niedziela, 4 października 2009

Minitrue.com - Amazon płaci za skasowane dane z Kindle

Ciąg dalszy sprawy skasowania utworów George'a Orwella z czytników Kindle. Otóż Justin Gawronski, czyli chłopak, który razem z 1984 stracił swoje notatki i pracę domową, postanowił pozwać amazon.com. Zawarto ugodę, na mocy której otrzyma on 150.000 USD (nie chce ktoś skasować mojej magisterki?). Do sieci trafił tekst ugody - poniżej tłumaczenie fragmentu:

Amazon nie skasuje zdalnie ani nie zmodyfikuje Utworów [licencjonowanych - przyp. BW] z Urządzeń [Kindle- przyp. BW] zakupionych i używanych w Stanach Zjednoczonych, chyba że: (a) użytkownik wyrazi zgodę na skasowanie lub modyfikację; (b) użytkownik zażąda zwrotu pieniędzy za Utwór lub w inny sposób nie zapłaci za Utwór (np. jeśli karta kredytowa lub debetowa nie przyjmie płatności); (c) decyzja sądowa lub administracyjna [uproszczenie, chodzi o regulatory order - przyp. BW] nakaże skasowanie lub modyfikację; lub (d) skasowanie lub modyfikacja jest rozsądnie konieczna dla ochrony konsumenta lub działania Urządzenia, albo sieci przez którą komunikuje się Urządzenie (np. w celu usunięcia szkodliwego kodu umieszczonego wewnątrz kopii Utworu pobranej na Urządzenie). Postanowienia niniejszego paragrafu nie mają zastosowanie do (a) aplikacji (zarówno tworznej lub oferowanej przez Amazon, jak i podmioty trzecie), programów komputerowych lub innego kodu; (b) treści przemijających, takich jak blogi; lub (c) treści, co do których wydawca ma zamiar dokonywać aktualizacji lub zastępować je nowszymi, w miarę jak stają się dostępne. W odniesieniu do prenumeraty gazet i czasopism, żadne postanowienie niniejszego paragrafu nie zakazuje obecnie stosowanej praktyki, zgodnie z którą starsze wydania są automatycznie kasowane z Urządzenia w celu uzyskania miejsca na nowsze wydania, o ile użytkownik Urządzenia sam nie zapisze starszych wydań.

Wygląda to całkiem rozsądnie, choć zaciekawił mnie fragment dotyczący prawa zdalnego usuwania szkodliwego kodu - czy to kaprys Amazon, czy naprawdę jest to konieczne dla urządzeń działających w modelu cloud computing.

Więcej:
- treść ugody (*.pdf),
- artykuł na techflash.com.

Wysyłanie reklam przez Bluetooth – co to jest?

http://prawo.vagla.pl/node/8411 – tam artykuł dotyczący rozsyłania reklam za pośrednictwem technologii Bluetooth. Pomysł jest taki: w zatłoczonym miejscu, np. galerii handlowej, specjalny nadajnik wysyłający reklamy wszystkim tym posiadaczom telefonów komórkowych z włączonym Bluetooth-em, którzy znajdą się w jego zasięgu.
I wszystko cacy, poza tym, czego dowiemy się z komentarzy do tego artykułu (zwłaszcza użytkowników opi oraz Tomasz Topa). A mianowicie taki nadajnik w ogóle nie wyśle reklamy użytkownikowi bez jego uprzedniej zgody na przyjęcie takiej reklamy. Czyli rozważanie problemu spamu (niezamówionej informacji handlowej skierowanej do oznaczonego odbiorcy za pomocą środków komunikacji elektronicznej – art. 10 ust. 1 u.ś.u.d.e.) raczej odpada. Innymi słowy: jeśli dostajemy spam na maila, to znajduje się w naszej skrzynce czy tego chcemy czy nie, można ewentualnie stosować jakieś filtry antyspamowe. Natomiast z Bluetooth-em jest tak, że jeśli nadajnik zechce wysłać reklamę, to na ekranie telefonu jej (zamierzonego) adresata pojawi się zapytanie, czy odebrać dane z tego nadajnika, jeśli klikniemy „nie”, to reklama w ogóle nie zostanie wysłana... Sam to ostatnio testowałem, w układzie telefon + komputer. Chociaż Piotr Waglowski w swoim komentarzu z 24.03, godz. 22:23, pisze, że już sam taki komunikat systemowy jest spamem... Ale czy nie należy prywatności (naruszanej takim komunikatem) oddzielić tu od samej informacji handlowej, przesyłanej dopiero po akceptacji komunikatu? Albo inaczej: czy reklamą jest już samo pytanie jej potencjalnego adresata czy chce ją zobaczyć (np. gdy nadajnik wysyłający, jeśli to technicznie możliwe, ma identyfikację zmienną w zależności od wysyłanej reklamy i już w komunikacie systemowym użytkownik telefonu dowiaduje się jakiego producenta / towaru ma to być reklama)? Ciekawa bardzo jest opinia w tych kwestiach Pawła Litwińskiego, a także Zbigniewa 'zibi' Jarosika dotycząca podobieństwa rozsyłania informacji handlowej przez e-maila i bluetooth-a.

