizacji transakcji) do tegoż właśnie wydaje się, że nie ma problemu z taką indywidualizacją. Negatywny komentarz sam w sobie zapewne może naruszać dobra osobiste (tu dobra sława - zewnętrzny wyraz czci). Jak najbardziej jednak bezprawność zostałaby tutaj uchylona przez prawdziwość tego komentarza; fakt ostatecznego rozwiązania tej sytuacji za porozumieniem stron (CR odzyskał pieniądze) nie obliguje CR do nie informowania innych użytkowników eBay o niesolidności JJ.

Sprawa jest o tyle ciekawa, że CR jest zwykłym mechanikiem, osobą nie mającą pojęcia o prawie a jednak nie przestraszył się swoistej groźby (pozwę Cię do sądu!); co więcej, postanowił się bronić i jest gotowy do przedstawienia swych racji przed sądem - imponujące, prawda? (a może świadomość prawna w Polsce a na wyspach to inna bajka?) :)

Zestaw linków:
http://www.dailymail.co.uk/news/article-1079968/Man-sold-wrong-phone-eBay-sued-seller-leaving-negative-feedback.html
http://www.thetechherald.com/article.php/200843/2315/Negative-feedback-leaves-eBay-customer-facing-libel-lawsuit
http://news.bbc.co.uk/1/hi/uk/7689553.stm
http://www.wyhacz.pl/Wyhacz/1,88542,5849842,Trafi_przed_sad_za_negatywny_komentarz_w_eBayu_.html


Thumbnails a naruszenie prawa autorskiego

Ciekawa sprawa i ciekawy wyrok, który przeoczyłem wcześniej. Google przegrało sprawę w pierwszej instancji w sądzie w Hamburgu. Sąd orzekł na korzyść powoda, którym był niemiecki fotografik. Pozwał on Google za naruszenie praw autorskich, jakim było wyświetlanie thumbnails, czyli zmniejszonych wersji obrazków

Nie dam sobie niczego uciąć, ale moim zdaniem podobny wyrok mógłby zapaść w Polsce i miałby spore szanse na utrzymanie się we wszystkich instancjach. Trudno to przesądzić bez wiedzy o tym, jak działanie wyszukiwarki obrazków wygląda z technicznego punktu widzenia. Z drugiej strony, po wyroku ETS w sprawie C-306/05 Rafael Hostels, chyba trzeba takie "rozproszone udostępnianie" (tzn. udostępnianie obrazków każdemu, kto zada odpowiednie zapytanie wyszukiwarce) uznać za rozpowszechnianie.

Zastanawiam się tylko, czy i na ile operatora wyszukiwarki chroniłyby wyłączenia odpowiedzialności za hosting, wprowadzone na podstawie dyrektywy 2000/31/WE. Ciekawe, czy niemiecki sąd wziął je pod uwagę.

Więcej: Bloomberg

Reklama kontekstowa a znaki towarowe

Kolejna sprawa dotycząca naruszania prawa do znaku towarowego przez podmiot oferujący reklamę kontekstową, czyli m.in. taką, która wyświetlana jest w sąsiedztwie wyników wyszukiwania odpowiednich słów kluczowych (kanoniczny przykład: Google AdSense). Linie American Airlines pozwały Yahoo!. Twierdzą, że sprzedaż miejsca na reklamy pojawiające się w kontekście użycia znaków towarowych zarejestrowanych dla AA jest naruszeniem praw do tych znaków.

W pozwie można przeczytać zarzut zachęcania przez Yahoo! do używania znaków AA przez ich konkurentów. Zdaniem AA, Yahoo! bez zgody lub potwierdzenia ze strony American Airlines sprzedawało osobom trzecim prawo do używania znaków towarowych i usługowych American Airlines albo słów, fraz lub pojęć myląco podobnych do tych znaków, jako słów kluczowych wyzwalających pojawienie się płatnych reklam nad lub obok "zwykłych rezultatów" [wyszukiwania - przyp. BW].

To nie pierwszy taki proces wytoczony przez AA. Poprzednia tego typu sprawa toczyła się przeciwko Google i zakończyła się ugodą. Zapytania z terytorium USA nie wyświetlają wśród rezultatów reklam konkurencji AA. Jednak niedawno Google zmieniło swoją politykę dla USA, Kanady, Wielkiej Brytanii i Irlandii - tamtejsi uprawnieni muszą teraz...przelicytować swoich konkurentów.

Przy okazji warto przypomnieć wygraną przez Yahoo! sprawę, jaka toczyła się przed brytyjskim sądem, a która dotyczyła linków sponsorowanych. Właściciel znaku "Mr Spicy" twierdził, że skoro wpisanie tego znaku powoduje wyświetlenie sponsorowanych reklam jego konkurencji, naruszono jego znak towarowy. Sęk w tym, że konkurencja użyła jako słowa kluczowego samego przymiotnika "spicy". Z drugiej strony, obiter dicta sąd uznał, że nawet użycie słów "Mr Spicy" nie byłoby użyciem ich w roli znaku towarowego...

Więcej:
- o pozwie AA przeciwko Yahoo!: out-law.com
- o polityce Google: Google oraz out-law.com
- o sprawie Mr Spicy: Bird&Bird oraz out-law.com

środa, 22 października 2008

co można sprzedać na allegro?

Wszystko? Ot, taki sobie kwiatek. Użytkownik oferuje nam mandat z Londynu, za przejazd drogą, gdzie obowiązują opłaty. "Mandat jest jeszcze nie zapłacony. Kasa z aukcji ma go spłacić.Wiec licytujesz w dobrej sprawie". Świeżutki, nowy, oryginalny, więcej, caluteńki w języku polskim. Mniam. Na, bagatela, 1000 zł z drobną resztą. W opisie zaś aukcji, na końcu: "i pozdrowienia dla SZKIEŁKA :)". Bo do tvn24 już to dotarło.

