czwartek, 24 grudnia 2009

Przegrana Microsoftu w sprawie naruszenia patentu.

Microsoft przegrał ostatecznie apelację odnośnie naruszenia patentu kanadyjskiej firmy i4i.
Cała sprawa dotyczyła nielegalnego użycia przez Microsoft języka XML w pakiecie Office, a dokładniej w programie Word. Język ten używany był w plikach DOCX, DOCM oraz w samym formacie XML.

Pierwszy wyrok zapadł w Teksasie na kwotę 200 milionów dolarów na korzyść firmy i4i. Microsoft od tego wyroku się odwołał, ale ostatecznie przegrał i sąd apelacyjny w Waszyngtonie zasądził jeszcze większą kwotę w postaci 290 milionów dolarów.

Gigant z Redmond musi wycofać ze sprzedaży wersje pakietu Office 2007 zawierające XML do 11 stycznia 2010 roku. Z tego, co mi wiadomo, wypuszczona została dodatkowa łatka dla użytkowników usuwająca dany język programu.

Szkoda tylko, że mała firma, która chciała chronić swoją technologię i odpowiednio na niej zarobić, została w ten sposób potraktowana przez Microsoft, który zdominował rynek związany z użyciem języka XML.

Więcej na ten temat - Bloomberg

oraz ZDNET

Treść wyroku tutaj

oraz wcześniejsza instancja.

piątek, 18 grudnia 2009

Na marginesie ugody Google - przegrana we Francji

Google przegrał proces wytoczony we Francji przed jednego z wydawców. Roszczenie dotyczyło, a jakże, zamieszczenia licznych fragmentów książek chronionych prawem autorskim w serwisie Google Books. Już słyszałem w mediach, że wyrok jest "precedensowy". Może i jest - o tyle, że ktoś się korporacji dobrał do skóry, bo zwłaszcza na gruncie systemu droit d'auteur rozpowszechnianie w ten sposób utworów bez licencji po prostu nie ma szans się obronić. Zasądzono odszkodowanie w wysokości $300.000. Wyrok jest nieprawomocny, ale ma klauzulę natychmiastowej wykonalności.

Ciekaw jestem, na ile projekt Google Books jest obliczony biznesowo w taki sposób, że podobne procesy i odszkodowania są "wliczone w koszty". A może inaczej - na ile koszty te są niższe od wpływów, bo co do takiego założenia leżącego u podstaw całej inicjatywy, mimo wielu dumnych deklaracji o "dostępie do dziedzictwa kulturowego", chyba nie powinno się mieć wątpliwości.

Więcej:
- artykuł w NYT.

Aktualizacja - znalazłem treść wyroku, jest do pobrania tutaj (po francusku).

środa, 9 grudnia 2009

Kolejna (czyli druga) sprawa RIAA przeciwko użytkownikowi p2p

Jak dotąd prawie wszyscy użytkownicy oprogramowania peer-to-peer akceptowali proponowane przez RIAA (czyli amerykańską organizację zrzeszającą producentów nagrań) ugody, opiewające na kilka tysięcy dolarów. Prawie, bo dwoje zdecydowało się na proces. Pierwszy wyrok był głośny i skończył się zasądzeniem prawie dwóch milionów dolarów ustawowego odszkodowania (statutory damages) za udostępnienie 24 piosenek. W lipcu ława przysięgłych wydała werdykt w innej sprawie, tym razem opiewający na $675 .000 za 30 piosenek. Do tego doszedł sądowy zakaz (injunction) dalszego rozpowszechniania. Sąd odrzucił argumenty odwołujące się do doktryny fair use. Co ciekawe, oddalił jednak wniosek o sądowy zakaz promowania oprogramowania do dzielenia się plikami, uzasadniając to ochroną wolności słowa.

Cały czas otwarte są pytania o konstytucyjność tak wysokich odszkodowań ustawowych. Warto tu dodać, że minimalna wysokość odszkodowania wynosi w myśl Copyright Act $750, co przy 30 piosenkach daje nieco ponad $22.500. W tej konkretnej sprawie wysokość ugody zaproponowanej przez RIAA to $3.000.

Więcej:
- podsumowanie sprawy na blogu Copyrights & Campaigns,
- artykuł w Wired,
- rozważania sądu o fair use,
- decyzja w sprawie sądowego zakazu.

sobota, 5 grudnia 2009

IP Student - warsztaty - II edycja

Zapraszamy do udziału w drugiej edycji projektu "IP Student" – cyklu bezpłatnych warsztatów z prawa własności intelektualnej organizowanych przez TBSP UJ we współpracy z Instytutem Prawa Własności Intelektualnej UJ i kancelariami prawniczymi.

Warsztaty poprowadzą wybitni specjaliści: pracownicy naukowi oraz praktycy, na co dzień związani z zagadnieniami IP. Wśród nich znajdą się m.in.: Ryszard Markiewicz, Janusz Barta, Elżbieta Traple, Tomasz Targosz, Marek Bukowski, Jarosław Sroczyński, Xawery Konarski.

Zajęcia adresowane są osób szczególnie zainteresowanych prawem własności intelektualnej. W warsztatach brać będzie udział stała grupa 30 studentów co pozwoli na ich aktywny udział poprzez dyskusje podczas zajęć, analizę kazusów czy przygotowywanie artykułów wprowadzających.

