piątek, 14 listopada 2008

Szokują w Mediolanie


Z lewej plakat z Mediolanu, powstały w ramach kampanii, której celem jest zwrócenie uwagi opinii publicznej na problem gwałtów. Na plakacie napis: "Kto płaci za grzechy mężczyzny?". Plakat wywołał oburzenie radnych prawicowych. Informacje z tvn24.pl. Fotografia też z tvn24, które podaje jako źródło www.milano.blogosfere.it
Wrzucam, bo dotyczy dyskusji nt. wolności wypowiedzi, wykorzystaniu symboli religijnych (ewentualnie naruszenia uczuć religijnych itd.), a z bardziej nas interesujących:
granic sztuki i poszukiwań współczesnych artystów, którzy oddźwięk, resonans próbują wywołać poprzez szokowanie, a których działalność często sprowadza się do zaskakującego konceptu, idei, pomysłu, a nie formy, a więc wymyka się spod "macek" prawa autorskiego :)

wizerunek sportowców

Radio TOK FM, za nim tvn24.pl podały, że bracia Ligoccy zostali wykluczeni z polskiej kadry snowboardzistów, odmówili bowiem akceptacji regulaminu, na podstawie którego prawo do wizerunku, nazwiska i pseudonimu (a raczej zgoda na ich wykorzystywanie) przysługiwałoby związkowi. Związek zdobyłby te uprawnienia pewnie na wyłączność, skoro zawodnicy argumentowali, że zapis uniemożliwia im pozyskiwanie sponsorów i czyni "niewolnikami związku". Sprawa wpisuje się w niejako dwa (ważne) nurty dyskusji:
  1. wizerunek sportowców i jego wykorzystanie przez związki sportowe (tu: kazus Żurawskiego) - czy związki mogą wymagać od zawodników zgody na wykorzystywanie wizerunku, a w zasadzie handel tymże, w jakim zakresie, czy pozostawia się zawodnikowi swobodę, czy może zgodę cofnąć, czy dopuszczalne jest uzależnianie członkostwa w kadrze czy związku od wyrażenia zgody na wykorzystywanie wizerunku, wreszcie kwestia regulaminów i wzorców umownych oraz niedopuszczalnych klauzul - czy powinny zostać zakwestionowane;
  2. kwestię komercjalizacji dóbr osobistych, szczególnie prawa do wizerunku - gdy już nawet nie piszemy o zgodzie na naruszanie dóbr, a po prostu sprzedawaniu wizerunku, przekazywaniu wizerunku, handlu wizerunkiem itd. Zagadnienie sygnalizowane od jakiegoś już czasu także w kontekście niektórych autorskich dóbr osobistych. Sprawa dotyczy fundamentalnej kwestii prawa cywilnego, pojawić się mogą pytania, czy rozpowszechniona praktyka "obrotu" nie powinna zostać w jakiś sposób usankcjonowania czy objęta regulacją prawną, czy wizerunek, często efekt zaplanowanych działań marketingowych i PR-owej "twórczości", jest jeszcze dobrem osobistym?

czwartek, 13 listopada 2008

Kształt klocka Lego jako znak towarowy?

W 1999 roku Lego zgłosiło w Alicante wspólnotowy znak towarowy na swój klasyczny kształt klocka. Natychmiast sprzeciw zgłosiła firma Mega Brands. W 2004 OHIM unieważnił opinię. Komisja odwoławcza oddaliła odwołanie Lego twierdząc, że nie jest możliwe udzielenie prawa z rejestracji znaku towarowego na kształt tego typu, ponieważ byłoby to przyznanie wyłączności na funkcję techniczną. Lego oczywiście odwołało się do Sądu Pierwszej Instancji.

I przegrało (wyrok z 12 listopada 2008 r. w sprawie T‑270/06). Odwołanie do ETS zapewne już w drodze.

Więcej:
- wyrok z uzasadnieniem (ang.),
- artykuł na out-law.com.

czwartek, 6 listopada 2008

Prawo autorskie do nazwy miasta?

Turecka miejscowość Batman, położona w południowo- wschodniej części kraju, szykuje pozew w sprawie wykorzystywania nazwy miasta i jednocześnie prowincji Turcji przez reżysera filmu "Batman: Początek" oraz inne firmy wykorzystujące nazwę Batman do promocji swoich produktów, głównie w sektorze zabawkowym. Burmistrz miasta Batman zapewnia, że prawa autorskie do tej nazwy posiada miasto, w związku z czym wszyscy korzystający z tej nazwy naruszają te prawa;) Ciekawe...
Czekamy na kolejne pozwy: Katyń, Monachium, Las Vegas...Reżyserzy bójcie się!
Pełna treść artykułu http://www.tvn24.pl/-1,1571954,0,1,batman-pozywa-hollywood,wiadomosc.html

wtorek, 4 listopada 2008

Można wygrać z ZAiKS

Znamy już od jakiegoś czasu sytuacje, w których posiadacze radioodbiorników lub telewizorów w zakładach usługowych, sklepach czy też restauracjach dostawali od ZAiKS'u "rachunek" za publiczne odtwarzanie muzyki bez umowy licencyjnej. Sporów było wiele, ale jak pokazał przypadek z Częstochowy- da się go wygrać. Rzeczpospolita opisuje w dzisiejszym wydaniu przypadek restauratora, który otrzymał taki właśnie "rachunek" na kwotę 4200 zł. Oczywiście właściciel restauracji nie kwapił się z zapłatą tej sumy, a nawet stanowczo odmówił podpisania umowy licencyjnej. ZAiKS go pozwał, ale sądy dwóch instancji przyznały rację właśnie restauratorowi. Wykazał on między innymi, że z "wieży", której używał korzystała jedynie obsługa lokalu, gdyż stało przy wejściu do kuchni, a nie na sali, wobec czego jakość emisji była na tyle słaba, że w żaden sposób nie umilała posiłków gościom restauracji. Zabawnym argumentem było to, że restaurator jest zamiłowanym słuchaczem Radia Maryja, wobec czego z obawy przed niechęcią gości restauracji, nakazał wręcz personelowi nie puszczać audycji przy gościach. ZAiKS nie wykazał zarazem, że radio było ciągle włączone w czasie pracy restauracji.
No cóż argumentacja podziałała i teraz możemy spodziewać się podobnych rozstrzygnięć;)
Pełna treść artykułu:
http://www.rp.pl/artykul/64143,214224_Firmy_musza_dowodzic___ze_
radio_nie_daje_im_zysku_.html

poniedziałek, 3 listopada 2008

konferencja we Wrocławiu

Konferencja nt. 'Współczesne kierunki rozwoju prawa autorskiego', organizowana przez ELSA. Link tutaj. Kto chce jechać?

"Kaczory" - nie obraża Prezydenta.

O tu. Sąd podtrzymał decyzję prokuratury o odmowie wszczęcia śledztwa. Pozostaje więc droga cywilna, powodzenia. Jakby ktoś znalazł szczegóły dotyczące argumentacji sędzi (sędziny), byłoby miło. Przy okazji zgłoszę jedynie swoje wątpliwości co do istnienia tego przepisu w kk i, niekiedy, niezwykłej wrażliwości prokuratury przy jego stosowaniu...