wtorek, 14 października 2008

portale społecznościowe

Rodzą kilka problemów. Szczególnie w okresie zapotrzebowania na tego typu integrację w Polsce. Chyba najwcześniej pojawiły się problemy danych, które wyciekały (przepraszam, że większość przykładów będzie związanych z naszą klasą, ale to portal, który zaliczył najbardziej spektakularny debiut w polskim internecie). Następnie pojawiły się sytuacje, gdy niedyskrecja użytkowników mogła wywołać poważne szkody (na szczęście - dotyczące ich samych - kradzieże, włamania, nie wspominając już funkcjonariuszy bodaj wywiadu i ich zdjęć z Iraku). GIODO portal skontrolował i skonstatował, że portal bezpieczny.
Ale to nie koniec problemów. Tym razem chodzi o zdjęcia użytkowników. Oczywiście, jeśli to wizerunki ich samych, nie ma problemu. Gdy jednak na zdjęciach znajdują się inne osoby - pojawia się problem ich zgody. Nasza klasa ma od jakiegoś czasu opcję, która furorę robiła/robi na facebooku - swoistego "tagowania" zdjęć. Użytkownik wrzuca zdjęcia, oznacza (wskazuje wręcz twarze) czyj wizerunek jest na zdjęciu. Informację o tym dostaje, rzecz jasna, użytkownik "otagowany" (w naszej klasie zwą to: pinezkami) oraz wszyscy jego przyjaciele. Może i jest miło, póki ktoś nie wrzuci kompromitujących ujęć z imprezy, wyjazdu, intymnych spotkań - kreatywność użytkowników jest porażająca :) (gdzieś tam kiedyś natrafiłem na stronę wyszukującym na portalu fotka.pl najgłupsze, ich zdaniem, zdjęcia). Administrator zdjęcia może i usunie, o ile go powiadomimy, a w tym czasie ci znajomi, którzy nas uprzedzą... :) Jest też i problem praw autorskich do zdjęć, w końcu nie wszyscy wrzucają swoje zdjęcia. Niekiedy kontrowersje dotyczą podpisów pod zdjęciami. A mogą dotyczyć i komentarzy, jeśli będą zbyt złośliwe, dosadne lub, dajmy na to, niedyskretne ;)
Kolejny problem, także związany z dobrami osobistymi, to fałszywe konta. Natrafiłem przynajmniej na kilka kont założonych przez grupę "przyjaciół" albo "miłośników", którzy w ten sposób pragną wyrazić swoją sympatię lub "sympatię" do obiektu westchnień. Często takie konta upstrzone są kompromitującymi zdjęciami. I znów pewnie po interwencji konto zostanie usunięte, ale do tego czasu - zabawa trwa :)
I jeszcze jeden - ostatnio zauważony - fałszywe konta, które naszpikowane są złośliwymi linkami. Wejdź na konto nieznanego przyjaciela i pobierz sobie jakieś przyjemności, które później pobuszują po komputerze. Coś a'la fałszywki i inne cuda rozsyłane drogą mailową, tylko pod maską portali.
Sygnalizuję mrowie problemów i sytuacji, które płodzi integracja internetowa. No i zachęcam do dyskusji, bo wielu na pewno nie poruszyłem.

Ależ to jest piękne

Robert Kwiatkowski, były prezes TVP, pozwał Sejm za naruszenie dóbr osobistych. Sejm naruszył dobra Roberta Kwiatkowskiego przyjmując raport (opracowany przez Z. Ziobrę) z prac tzw. komisji śledczej ds. Rywina. Tomasz Nałęcz - przewodniczący komisji - twierdzi, że nie można pociągnąć (jego) do odpowiedzialności za wypełnianie konstytucyjnych obowiązków. Pełnomocniczka Sejmu twierdzi, że ewentualny proces i wyrok byłby ingerencją jednej władzy (sądowniczej) w sferę drugiej. Podnosi też niedopuszczalność drogi sądowej. Sędzia pozew przyjmuje, zauważa również, że także Sejm może naruszyć dobra osobiste. Poza tym płacić będzie przecież Skarb Państwa, a ten ma zdolność procesową. Aż żal, że proces jest w Warszawie, bo bym nawet pielgrzymkę do sądu uczynił, by spektakl oglądać. Może zorganizujemy sekcyjną wycieczkę na ogłoszenie wyroku? ;)

sobota, 11 października 2008

Spotkanie organizacyjne

Zapraszam na spotkanie organizacyjne osoby zainteresowane działalnością w sekcji.
Wtorek, godzina 18.30, sala 302 na Brackiej (siedziba TBSP).

niedziela, 5 października 2008

Szybsza procedura patentowa?

Od ponad roku na świecie realizowany jest program, nazwany Patent Prosecution Highway (PPH), którego celem jest usprawnienie procedury udzielana identycznych patentów na różnych obszarach. W próbach uczestniczą urzędy patentowe z Kanady, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Korei Południowej, Japonii, Stanów Zjednoczonych oraz Europejski Urząd Patentowy. Obecnie roczny program pilotażowy uruchamiany jest przez EUP oraz urząd amerykański (US Patent and Trademark Office). Zgłoszenia patentowe zakwalifikowane do uczestnictwa w PPH mają otrzymać priorytet w rozpatrywaniu.

Więcej informacji:
- strona EUP
- strona USPTO
- artykuł na Out-law

środa, 24 września 2008

Nota copyrightowa większa od utworu

Do Polski dociera moda na gigantyczne noty copyrightowe. Rewelacyjny przykład w dzisiejszym internetowym wydaniu Rzeczpospolitej. Tekst o dwóch skierowanych przez Prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego ustawach - 5 linijek + 1 linijka leadu. Nota copyrightowa z prośbami i groźbami - 8 linijek. Całość znajdziecie tutaj.

Redakcji Rzeczpospolitej uprzejmie przypominam o treści art. 4 pkt 4 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

Art. 4. Nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego:
4) proste informacje prasowe.
Proste, to znaczy z reguły takie, przy których trudno wskazać na elementy pracy o charakterze twórczym (tak J. Barta, R. Markiewicz [w:] J. Barta, M. Czajkowska-Dąbrowska, Z. Ćwiąkalski, R. Markiewicz, E. Traple, Prawo autorskie i prawa pokrewne. Komentarz., wyd. IV, Kraków 2005). Nie wspominam tu już o prawie przedruku z art. 25 p.a., którego w myśl noty copyrightowej oczywiście nie ma. A zatem bezwstydnie i z pełną świadomością, wklejam ów "ściśle chroniony" tekst z Rzeczpospolitej:

Prezydent skierował wczoraj do Trybunału Konstytucyjnego dwie ustawy. Wystąpił o zbadanie zgodności z Konstytucją przepisów o zmianie ustawy o dokumentach paszportowych oraz ustawy o opłacie skarbowej, a także ustawy o zmianie ustawy o obrocie instrumentami finansowymi oraz niektórych innych ustaw (obie z 4 września 2008 r.)
Sosumi.

wtorek, 23 września 2008

Przegląd spraw zza Wielkiej Wody - cz. II

Tym razem parę słów o dwóch sprawach rozpatrywanych przed Sąd Dystryktowy dla Dystryktu Północnej Kalifornii (sądy dystryktowe to najniższe sądy w hierarchii sądownictwa federalnego w USA) wiążących się z mechanizmem notice & takedown, wprowadzonym do amerykańskiego systemu przez słynny DMCA (Digital Millenium Copyright Act). Mechanizm dotyczy w przeważającej mierze odpowiedzialności providerów za treść wprowadzony do serwisu przez użytkownika, jeżeli narusza on prawa wyłączne - np. filmu w YouTube. Warto o tym pisać i warto czytać, bo oparty na podobnej zasadzie mechanizm znajduje się w art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, implementującej dyrektywę 2000/31/WE.