Warsztaty pozwolą także na rozwinięcie praktycznych umiejętności prawniczych, takich jak pisanie umów i sporządzanie pism procesowych. Uczestnicy warsztatów będą otrzymywali materiały za pomocą listy dyskusyjnej, a zaliczenie zajęć będą potwierdzały certyfikaty uczestnictwa w warsztatach.

Szczegóły oraz rejestracja na stronie www.ipstudent.tbsp.pl.


niedziela, 29 listopada 2009

Zebrania naukowe

Po prawej stronie pojawiła się ramka, w której będziemy umieszczać informacje o nadchodzących zebraniach naukowych Sekcji. Zapraszamy serdecznie wszystkich - zarówno dopiero zaczynających przygodę z prawem własności intelektualnej, jak i "głębiej" zakorzenionych w tej problematyce!

czwartek, 19 listopada 2009

Sprawa siostry Faustyny

Zbierałem się do napisania tej notki od jakiegoś czasu, ale dyskusja na łamach Rzeczpospolitej wciąż się toczy i zaczynam mieć wrażenie, że wreszcie zaczyna krążyć wokół sedna. Sprawa dzienniczka św. Faustyny Kowalskiej jest kontrowersyjna od początku tego roku - Kościół usilnie stara się zachować monopol prawnoautorski na dzienniczek, o czym pisałem już w styczniu. Problem niedawno odżył za sprawą nie byle kogo, bo prof. Jana Błeszyńskiego. Jego artykuł w "Rz" z 6 października zawiera śmiałą tezę, którą pozwolę sobie zacytować: "„Dzienniczek” św. Faustyny w rękopisie nie został nigdy opublikowany. Ukazały się dwie edycje książkowe. W świetle prawa autorskiego stanowią one opracowania, wydane zresztą za zgodą uprawnionych z tytułu prawa autorskiego do oryginału. Były to więc odrębne od oryginału-rękopisu utwory. „Dzienniczek” w wersji oryginalnej, ze względu na swoją pierwotną formę (m.in. wobec tego, że był pisany w wizji św. Faustyny bez znaków przestankowych i jakichkolwiek korekt), wymagał opracowania".

Z tezą tą podjęli polemikę Krzysztof Siewicz ("Rz" z 20 października): "Prof. Jan Błeszyński twierdzi z kolei, że wydana drukiem wersja „Dzienniczka” jest opracowaniem rękopisu św. Faustyny (miało dojść m.in. do korekty interpunkcji). Istotnie, jeżeli doszło w ten sposób do twórczej ingerencji, to powstał odrębny od oryginału przedmiot ochrony (opracowanie)" i Damian Flisak ("Rz" z 19 listopada). Temu ostatniemu należy się hołd za wskazanie istoty problemu: "Działania osób opracowujących rękopis św. Faustyny miały charakter porządkująco-redakcyjny. Bezładne stylistycznie notatki świętej, poczynione w atmosferze religijnego uniesienia, zostały uporządkowane, wyeliminowano zbędne powtórzenia, błędy ortograficzne, wstawiono znaki przestankowe, rozwinięto pewne skróty. Krótko mówiąc, przekaz świętej uczyniono bardziej zrozumiałym. Moim zdaniem co do zasady czynności tego rodzaju nie powinny być uznawane za twórcze."

Bo czy opracowanie polegające na przepisaniu z rękopisu i poprawieniu interpunkcji jest twórcze? Orzecznictwo sądowe nie mówi "nie", mimo dość jednoznacznych wypowiedzi doktryny sprzeciwiających się takiemu poglądowi. Polecam tu wyroki SN: z dnia 23 czerwca 1936 r., 1 K 336/36 i z 25 marca 2004 r., II CK 90/03 oraz wyrok SA w Warszawie z dnia 16 listopada, 1993 r., I ACr 698/93. Wszystkie są w moim przekonaniu przynajmniej kontrowersyjne, przyznając autorskoprawną ochronę krytycznym edycjom dzieł literackich (por. art. 99[2] p.a.), ale jednoznacznie podkreśla się w nich, że edycja taka musi mieć charakter twórczy. O opracowaniach to samo pisał zresztą prof. Jan Błeszyński, zarówno w swojej książce Tłumaczenie i jego twórca w polskim prawie autorskim, jak i w artykule opublikowanym w księdze pamiątkowej ku czci prof. Czachórskiego.

A co mamy w przypadku dzienniczka, dostępnego tutaj? Moim zdaniem mamy niewątpliwą ochronę prawnoautorską przypisów i wstępu. Cała reszta...cóż, gdyby wyrok z 25 marca 2004 dotyczył nie "Zemsty" i "Ślubów panieńskich" w opracowaniu prof. Inglota, ale dzienniczka św. Faustyny, pewnie byłby taki sam. I tak samo nietrafny. W Polsce ochronę prawnoautorską przyznajemy za twórczość, nie za sweat of the eyebrow, więc z całym szacunkiem za nakład pracy polegający na rozwinięciu niedokończonych wyrazów i poprawieniu błędów gramatycznych czy interpunkcyjnych - to jeszcze nie czyni opracowania.

Ugoda Google po nowemu

13 listopada opublikowano nową wersję Ugody Google. Obejmuje ona tylko książki wydane w USA, Kanadzie, Australii i Wielkiej Brytanii. Poza tym dopuszczono do digitalizacji firmy inne, niż Google i przewidziano powołanie "nadzorcy" dzieł osieroconych. Nowy tekst można pobrać u źródła, czyli stąd.