piątek, 2 października 2009

przekręty aukcyjne - dalszy ciąg

Serwisy aukcyjne dają ogromne pole do popisu dla przeróżnych kombinatorów. Można wszak dostać nie taki towar, można w ogóle towaru nie dostać, można sztucznie budować reputację itd. itd., można też podszyć się pod kupującego, założyć podobny e-mail, wysłać po paru godzinach wiadomość z innym adresem i odebrać nieswoją paczkę. Taki przypadek nienormalnej pomysłowości ujęto w Piotrkowie Trybunalskim, o czym doniosło tvn24.

niedziela, 27 września 2009

GNU GPL a prawo francuskie

W Polsce na temat wolnych licencji mamy kilka ciekawych wypowiedzi doktryny (by wymienić tylko osoby związane z Instytutem Prawa Własności Intelektualnej UJ - artykuły profesorów Barty i Markiewicza i monografię Piotra Wasilewskiego), ale orzeczeń - o ile wiem - jeszcze nie wydawano. Pojawiło się za to orzeczenie z Francji. Stan faktyczny - firma Edu4 rozpowszechniała binaria programu służącego do zdalnego dostępu do komputera łamiąc przy tym postanowienia licencji GNU GPL przez nieudostępnianie kodu źródłowego mimo żądania i usunięcie not copyrightowych. Co ciekawe, jeżeli dobrze zrozumiałem, powództwo zostało wniesione przez...użytkownika, to znaczy organizację zajmującą się kształceniem dorosłych, w której klasach został zainstalowany program, a która chciała mieć dostęp do kodu źródłowego. Przydałoby się wsparcie w zakresie francuskiego, bo przetłumaczenie samego wyroku wydanego przez paryski Sąd Apelacyjny jest ponad moje siły.

Więcej:
- wyrok z uzasadnieniem (fr.)

piątek, 25 września 2009

"CHIP" i bezprawne rozpowszechnianie...

...czyli o wpadce magazynu komputerowego "CHIP", o której głośno ostatnio, a u nas jakoś bez reakcji. Sprawa jest prosta i dla wydawcy może być bolesna - na płycie DVD dołączanej do gazety znalazł się folder z muzyką sciągniętą z internetu. Pomyłka, czy nie, sabotaż, podły spisek konkurencji - doszło do bezprawnego rozpowszechnienia.
Tutaj doniesienie tvn24, tutaj tegoż serwisu relacja z wycofania magazynu ze sprzedaży oraz przytoczenie opinii wyrażonej w serwisie presserwis.pl przez mec. Jerzego Naumanna.

poniedziałek, 21 września 2009

Ugoda Google - nie tak szybko

W związku z wątpliwościami zgłoszonymi przez Departament Sprawiedliwości USA, związanymi ze statusem dzieł osieroconych, na które Google uzyskałby faktyczny monopol, można założyć, że słynna ugoda nie zostanie zaakceptowana przez sąd już na początku października. Z drugiej strony, sprzeciw administracji Obamy nie jest kategoryczny, więc ugoda raczej nie trafi do kosza.

Więcej:
- artykuł w NYT.

sobota, 12 września 2009

O Google Books w jednym zdaniu

W istocie, proponowana ugoda dałaby Google licencję na to, żeby najpierw naruszać prawa, a potem pytać, za zgodą sądu.

- Marybeth Peters, dyrektorka Copyright Office, w trakcie przesłuchania w Kongresie.

Razem z nią na pytania członków Kongresu odpowiadał też prawnik Google, David Drummond. Najważniejsze wypowiedzi można znaleźć na stronie NYT.