Sprawa numer jeden została wytoczona przez użytkowniczkę YouTube, której klip przedstawiający małego synka tańczącego do piosenki Prince'a został zdjęty po interwencji Universal Music. Pani Lenz pozwała Universal na podstawie odpowiedniego przepisu DMCA, uznając zdjęcie klipu za niezgodne z prawem. Sąd przyznał jej rację stwierdzając, że działanie pani Lenz mieściło się w ramach fair use (w o g r o m n y m uproszczeniu - dozwolony użytek), nie uznając argumentów Universala, że ocenianie czy taka sytuacja ma miejsce nie pozwalałoby na szybkie przeciwdziałanie naruszeniom.

Linki: wyrok oraz kwestionowany klip (Boże drogi, ja ledwie słyszę, że w tle jest muzyka, a oni to chcieli zdejmować?!). Są także teksty na out-law i blogu Tomasza Rychlickiego, który zwraca uwagę na brak w prawie wspólnotowym przepisu takiego, jak ten, na którym oparła się pani Lenz.

Sprawa numer dwa dotyczy skuteczności owego takedown i obowiązków dostawcy. W sprawie IO Group vs. Veoh problemem było to, czy Veoh zagwarantował sobie wyłączenie odpowiedzialności (safe harbour), które może nastąpić jeśli provider tylko ułatwia publikację chronionego materiału przez kgooś innego, nie publikuje aktywnie i stosuje procedury szybkiego usuwania (takedown) po informacji o naruszeniu (notice). Dodajmy nieco pikanterii - IO to producent filmów pornograficznych, w dodatku - jak czytamy w pismach procesowych - wielokrotnie nagradzany za wysoką jakość produktów.

IO nie skorzystało z procedury zdejmowania materiałów, ale skierowało roszczenia prosto do sądu. Argumentem na poparcie tego posunięcia była rzekoma nieskuteczność procedur Veoh, ponieważ użytkownicy po interwencji mogli zakładać kolejne konta i ponownie rozpowszechniać chronione materiały. Sąd jednak uznał, że Veoh wypełnia wszystkie wymogi z DMCA, a badanie każdego filmu byłoby niemożliwe ze względu na ilość przetwarzanych danych i to, że nie wszystkie materiały (w tym te, o które chodziło IO) są sygnowane przez uprawnionego. Warto zwrócić uwagę na odpowiedź sądu na zarzut IO, że Veoh powinno badać każdy film, a jeśli nie jest w stanie, powinno albo zatrudnić więcej pracowników, albo przetwarzać mniej danych.

Sędzia Howard Lloyd stwierdził, że jest to mało subtelna sugestia, że jeżeli Veoh nie potrafi zapobiec zaistnieniu jakiegokolwiek naruszenia, nie powinno istnieć, a żądanie ograniczenia działalności jest sprzeczne z jednym z określonych celów DMCA, który miał ułatwić rozwój handlu elektronicznego, a nie zdusić go.

Nic dodać, nic ująć - zwyciężył zdrowy rozsądek i balans między sytuacją prawną uprawnionego, a sytuacją dostawców.

Linki: tekst na out-law oraz materiały z procesu.

Hari Puttar i Przegrana Sprawa Warnera

Z doniesień prasowych można w zasadzie wywnioskować tylko tyle, że Warner przegrał przed indyjskim sądem sprawę, która dotyczyła bollywoodzkiego filmu Hari Puttar, któremu zarzucano nadmierne podobieństwo do Harry'ego Pottera. Sąd orzekł, że nie może być tu mowy o wprowadzaniu w błąd. Trudno ocenić, jakie przepisy były podstawą orzeczenia, zwłaszcza biorąc pod uwagę specyficzny system prawny w Indiach, ukształtowany m.in. przez kolonialną historię kraju. Zgaduję, że były to regulacje o znakach towarowych, skoro jeden z twórców filmu w wypowiedzi dla prasy opowiada o rejestracji tytułu, choć równie dobrze mogą tu pasować przepisy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Więcej w: BBC, WSJ

poniedziałek, 22 września 2008

Hiszpańskie orzeczenie w sprawie linków do P2P

W 2006 r. w Hiszpanii aresztowano 15 osób prowadzących witrynę sharemula.com. Witryna oferowała linki popularnego klienta P2P eDonkey. Linki te umożliwiały użytkownikom dostęp do materiałów chronionych prawem autorskim. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego za sprawą koncernów multimedialnych takich jak Disney Company Iberia, Twentieth Century Fox, Warner, Universal. Sąd w Madrycie wyjaśnił, że oferowanie indeksów linków eD2k bądź torrent nie może być uznane za naruszanie praw autorskich. Na stronie Sharemula nie przechowywano materiałów chronionych prawem autorskim a jedynie "indeksowano linki", niezależnie od tego gdzie prowadziły. W oświadczeniu dodano także, że bez znaczenia jest czy Sharemula czerpała zyski z tej działalności czy też nie. Wyrok jest ostateczny i nie można go już zaskarżyć. Sprawa ta może mieć znaczenie dla innych serwisów tego typu jak The Pirate Bay czy Mininova, które są oskarżane na tych samych podstawach za łamanie prawa autorskiego.

Wyrok w języku hiszpańskim: http://derecho-internet.org/proyectos/procedimientos-libres/browser/defensa-webs-enlaces/resoluciones/formato-pdf

piątek, 19 września 2008

Program Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego „Patent PLUS Wsparcie patentowania wynalazków”

Nowe rozporządzenie w zakresie prawa patentowego mające na celu udzielenie wsparcia w związku z procedurą ubiegania się o ochronę patentową, weszło w życie dnia 12 września 2008r. Umożliwia ono uzyskanie rządowej dotacji w wysokości do 90% kosztów poniesionych w związku z przygotowaniem zgłoszenia patentowego. Dofinansowanie obejmuje m.in. koszty związane z pracą rzecznika patentowego. O dotacje mogą się ubiegać jednostki naukowe, uniwersytety, akademickie, inkubatory przedsiębiorczości, centra transferu technologii, centra doskonałości, parki technologiczne, konsorcja naukowe oraz przemysłowe, podmioty działające na rzecz nauki oraz fundacje wspierające transfer technologii i przedsiębiorczości.
Źródła prawa: Rozporządzenie Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego z dnia 12 sierpnia 2008r. w sprawie programu „Patent Plus – wsparcie patentowania wynalazków” (DzU nr 156, poz. 971).
Więcej na ten temat na stronie: http://www.nauka.gov.pl oraz http://www.law-now.com/

czwartek, 18 września 2008

Pseudonim jako dobro osobiste - wyrok opublikowany!

W serwisie orzecznictwo.net znalazł się wydobyty (dosłownie i za opłatą!) przez Tomasza Rychlickiego tekst uzasadnienia opisywanego już tu wyroku SN dotyczącego ochrony pseudonimu internetowego (tu: nazwy użytkownika na serwisie aukcyjnym) za pomocą przepisów o ochronie dóbr osobistych. Jest to wyrok z dnia 11 marca 2008 r., sygn. akt II CSK 539/07. Są również pierwsze komentarze.

środa, 17 września 2008

ZAiKS i tabulatury

Po raz kolejny prawo autorskie wkracza na obszar, który dotąd w Polsce raczej nie był z nim kojarzony, a jednocześnie robi to w sposób, który dotknie niemałej grupy ludzi. Chyba każdy, kto grał (albo próbował grać) kiedyś na gitarze korzystał z tabulatur, których najpopularniejszym źródłem są oczywiście strony internetowe. Tabulaturę można porównać do zapisu nutowego - w każdym razie mamy tu do czynienia z formą rozpowszechniania utworu muzycznego lub słowno-muzycznego.

Za granicą problem już się pojawił - dwa lata temu akcję zorganizowały amerykańskie OZZ. Teraz do administratorów polskich serwisów z tabulaturami zaczął pukać ZAiKS, oczywiście z uprzejmą prośbą o uiszczanie stosownych opłat licencyjnych i załączoną umową (co chyba można uznać za ofertę) - jak podają media, miałyby mieć one wysokość 10% wpływów (przy czym druga strona zaklina się, że żadnych nie ma), przy czym nie mniej, niż 1000 zł miesięcznie. Nie podano do wiadomości publicznej podstaw obliczenia tej kwoty, a odpowiedzi na pytanie nie sposób wydobyć z tabel wynagrodzeń umieszczonych na stronie ZAiKS.

ZAiKS żąda też informacji o statystykach odwiedzin, zestawień przychodów, a także oznaczania tabulatur (twórca muzyki oraz tekstu, wydawca albumu) - można domniemywać, że chodzi tu o realizację uprawnień z art. 105 ust. 2 p.a.

Jak zwykle - tego typu żądania każą się zastanowić, ile pieniędzy trafia z rąk OZZ do samych twórców i kogo (a raczej - czyj interes), tak naprawdę, w tej chwili chronią przepisy o prawie autorskim.

piątek, 5 września 2008

pokarm dla rybek

I jeszcze jedno doniesienie z tvn.24. Wrzucam, bo prócz etycznych wątpliwości związanych z karą śmierci itd. łączy się z dyskusją o granicach sztuki i może nawiązywać do pamiętnego, głodzonego zwierzęcia jako "dzieła sztuki". Tu chodzi o zwłoki skazanego na karę śmierci, które - zmrożone i pokruszone - mają służyć za pokarm dla rybek.

ZAiKS i SFP ukarane przez UOKiK

ZAiKS i SFP zostały ukarane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta ponadmilionową karą za "porozumienie eliminujące konkurencję" między tymi organizacjami. Zdaniem UOKiK, od 2003 roku obie organizacje współpracowały ze sobą, łamiąc prawo. ZAiKS i SFP od egzemplarza DVD pobierały opłatę w wysokości 8 procent ceny (lecz nie niższą niż sztywno określona wysokość). Ponadto stosowały sztywne zasady wynagradzania twórców, co prowadziło do wynagradzania twórców abstrahującego od poniesionych kosztów, wkładów pracy oraz zysków użytkowników komercyjnych.
Zdaniem prezes UOKiK Małgorzaty Krasnodębskiej-Tomkiel, "ZAiKS i SFP zawarły porozumienie, na mocy którego ustaliły jednolite, sztywne stawki za korzystanie z utworów audiowizualnych (np. filmów DVD) oraz odmówiły ich negocjowania. [...] zamierzeniem ZAiKS i SFP było wyeliminowanie konkurencji pomiędzy sobą, ze szkodą nie tylko dla przedsiębiorców (np. sprzedawców i wydawców prasy dodającej do gazet promocyjne egzemplarze DVD), ale także dla twórców i konsumentów". (za: tvn.24)


czwartek, 4 września 2008

(Nie?) jest Śpiochem! Kaczmarek vs. Kaczyński



Kolejna głośna sprawa o naruszenie dóbr osobistych w polskiej polityce. Były minister spraw wewnętrznych i administracji J. Kaczmarek pozywa byłego premiera J. Kaczyńskiego. Słynny Brat Prezydenta RP nazwał swego czasu swego byłego ministra "Śpiochem". W sumie ja też co chwilę wysłuchuję, że jestem Śpioch - może też wytoczę powództwo? ;-)

Leo Beenhakker pozwie o naruszenie dóbr osobistych


Nie cichnie dyskusja na temat powołań wysyłanych przez holenderskiego selekcjonera dla polskich piłkarzy. Głos zabrał, w dość brutalny sposób, jeden z polskich menadżerów piłkarskich zarzucając Leo, że zajmuje się "handlem żywym towarem" (czyli podbiera Panu Osuchowi - bo o nim mowa - robotę). Ciekawe jak sprawa się potoczy, o ile w ogóle znajdzie swój finał w sądzie; historia zdaje się rozwijać a wyżej wspomniany agent nie daje za wygraną.

wtorek, 2 września 2008

nowinki z Kenii...

Microsoft postanowił walczyć z piractwem poprzez obniżkę cen. W Kenii... Ale kierunek chyba słuszny :)

ugoda J. Oleksego i "Wprost"

Doszło do zawarcia ugody pomiędzy J. Oleksym a tygodnikiem "Wprost". Tu link. Tu zaś link do doniesienia o zamiarze wytoczenia powództwa. W sprawie interesować nas może pytanie, czy można publikować prywatne rozmowy. W drugim linku, pod koniec, znajdziecie argumentację redaktora naczelnego "Wprost", który twierdzi: 1. rozmowa Oleksego w momencie publikacji nie była już prywatna, bo wypłynęła do mediów (o ile pamiętam, wypłynęła poprzez portal wprost24), 2. jest to taka sama sytuacja, jak Adama Michnika i Lwa Rywina i ich "prywatnej" rozmowy (mimo że ta druga miała konsekwencje prawnokarne, co wyraźnie umyka autorowi porównania). Mec. Maciej Łuczak, pełnomocnik tygodnika wyjaśnia sens ugody w ten sposób, iż redakcja przyznaje, że Oleksy mógł poczuć się dotknięty, ale nadal stoi na stanowisku, że dopuszczalne jest publikowanie rozmów osób publicznych, w których wyrażają one inne stanowisko niż oficjalne (za gazeta.pl). Nie wiem, czy takie stanowisko nie jest zbytnią ingerencją w prywatność polityków, i tak już ograniczaną.

sobota, 30 sierpnia 2008

Amerykańskich pomysłów ciąg dalszy, czyli moda na pozywanie do sądu


Startujący we wrześniu nowy portal (WhoCanISue.com) to kolejny obok już istniejącego SueEasy.com pomysł na rozszerzenie absurdalnego orzecznictwa w USA i zalanie tamtejszych sądów bezsensownymi pozwami. Przynajmniej taki rysuje się obraz po przeczytaniu artykułu na wychacz.pl. Autor, niestety nieznany z imienia i nazwiska, podbudowuje swą tezę kilkoma efektownymi przykładami z amerykańskiej wokandy. Nie mam jednak wątpliwości, że na powyższe inicjatywy należy spojrzeć z nieco szerszej perspektywy. Mimo wszystko łatwy dostęp do sądów i profesjonalnej pomocy prawnej jest wartością samą w sobie. Internet jest do tego znakomitym narzędziem. Amerykańskie absurdy to moim zdaniem problem tamtejszego wymiaru sprawiedliwości i to on powinien je rozwiązać. Receptą nie jest nie składanie powództw a nie każda sprawa prowadzona przez pracowników portalu musi być pokroju Stelli Liebeck czy Amber Carson.

Podróbki rządzą światem, czyli uruchom wyobraźnię


W przytaczanym artykule autor ukazuje najciekawsze przykłady tzw. "podróbek". Ciężko w samym tekście znaleźć wiele odniesień do prawa własności przemysłowej, jednak przyda się trochę "praktyki" z przymrużeniem oka. Polecam.

artykul na onet.pl

Zajrzyjcie tutaj. Na marginesie informacji o ukaraniu Brytyjki za nielegalne ściągnięcie gry autor snuje rozważania o m.in. dystrybucji cyfrowej oraz o rozdawaniu gier za darmo, a czerpaniu dochodów np. z dodatków. Artykuł może być ciekawy także w kontekście dyskusji o przyszłości prawa autorskiego.

czwartek, 28 sierpnia 2008

Pseudonim w internecie jako dobro osobiste

Rzecz nie wydaje się być szczególnie kontrowersyjna (choć oczywiście to, czy konkretny pseudonim może podlegać ochronie, to inna sprawa), tym niemniej warto odnotować wyrok SN z 11 marca 2008 r., sygn. akt II CSK 539/07 z tezą: nazwa użytkownika, którą posługuje się osoba korzystająca z serwisu internetowego podlega ochronie prawnej na takiej podsta-wie, na jakiej ochronie podlega nazwisko, pseudonim lub firma.

wtorek, 26 sierpnia 2008

reklama na fasadzie a prawa mieszkańców

W tvn24.pl informacja o pozwie, który przy pomocy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zamierza złożyć jedna z mieszkanek bloku w Warszawie, na którego fasadzie umieszczono wielką reklamę. Wspólnota z reklamy czerpie spore zyski (w Krakowie podobnie jest z reklamami na kamienicach), mieszkańcom wypłacając 100 zł miesięcznie rekompensaty. Sprawa, jak stwierdziła Fundacja, precedensowa, z pewnością zaś ciekawa, bo ociera się o ochronę dóbr osobistych. W artykule prof. Osiatyński o takich dobrach, jak mir domowy, prawo do wypoczynku, do godziwych warunków życia wspomina, choć pozew chcą konstruować w oparciu o przepisy konwencji europejskiej...
Link

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Nowa dyrektywa o prawach pokrewnych - stanowisko Polski

Rzeczpospolita Polska uznaje zawarte we Wniosku argumenty dotyczące dążenia do poprawy sytuacji socjalnej artystów wykonawców, jednak postuluje kontynuowanie prac nad zmianą dyrektywy 2006/116/WE w tym zakresie. Jednocześnie, nie wyraża zgody na przyjęcie rozwiązania wskazanego we Wniosku - to jest wydłużenia ochrony artystów wykonawców i producentów fonogramów do 95 lat po publikacji - takie stanowisko przedstawił polski rząd, czyli chyba nie będziemy mieli do czynienia z takim drapaniem i gryzieniem w obronie status quo, jak to miało miejsce w przypadku dyrektywy o patentowaniu programów komputerowych. 95 lat może i nie, ale czy 80 lat ochrony artystyznych wykonań byśmy przełknęli? Kto wie. Chyba, że inicjatywą wykażą się ponownie polscy posłowie do Parlamentu Europejskiego.

Tymczasem - artykuł Adama Makosza w Gazecie Prawnej właśnie na ten temat.

Zupełnie na marginesie - odbyła się kompletnie niedorzeczna "debata" o polskim hymnie, którego wykonanie w oficjalnej olimpijskiej grze komputerowej biło Edytę Górniak i Jarosława Kaczyńskiego razem wziętych. Jak się okazuje, w Ministerstwie Kultury nadal funkcjonuje własność ogólnonarodowa (w dodatku praw autorskich), przynajmniej w opinii rzecznik Iwony Radziszewskiej. No, ale w końcu światowa histeria na punkcie własności intelektualnej sięgnęła już tego, że plagiat może dotyczyć nawet wykonania (sic!), aranżacje można ukraść (?!?!?!?!)... Wszystkie te kwiatki - na, poza tym nie do zdarcia, zczuba.pl.

sobota, 23 sierpnia 2008

Internet "za free" w USA

W dzisiejszej "Gazecie" ukazał się ciekawy artykuł na temat projektu Kevina Martina, szefa Federalnej Komisji Łączności (FCC). Co powiecie na bezpłatny i (co istotne) szybki internet dla wszystkich? Czy to możliwe również w Polsce (i dlaczego nie ;-))? Z tego co się jednak orientuję pomysł nie jest Amerykański a Skandynawski... Link do artykułu

piątek, 22 sierpnia 2008

spokojny sen sąsiadów :)

Pozwalibyście kochanków o naruszenie dóbr osobistych? :)

na marginesie nowych technologii

Dwa artykuły z serwisu tvn24.pl:
- o fałszywych kolejkach, które Orange ustawił, by podsycić atmosferę oczekiwania na iPhone'a
- o bublowatości czy technologicznej nieatrakcyjności nowego produktu. Pojawiają się też głosy, że dla dużo bardziej zaawansowanych technologicznie Europejczyków produkt Apple'a wcale nie będzie stanowił takiej atrakcji, jak dla Amerykanów, bo przyzwyczaili się oni (Europejczycy) do kanałów komunikacji, które dla Amerykanów pozostawały dotychczas niezbadane...

głos w dyskusji na łamach "Rzeczpospolitej"

W gazecie od jakiegoś czasu toczy się "dyskusja" (albo ma miejsce wymiana poglądów) na temat legalności p2p itd. We wczorajszym wydaniu głos w dyskusji zabrał Kuba Chwalba, były przewodniczący naszej sekcji, a obecnie asystent w Instytucie Prawa Własności Intelektualnej. Link do jego artykułu. Autor, prócz wykazania, że samo ściąganie (bez udostępniania) filmów czy muzyki nie może zostać nazwane kradzieżą czy piractwem, sugeruje również sposoby rozwiązania obecnej, niezgodnej z prawem europejskim, sytuacji.

środa, 6 sierpnia 2008

kabaret kontra PiS - cdn.

Onet.pl, a ja za onetem, wraca do sprawy wykorzystania podczas konwencji PiS-u piosenki Donald marzy Kabaretu pod Wyrwigroszem. Rzecznik partii uparcie powtarza, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, opłaty licencyjne zostały wniesione, dokumenty z ZAIKS-u to potwierdzają. Kabaret, moim zdaniem słusznie, podnosi, że nie o opłaty tu idzie, a o dobra osobiste. Jeden z członków grupy zauważa, że jakiekolwiek asocjacje z partią polityczną (a mogły przecież takie powstać) są dla formacji zabójcze. Wracam jednak do sprawy nie ze względu na ten spór, a kwalifikację "piosenki" kabaretu Donald marzy. Bo czy to jest parodia? Czy to przerost formy nad treścią, gdzie ostrze ironii wymierzone jest w wykonawcę, styl itd., czy też może po prostu przejęcie muzyki, postaci, zachowań, przy zmianie wyłącznie warstwy słownej, mające szydzić/ironizować z D. Tuska? A jeśli tak, to chyba słusznie w tym doniesieniu onetu członek grupy kabaretowej zwraca uwagę, że prawa autorskie mają co najwyżej do swojego tekstu.

wtorek, 5 sierpnia 2008

Nowa dyrektywa o prawach pokrewnych?

28 lipca 2008 r. Sekretariat Generalny Rady UE przekazał Polsce dokument zawierający Wniosek dotyczący dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady zmieniającej dyrektywę 2006/116/EC Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie czasu ochrony prawa autorskiego i niektórych praw pokrewnych. W notatce na stronie Ministerstwa Kultury (opublikowanej tam dziś) nie ma o tym słowa (powtórzono jedynie ze wstępu uzasadnienia "poprawę socjalnej sytuacji artystów wykonawców"), ale w istocie ta poprawa polega na wydłużeniu czasu ochrony dla artystów wykonawców oraz producentów fonogramów z 50 do 95 lat. - pisał kilka dni temu Piotr Waglowski w swoim serwisie. Zamieścił też fragment projektowanych przepisów. Wynika z nich, że wydłużenie dat dotyczyłoby tylko (zbytek łaski?) nadal chronionych wykonań i fonogramów. Nietrudno przy tym zauważyć, że 95 lat to dużo dłużej, niż 70 lat, wprowadzone dla majątkowych praw autorskich dyrektywą 93/98/EWG (choć w praktyce różnice chyba nie byłyby aż ogromne, skoro czasu ochrony dla praw pokrewnych nie obliczamy według daty śmierci twórcy).

Nie wiem, co tu bardziej przeraża - sam pomysł, czy metody jego wprowadzania. Nie znam się na tyle na europejskich procedurach tworzenia prawa, żeby stwierdzić, czy taka długość konsultacji to standard, czy wyjątek. Jeśli to standard, to oczywiście zły. Jeżeli jednak to wyjątek, to zachowanie takie należałoby ocenić przynajmniej jako niestosowne.

Na szczęście to dopiero początek - warto tu przypomnieć, że dyrektywa o patentowaniu programów komputerowych padła w Parlamencie Europejskim. Zobaczymy, czy lobby chcące uniknąć utraty kontroli nad nagraniami Beatlesów okaże się silniejsze, niż lobby software'owe...

wtorek, 29 lipca 2008

wirtualny napad

"Wyborcza" donosi dziś na pierwszej stronie o "napadzie" na sklep internetowy Max24.pl, który swą siedzibę ma w Nowej Soli (a więc po sąsiedzku, w woj. lubuskim, gdzie teraz siedzę :) ). Przy okazji Z. Domaszewicz, autor artykułu, opisuje trudności w wykrywaniu tego typu "ataków", próbuje naświetlić ich skalę. Zwraca też uwagę, że proceder ten, uprawiany przez konkurencję czy dla zabawy, staje się coraz większym problemem (chyba truizm).

środa, 23 lipca 2008

Przegląd spraw zza Wielkiej Wody

Zanim dokończę temat kolorów w roli znaków towarowych, kilka ciekawostek (?) z USA.

Na pierwszy ogień, sprawa którą wytoczył słynny Naked Cowboy, paradujący po Times Square, producentom czekoladek M&M's czyli firmie Mars Inc. W reklamie M&M's pojawiła się postać podobna do NC, a Robert Burck zarejestrował stosowne znaki handlowe. Teraz żąda zapłaty 6 mln dolarów.

Zastanawiam się, czy podobna rejestracja miałaby szansę w Polsce. Bo czym jest Naked Cowboy? Produktem? Usługą? Prędzej można by tu mówić o naruszeniu prawa do wizerunku...

Drugie danie to sprawa znacznie świeższa, dotycząca gadżetów z logo Partii Republikańskiej, produkowanych przez CafePress. Partia twierdziła, że jest to naruszenie jej znaku towarowego, czyli słynnego słonika. Zanim doszło do procesu, strony zawarły swoistą ugodę - Republikanie będą udzielali licencji na użycie swojego logo (!).

W kwestii ewentualnego przełożenia na prawo polskie, polecam komentarz Olgierda Rudaka, który twierdzi, że skoro partie polityczne nie mogą prowadzić działalności gospodarczej, a tylko przedsiębiorca może zarejestrować znak towarowy, nie ma mowy o takiej sytuacji w Polsce. Z drugiej strony, przypominają się od razu problemy dotyczące "opłat za logo partii", pobieranych przez Samoobronę, które przemknęły gdzieś na uboczu głośnej afery wekslowej. Poza tym, czy nie można sobie wyobrazić rejestracji stosownego znaku przez kogoś, kto później udzieli partii wyłącznej licencji? Na koniec zostaje kwestia prawa autorskiego.

P.S. Tak, ja zaglądam.

wtorek, 22 lipca 2008

artykuł w g. wyborczej

W "Gazecie Wyborczej" z 21 lipca 2008 ukazał się artykuł Jarosława Lipszyca na temat prawa autorskiego, a ściślej na temat zmian, jakim powinno prawo autorskie ulec, by choć w części dostosować się do m.in. rozwoju technologii. Choć postulaty słuszne (i wcale nie nowe), to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że z obecnego prawa autorskiego robi się worek treningowy, w który wali się ze wszystkich możliwych stron, bo nie przystaje do obecnej rzeczywistości.

Link do artykułu


PS. Ktoś bywa tu czasem?

sobota, 12 lipca 2008

opłaty od odtwarzaczy przenośnych

W Japonii upadł pomysł wprowadzenia opłat od odtwarzaczy przenośnych. Nie udało się wypracować kompromisu pomiędzy producentami urządzeń, producentami płyt a rządem. Z ulgą podobno odetchnęli konsumenci i producenci urządzeń, ci ostatni podnosili słusznie - zdaniem autora artykułu na portalu interia.pl - że nie mogą ponosić odpowiedzialności za sposób użytkowania ich produktów przez nabywców.
Link do artykułu: http://nt.interia.pl/audio-wideo/news/podatek-od-odtwarzacza-mp3,1144820
Wrzucam, bo dyskusja na temat "zamienników" tradycyjnych opłat trwa i trwać powinna, w czasach tak masowego i swobodnego obrotu "dobrami intelektualnymi" trudno egzekwować należne autorom wynagrodzenie. Zwłaszcza, że internet, co naturalne i oczywiste, przyspiesza i rozwija się.

środa, 9 lipca 2008

ZAiKS i VAT?!

http://manager.money.pl/hitech/artykuly/artykul/6,0,353798.html?p=md#

co o tym myślicie...?

sobota, 31 maja 2008

i jak tu nie kochać polskich polityków/urzędników?

http://wiadomosci.onet.pl/1759677,11,item.html

sobota, 26 kwietnia 2008

Światowy Dzień Własności Intelektualnej

To dziś, 26 kwietnia. Zgodnie z założeniami WIPO, ma być świętem "kreatywności".

Obchody w Polsce - konferencje. Pierwsza to organizowana przez Polski Urząd Patentowy Jak przeciwdziałać piractwu intelektualnemu?", a druga, to impreza Creative Common Polska oraz naszych kolegów i koleżanek z koła naukowego na UW: "Czy wolna kultura jest legalna? Licencje Creative Commons w polskim prawie autorskim". Kreatywność gdzieś w tle. W sumie - koncentrujemy się wokół "legalności", przy czym obydwie strony konfliktu (bo to chyba tak trzeba nazwać) uważają się za oblężoną twierdzę.

Legalność to ciekawe słowo. VaGla bardzo często zwraca uwagę na stosowanie go przez media, OZZ-y i Policję w formie przymiotnika.

Rozpowszechnianie "nielegalnych plików"? To co tu w zasadzie jest zakazane przez prawo - plik czy stworzenie możliwości dotarcia do niego przez nieokreśloną liczbę osób? "Zjawisko udostępniania nielegalnych tłumaczeń do filmów", o którym pisze Rzeczpospolita? To już nie jest tak, że zgodnie z art. 2 prawa autorskiego, samo stworzenie utworu zależnego nie wymaga zezwolenia twórcy?

Może to prosta pomyłka, ignorancja. Może to skrót myślowy. Może to podświadome, niespełnione marzenia tych, którym zależy na jak najszerszej ochronie praw na dobrach niematerialnych, w myśl tytułu jednego z paneli konferencji PUP: "Własność intelektualna to też własność" (sic!).

A może ktoś po prostu chce wprowadzić odbiorcę w błąd, licząc - nie bezzasadnie - że ten uwierzy.

poniedziałek, 14 kwietnia 2008

Na onecie tłumaczenie artykułu z "The Guardian" nt. nielegalnego kopiowania płyt i obiegu muzyki w Internecie. W nim próba ukazania skali zjawiska. Może skłaniać do nienowego dziś wniosku, by problem, którego nie można w zasadzie rozwiązać (opanować), spróbować uregulować w sposób podobny jak przy urządzeniach reprograficznych.
http://muzyka.onet.pl/10172,1480742,wywiady.html

czwartek, 3 kwietnia 2008

Kolory i znaki towarowe (cz. I - magenta)

O tym, czy pojedynczy kolor może być objęty ochroną jako znak towarowy, można pisać długo i zapewne ten temat w niedługim czasie zagości na łamach naszego bloga. Tymczasem warto wspomnieć o sprawie, która cały problem wywołała na "masowe" światło dzienne, czyli praw do koloru magenta, jakie rości sobie Deutsche Telekom.

Magenta to kolor, którego nazwa pochodzi od miejscowości Magenta we Włoszech, pod którą miała miejsce jedna z ważniejszych rzeźni XIX wieku, czyli bitwy, w której wojska Francji i Piemontu pokonały wojska Austrii.

Magenta magencie nierówna, jednak najpopularniejsza jej forma - słynne M w palecie CMYK (czyli Cyan, Magenta, Yellow, Key) - stosowana jest przez wiele podmiotów gospodarczych w szeroko rozumianej oprawie graficznej. Jednym z największych, a może i największym z nich, jest Deutsche Telekom, a konkretniej operator komórkowy T-mobile. I właśnie T-mobile zawarł na swojej stronie internetowej bardzo interesującą notę.

T-MOBILE, the T-MOBILE logo, T-ZONES, the T-ZONES design, the HOTSPOT design, T-MOBILE MDA, T-MOBILE SDA, T-MOBILEWEB, the WORLDCLASS logo, the “digits” design, the T-MOBILE acoustic logo, and the color magenta are registered and/or unregistered trademarks of Deutsche Telekom AG in the US and/or other countries.

A więc "...kolor magenta...zarejestrowanymi lub niezarejestrowanymi znakami handlowymi..." Nie byłoby w tym nic zaskakującego (czymże jest pisanie o kolorach, skoro niektórzy zabraniają linkować do siebie?!), ale T-mobile nie poprzestało na tym. W liście do Weblogs Inc., prowadzącej serwis engadgetmobile.com, czytamy:

...Deutsche Telekom i jej cała grupa, w tym firmy T-mobile na całym świecie, używały od wielu lat koloru magenta jako elementu odróżniającego przedsiębiorstwo i tworzącego markę. Tym samym [DT] ma prawo do ochrony wynikającej ze znaku towarowego na tenże kolor w związku z jej produktami i usługami w wielu państwach świata.


I dalej:

Aby uniknąć jakichkolwiek pomyłek konsumentów, dotyczących sponsorowania lub pochodzenia Państwa serwisu, bylibyśmy wdzięczni za usunięcie koloru magenta z logo Engadget Mobile i zaprzestanie używania tego koloru na Państwa stronie internetowej w formie typowej dla znaków towarowych.

Cały list, datowany na 20 marca 2008, kończy się wezwaniem do odpowiedzi w ciągu dwóch tygodni. Weblogs Inc. nie jest jedyną spółką "proszoną" o taką współpracę, skoro powstała już (zapewne nie do końca "społeczna") akcja Free Magenta, dotycząca podmiotów holenderskich.

Sprawa, jak już pisałem, dotyka szeregu ciekawych kwestii - np. problemu zdolności odróżniającej i powszechnie znanych znaków towarowych. O tym, a także o rozwoju sprawy (jeśli takowy będzie), w kolejnych notkach

Ambasada Polski w Izraelu chce usunięcia klipów Bubla z YouTube

Ambasada Polski w Izraelu domaga się od YouTube usunięcia z portalu antysemickich klipów Leszka Bubla. Więcej tutaj: http://wiadomosci.onet.pl/1722770,12,item.html


niedziela, 16 marca 2008

Wyrok w sprawie raportu WSI

Wyrok dotyczy informacji zawartych w raporcie z weryfikacji WSI. Dokument wskazywał działalność Jerzego M. Nowakowskiego jako przekraczającą zakres współpracy w ramach obronności państwa i bezpieczeństwa wojska.
Warszawski Sąd Okręgowy orzekł, że dobra osobiste powoda zostały naruszone przez bezprawne działanie pozwanego (MON). Sąd jednocześnie nie przyjął argumentacji Ministerstwa, iż nie ma legitymacji w procesie, bo komisja weryfikacyjna WSI nie podlegała MON, zaś jej prace i raport przygotowywano na podstawie specjalnej ustawy. W uzasadnieniu sędzia wskazywał, że rzetelna procedura legislacyjna w państwie prawa winna gwarantować możliwość obrony interesu jednostki, Nowakowski nie mógł zaś zapoznać się z materiałami na temat swojej osoby, ani tym bardziej odwołać się do organu wyższego stopnia. Sędzia, nawiązując do słów reprezentanta projektodawcy (Prezydent RP) - Aleksandra Szczygło, iż każda osoba będzie "mogła wystąpić na drogę sądową", stwierdził: "Jeśli przyjąć takie założenie projektodawcy, to w tym postępowaniu przedstawiciel państwa polskiego nie może się powoływać na to, że sąd cywilny jest pozbawiony niejako merytorycznej oceny tej sprawy". Sąd wspomniał również o ostrzeżeniach RPO, iż osoby wskazywane w raporcie nie mają prawnych możliwości kwestionowania jego zapisów, ich korygowania i prostowania oraz odwoływania się.
Sąd dał wiarę zeznaniom powoda, bowiem MON nie ujawniło tajnych materiałów źródłowych WSI.
Sąd orzekł, że publicyście należą się przeprosiny na pierwszych stronach "Gazety Wyborczej", "Rzeczpospolitej" i "Dziennika", w oświadczeniu nie mniejszym niż 1/20 strony, za "nieprawdziwe informacje" z raportu na temat powoda oraz wpłatę dlań 30 tys. zł zadośćuczynienia. MON ma też zwrócić powodowi 4,8 tys. zł kosztów procesu. Orzeczenie jest, oczywiście, nieprawomocne.
(na podstawie: informacji tygodnika "Wprost")
Minister Bogdan Klich zapowiedział, że ewentualna apelacja dotyczyć będzie części finansowej. Jeśli zaś orzeczenie w tym zakresie nie zostanie zmienione, zapowiedział kroki prawne wobec Antoniego Macierewicza.

piątek, 14 marca 2008

p4p - alternatywa dla p2p

Verizon Communications, przy współpracy z inżynierami z Yale, ma zamiar polepszyć ściąganie plików za pomocą programów p2p, stosując "inteligentne przekierowanie", które zmniejszy przeciążenie sieci i przyspieszy transfer. Różnica polega na tym, że p4p ściąga "najbliżej" dostępne pliki, podczas gdy p2p sięga po fragmenty plików z losowo wybranych IP. To oznacza większą szybkość i niższe koszty dla operatora.

Źródło: interia.pl
Linki: http://p4ptech.com/